Bosak rzuciłby taniec dla Rydzyka

Co dla młodego posła LPR jest ważniejsze? Szaleństwo na parkiecie przed kamerami programu "Taniec z gwiazdami" czy uznanie i szacunek Ojca Dyrektora? Po prowokacji dziennikarskiej, którą zaaranżował dziennik "Fakt" wiadomo, że wybór nie jest prosty.
Krzysztof Bosak (fot. Agencja Wyborcza.pl)

Dziennikarz "Faktu" zadzwonił do Krzysztofa Bosaka i podał się za asystenta dyrektora Radia Maryja. Zapytał, czy na prośbę o. Rydzyka nie mógłby zrezygnować z udziału w programie "Taniec z gwiazdami". Na początku Bosak dzielnie odpierał zarzuty i bronił swojego udziału w telewizyjnym show. - Naprawdę wszystko dobrze przemyślałem i skonsultowałem. A po drugie podpisałem umowę, a w umowie jest pięciocyfrowa kara za wycofanie się. I ta kara przekracza sumę pieniędzy, którą ja posiadam - mówił Bosak.

- To poseł podpisał cyrograf!? - zagrzmiał niby-współpracownik o. Rydzyka.

W tym momencie młody poseł LPR zaczyna się łamać i usprawiedliwiać, że istnieje jedna okoliczność, w której bez konsekwencji finansowych mógłby zrezygnować. Tą sytuacją byłyby wcześniejsze wybory i konieczność zajęcia się kampanią.

Jak widać Krzysztof Bosak nie bez żalu zdecydowałby się na rezygnację z udziału w popularnym tanecznym show. Po rozmowie z podstawionym przez "Fakt" księdzem wysłał mu podobno SMS zapewniający o lojalności w stosunku do Ojca Dyrektora o treści: "Proszę przekazać ode mnie serdeczne pozdrowienia dla ojca Tadeusza".

Więcej o: