Która ze świątecznych potraw jest najsmaczniejsza? Postanowiliśmy rozstrzygnąć to raz na zawsze

Każdej z wigilijnych potraw spróbować trzeba, ale nie każdej warto. W naszym autorskim rankingu uszeregowaliśmy świąteczne dania od prawdziwych delicji do absolutnych świństw. Uwaga, przy lekturze przyda się duża dawka dystansu.

Jedyną zaletą mikołajów jest to, że przypominają o cykliczności czasu. Na wiosnę przetopi się je w czekoladowe zające wielkanocne. A potem zajace znowu staną się mikołajami.

Fot. KAMILA KUBAT

Każdy, kto zarzuca polskiej kuchni brak finezji, powinien podpatrzeć swoją babcię lepiącą uszka. To maleńkie arcydzieła formy i treści. Delikatne ciasto zwinięte jak muszla zabarwia się w barszczu na piękny odcień różu.

Barszcz to osobna historia. Jest jednym z nielicznych dań, które po prostu nie potrafią być niesmaczne. Nawet najtańszy barszcz z torebki jest całkiem ok. A co dopiero domowy!

Barszcz jest bezpretensjonalny i prosty, a jednak każda babcia potrafi uczynić smak swojego niepowtarzalnym - a to dorzuci suszoną śliwkę, a to doda soku z cytryny...

Fot. ŁUKASZ ZANDECKI

Słodycze mają taką przykrą właściwość, że w małych ilościach poprawiają humor, ale w dużych wywołują w konsumencie pogardę dla samego siebie. Ta zasada nie dotyczy kutii. Człowiek może ją jeść i jeść i wciąż czuć się jak słowiański bóg urodzaju. Miód dodaje mu energii, a mak koi nerwy.

Wiele już napisano o symbolicznych i smakowych walorach kutii, podnieśmy więc niesłusznie pomijaną kwestię jej konsystencji. Sprężyste ziarna pszenicy, kruchy mak, miękkie bakalie i aksamitna śmietanka - czy można sobie wyobrazić doskonalsze połączenie?

FOT. AGATA JAKUBOWSKA / AGENCJA GAZETA

Słodki, owocowy, ale podszyty dymem. Zdecydowany i nieznoszący konkurencji. Jedni go kochają, inni nienawidzą, nikt nie jest obojętny. Tak pewnie pisano by o kompocie z suszu, gdyby był perfumami.

Woń kompotu bezapelacyjnie rządzi wigilijną zapachosferą. Możecie odpalić sto cynamonowych świeczek, wypsikać milion odświeżaczy powietrza o zapachu choinki. I tak kompot pokaże wszystkim, co jest prawdziwym zapachem Świąt.

Fot. STEFAN ROMANIK

Jest taki trend we współczesnej gastronomii, żeby doprawiać jedzenie różnymi niespożywczymi substancjami - jakimiś ekstraktami ze świerku czy aromatami benzyny.

Pierwszym daniem z tego nurtu, z jakim się zetknęliśmy była wigilijna kapusta. Olej lniany, czyli składnik X, któremu zawdzięcza swój niepowtarzalny smak, został ostatnio okrzyknięty supefoodem.

Ale zanim fanatycy zdrowego odżywiania zaczęli pić go litrami, kojarzył się głównie z impregnacją drewna. Jego posmak w świątecznym daniu robił wrażenie czegoś naprawdę wywrotowego.

Fot. ŁUKASZ ZANDECKI

Karp jest tłusty, ościsty i śmierdzi mułem. To są fakty. Jedyny sposób, żeby zrobić z niego zjadliwe danie, to dokonać wszelkich starań, by ukryć jego naturalny smak.

W przypadku karpia po polsku ta strategia przynosi zdumiewająco dobre rezultaty. "Na słodko" karp nie tylko przestaje być niejadalny, ale wręcz chce się prosić o dokładkę.

Fot. Arkadiusz Scichocki / AG

Wypiek-ruletka. Bywają kruchą ambrozją, rozpływająca się w ustach szybciej niż płatek śniegu. Ale częściej to słodkawe suchary, śmierdzące cynamonem, który od pięciu lat wietrzał w szafce. Tak czy owak, zawsze ładnie wyglądają powieszone na choince i za to należy się kilka bonusowych punktów.

Fot. ŁUKASZ ZANDECKI

Śledź jest pyszny i znalazłby się znacznie wyżej w rankingu, gdyby tak nam nie spowszedniał. W żadnej z rozlicznych form, w jakich pojawia sie na wigilijnym stole nie ma wystarczająco dużo świątecznej magii. Śledź to kolega do wódki, a nie wyjątkowy gość wyczekiwany cały rok.

Fot. JACEK ŁAGOWSKI

Ułomni bracia kutii, nic do dodania

FOT. JACEK PIOTROWSKI / AGENCJA GAZETA

Polski odpowiednik ryby fugu. Może zabić cię od razu ością, może za parę lat cholesterolem, którym ocieka panierka.

Fot. ARKADIUSZ CICHOCKI

Po świątecznych zakupach portfel świeci pustkami, więc w roli tytułowej ryby zwykle obsadzana jest mrożona panga albo kostka z mintaja. Zagrzebanie ryby pod stosem włoszczyzny nie dodaje jej uroku. Danie można jeść na zimno i na ciepło, w obu wersjach jest równie paskudne.

Fot. GRAŻYNA MAKARA

Najpośledniejsza postać karpia. Bury kolor galarety przypomina o niewesołym pochodzeniu ryby, która całe życie spędziła w mętnym stawie.

Fot. BARTOSZ BOBKOWSKI

Faktu istnienia niektórych słodyczy po prostu nie da się wytłumaczyć. Po co na przykład wciąż produkuje się kukułki? Kto to je?

Pod atrakcyjnym sreberkiem mikołaja zawsze kryje się rozczarowanie. Pół biedy, jeśli trafimy na świętego, który jest pusty w środku. Prawdziwym dramatem jest, gdy pseudoczekolada zawiera pseudomarcepanowe nadzienie.

Jedyną zaletą mikołajów jest to, że przypominają o cykliczności czasu. Na wiosnę przetopi się je w czekoladowe zające wielkanocne. A potem zające znowu staną się mikołajami.