To z pewnością był najbardziej wyjątkowy występ w ponad 50-letniej karierze Eddie Adcocka. Wirtuoz banjo zagrał... w sali operacyjnej. Lekarze poprosili go o zagranie podczas jego własnej operacji . Z pewnością był to pierwszy występ muzyka z sondą w czaszce.
Skąd potrzeba tak dziwacznej operacji ? Zaczęło się od drżenia rąk. To żona Adcocka jako pierwsza zauważyła jego problem. Stało się to bardzo problematyczne, do tego stopnia, że czasami Adcock nie był w stanie popisywać się swoim charakterystycznym stylem.
- Zauważyłam, że nie gra tak dobrze, jak zazwyczaj . Długo nie mogliśmy dojść do tego, co jest przyczyną drżenia. Było to bardzo stresujące, bo ten instrument to całe jego życie - opowiada Martha Adcock.
Pewne było jedynie uszkodzenie mózgu.
Gdy muzyk obawiał się, że będzie zmuszony zakończyć karierę , do akcji wkroczyli lekarze . Od razu wiedzieli, że potrzebna będzie elektroda stymulująca uszkodzony ośrodek mózgu. Ponieważ nie byli w stanie jednoznacznie określić miejsca, w którym umieszczona musi być elektroda, chirurdzy zaproponowali nietypowe rozwiązanie. Aby ułatwić im zlokalizowanie uszkodzonego ośrodka, Adcock został poproszony o grę na banjo w trakcie trwania operacji.
Lekarzom na szczęście udało umieścić urządzenie w odpowiednim miejscu. Adcock może wciaż grać na ukochanym instrumencie.
- To było bardzo ryzykowne . Moim celem było móc grać tak, jak przed chorobą - mówi szczęśliwy muzyk.
Zobacz fragment operacji :
ZOBACZ WIĘCEJ: Grał muzykę za głośno, policja zniszczyła jego płyty