Aktor strzelił do kolegi w trakcie próby na scenie

Myślał, że broń jest nie naładowana. Była naładowana. - Byłem zestresowany, zbliżała się premiera. Po prostu wystrzeliłem - tłumaczył się. Wszystko skończyło się szczęśliwie, bo aktor jest kiepskim strzelcem. 
Pistolet, zdjęcie ilustracyjne
Pistolet fot. AP

Do

wypadku

doszło w jednym z teatrów na Florydzie. Wieczorem aktorzy mieli jedną z ostatnich prób przed premierą. Pracowali nad ostatnią sceną sztuki "Myszy i ludzie" na podstawie prozy Steinbecka, w której bohater - George Milton - strzela do przyjaciela. Co stało się w teatrze?

- Jestem jednocześnie aktorem i reżyserem przedstawienia. Mieliśmy coraz mniej czasu, zbliżała się premiera, a było jeszcze wiele niedociągnięć. Pracowaliśmy w wielkim napięciu. Broń wziąłem do ręki zupełnie bezmyślnie, nie sprawdziłem, czy jest naładowana i wystrzeliłem - opowiadał Bill Bordy, który grał Miltona.

Mężczyzna strzelił w kierunku głowy innego aktora, Freda Kellermana. Miał szczęścia i chybił. Szczęście miał też Kellerman, któremu nic się nie stało. Kula przeleciała mu koło ucha i leciutko drasnęła. Później okazało się, że pistolet pożyczono od innego członka ekipy, który zapomniał, że broń jest naładowana.

Policja bada sprawę, ale zarzutów nikomu nie postawiono. Niektórzy mają więcej szczęścia niż rozumu...

POLECAMY TEŻ:

Jak oddział toksykologii przeżył chwile grozy, czyli codzienny przegląd prasy brukowej

Więcej o: