Człowiek-rakieta miał zamiar wyskoczyć z samolotu na wysokości 2,5 km nad ziemią, odpalić silnik i przelecieć z Calais we Francji do Dover w Wielkiej Brytanii. Niestety, już drugi raz w tym tygodniu jego start został przełożony z powodu złej pogody. W piątek czeka nas kolejna próba bicia rekordu.
Rossy chce polecieć trasą, którą 99 lat wcześniej pokonał francuski lotnik Louis Bleriot, pierwszy człowiek nad Kanałem. Szwajcar będzie leciał z prędkością dochodzącą do 185 km/h - pokonanie 35 km powinno mu zająć ok. 13 minut.
Przelot jest dużym wyzwaniem dla lotnika i wymaga starannych przygotowań. Nigdy wcześniej nie leciał korzystając ze swojego wynalazku dłużej niż 10 minut. - Jeśli wszystko zaplanuję prawidłowo, wyląduje w Dover. Jeśli się pomylę, czeka mnie kąpiel - powiedział w wywiadzie, którego udzielił na początku tego tygodnia.
W ciągu ostatnich kilku miesięcy Rossy udoskonalał swoje odrzutowe skrzydła i testował je w specjalnych tunelach oraz w Alpach Szwajcarskich. Całość waży ok. 55 kg, do skrzydeł przyczepione są cztery turbiny odrzutowe. Człowiek steruje lotem tylko za pomocą ruchów ciała. - Poruszam lekko głową i skręcam. Albo wysuwam nogę na parę cali, przechylam się i obniżam lot - opisuje technikę lotu w wywiadzie dla ''The Times''.
Rossy będzie wyposażony w kask, dwa spadochrony oraz specjalny kombinezon. Tak zabezpieczony gotów jest podjąć ryzyko. 49-latek od dzieciństwa marzył o wzbiciu się w powietrze, a jak sam twierdzi, tylko raz w życiu odczuwał strach - na ziemi.
ZOBACZ TEŻ: