Po rozpoczęciu sezonu grzewczego wiele osób zastanawia się, jak zaoszczędzić na rachunkach za ogrzewanie i obniżyć koszty energii. Sięgamy wtedy po różne sposoby i porady, często nie zdając sobie sprawy z tego, że mogą odnieść odwrotne skutki. Jedną z takich metod jest wyłączanie ogrzewania na noc i podczas dłuższych nieobecności w domu.
Po więcej porad domowych zajrzyj na stronę główną Gazeta.pl
Zakręcanie kaloryfera na noc lub podczas nieobecności w domu wydaje się dobrym pomysłem. Nie zawsze jest to jednak skuteczne. O ile jesienią, gdy w dzień wciąż bywa stosunkowo ciepło, a temperatury wewnątrz pomieszczeń są nadal komfortowe, nie przyniesie to niekorzystnych efektów, o tyle zimą może skończyć się źle. Gdy na zewnątrz panują ujemne temperatury, całkowite zakręcenie grzejników może sprawić, że w pomieszczeniach temperatura szybko spadnie. To grozi nie tylko wychłodzeniem pokoju, lecz także rozwojem pleśni i grzybów.
Ustawienie termostatu na 0 spowoduje, że rano w pomieszczeniu będzie po prostu zimno. By ponownie ogrzać pomieszczenie, grzejniki będą musiały więc pracować ze zwiększoną mocą. Efekt? Zamiast oszczędności, otrzymasz wyższe rachunki. Zdecydowanie lepszym pomysłem będzie ustawienie termostatu na niższe wartości zarówno na noc, jak i podczas wyjścia do pracy. Na czas dłuższych wyjazdów ustaw temperaturę na ok. 16 stopni. Od tej zasady jest wyjątek. Podczas wietrzenia pomieszczeń wyłączaj grzejnik.
Choć wiele zależy od komfortu danej osoby, zakłada się, że w kuchni i sypialni temperatura powinna ona wynosić ok. 18 stopni, w salonie, pokoju dziennym czy gabinecie ok. 20-22 stopnie, z kolei w łazience - ok. 24 stopnie. Każde oznaczenie na termostacie odpowiada określonej temperaturze. 1 oznacza ok. 13 stopni, 2 16 stopni. 3 z kolei to temperatura w granicach 18-20 stopni. 4 odpowiada 24 stopniom. 5 to najwyższa możliwa temperatura i zaleca się, by nie korzystać z tego trybu zbyt często, może to bowiem niekorzystnie wpłynąć na wysokość rachunków.