Schrenker - właściciel kilku przedsiębiorstw - był oskarżony o przywłaszczenie setek tysięcy dolarów oraz wprowadzanie klientów w błąd. Przedsiębiorczy Amerykanin wymyślił tak skomplikowany plan ominięcia kłopotów z prawem, że nawet my go jeszcze nie rozpracowaliśmy. Zwłaszcza tego motywu z kajakiem.
A było to tak... Posiadający licencję pilota biznesmen wypożyczył mały samolot turbośmigłowy. Kilkanaście minut po starcie wysłał fałszywy sygnał do wieży kontroli lotów. Musiało to brzmieć mniej więcej tak: "Do diabła, pękła mi szyba w kokpicie! Nic nie widzę, jestem ranny! Bardzo krwawię...".
Na pomoc "rannemu" lotnikowi ruszyły samoloty wojskowe . Ich piloci ujrzeli... awionetkę lecącą z otwartymi drzwiami. Pustą. Maszyna rozbiła się na północy Florydy, zaledwie kilkaset metrów od zabudowań miasta Milton.
- Schrenker zaraz po zawiadomieniu wieży kontrolnej o wypadku uruchomił autopilota, po czym - wyposażony w spadochron - opuścił pokład maszyny. Inaczej nie potrafimy tego wytłumaczyć - twierdzą śledczy.
Myślicie, że to koniec? Jesteście w błędzie. Po lądowaniu, o którym nic nie wiadomo, Schrenker porzucił spadochron i zjawił się na posterunku policji w Harpersville. Powiedział policjantom, że... miał wypadek na kajaku. Nie wiadomo, dlaczego zdecydował się na odwiedzenie stróży prawa. Na pewno nie zrobił tego z wyrzutów sumienia, gdyż odwieziony do hotelu, zbiegł chwilę po uiszczeniu opłaty za pokój.
Poszukiwania trwają.
Zobacz też:
Suka zaadoptowała porzucone tygryski