Sprawę ujawnił ''Daily Telegraph''. Pracownicy brytyjskiego parlamentu przyzwyczajeni są do usuwania ''pamiątkowych'' napisów zostawianych przez bezmyślnych turystów. Ale kropki wykonane czarnym tuszem na cennej i pięknie zdobionej skrzynce na dokumenty, która służy za mównicę w Izbie Gmin sprawiły im niemały kłopot. Dlatego postanowili pilnie obserwować posiedzenie Izby.
Ku ich zdumieniu parlamentarnym wandalem okazał się być... szef rządu Jej Królewskiej Mości. Gordon Brown ma zwyczaj gestykulować w czasie przemawiania, mocno stukając przy tym długopisem w papiery, które trzyma w ręku. Czasem, niestety, zdarza mu się nie trafić w kartkę...
Uderzenia czarnym długopisem były tak silne, że wielu głębokich śladów tuszu nie uda się już wyczyścić. - Oczywiście, nie możemy jemu zwrócić uwagi. Ale jeśli będzie dalej tak robił, będzie coraz trudniej usunąć ślady - mówi jeden z pracowników parlamentu.
Dzięki zamaszystym ruchom czarnym długopisem Brown zdobył sobie nawet nowy przydomek wśród kolegów parlamentarzystów. - Gordon znany jest jako Zorro - zdradza osoba z otoczenia premiera. - Ale jestem pewien, że teraz, kiedy został ostrzeżony, będzie bardziej uważał na przedmioty, które są własnością narodu - dodaje.
Skrzynki na dokumenty państwowe, które tradycyjnie służą za mównice w Izbie Gmin, są darem Nowej Zelandii. W brytyjskim parlamencie pojawiły się po przebudowie budynku Izby po II wojnie światowej.
ZOBACZ TEŻ:
Gordon Brown wystąpił w Idolu - wideo
Pewien Brytyjczyk dosłownie przykleił się do premiera. Po co?