Historia zespołu Ich Troje sięga lat 90. To wtedy panowie spotkali się po raz pierwszy. Jacek Łągwa miał już wtedy stabilną pozycję w świecie muzyki. Kompozytor i wokalista znał się m.in. z Pawłem Marciniakiem z Varius Manx. To dzięki niemu poznał Michała Wiśniewskiego. - To było w 1995 roku, tuż przed Bożym Narodzeniem. Zadzwonił do mnie Paweł Marciniak z Varius Manx i powiedział, że dostał zlecenie od Wiśniewskiego - wspominał Łągwa w rozmowie z Onetem. Chodziło o musical w Teatrze Muzycznym w Łodzi zorganizowany z okazji urodzin przyszłego frontmana Ich Troje. - Od razu mnie uprzedził, że ten Wiśniewski to dziwny typ - dodał i podkreślił, że to go nie zniechęciło.
Wbrew pozorom panowie przypadli sobie do gustu i szybko rozpoczęli współpracę. Poza tym Łągwa, mając większe doświadczenie w branży, odczuł potrzebę pomocy koledze. - Był świeży i kompletnie nieświadomy. Stwierdziłem, że muszę go uratować i odwieść od pomysłu wystawienia musicalu. Od słowa do słowa podjęliśmy decyzję o otworzeniu pierwszego w Polsce klubu karaoke - tłumaczył.
Po pomyśle otworzenia klubu szybko przyszła myśl o założeniu zespołu. Zaczęły się więc poszukiwania drugiego wokalu. Tak do grupy dołączyła Magda Femme i narodziło się Ich Troje. Prawdziwy sukces przyszedł w 2001 roku wraz z czwartą płytą i piosenką "Powiedz", z którą wystąpili na festiwalu w Opolu. W ciągu 30 lat istnienia przez zespół przewinęło się wiele wokalistek, ale mimo zawirowań i problemów, w tym bójek i rękoczynów, niezmiennie trwali w nim obaj panowie. Mało jednak brakowało, by historia potoczyła się inaczej. W trakcie konkursu Eurowizji w Rydze panowie tak się pokłócili, że postanowili rozwiązać zespół. Sukces piosenki "Keine Grenzen" sprawił jednak, że zmienili zdanie.
Przez lata Jacek Łągwa był "tym drugim", tajemniczym i spokojnym. Stronił od afer, życia na świeczniku i obszernego opowiadania o swoim życiu prywatnym, w przeciwieństwie do kolegi z zespołu. Teraz Michał Wiśniewski w rozmowie z Wirtualną Polską ujawnił, jak wyglądają relacje między nimi. Okazuje się, że łączy ich "szorstka przyjaźń".
- Mówię szorstką, bo my nie spędzamy razem świąt, nie jeździmy razem na wakacje, ale dzwonimy do siebie. On wczoraj po tym koncercie [z okazji 30-lecia Ich Troje - red.] zrobił mi największą przyjemność [...]. Zadzwonił i powiedział: "Michał, obejrzałem koncert, gratuluję" - opowiadał w rozmowie z Filipem Borowiakiem i dodał, że ten telefon był dla niego bardzo ważny. - Rzadko udaje się dwóm facetom wytrzymać ze sobą całe życie - podkreślił.