Subiektywny ranking afer IV RP

Przepis na dobrą aferę jest prosty. Na początek konieczny będzie sprzęt: podsłuch (możliwie zaawansowany technicznie, obecnie na topie są mini-helikoptery) i ukryta kamera. Później trzeba znaleźć ludzi i pieniądze potrzebne do kuszącej propozycji korupcyjnej. Na koniec pozostaje już tylko wymyślić kilka obelg, dobrze opanować frazy "to manipulacja" oraz "układ" i można zaczynać. Nasi politycy są w tym naprawdę dobrzy - przeczytajcie nasz ranking.
Renata Beger jako Mata Hari (fot. Agencja Wyborcza.pl)

Miejsce 5: Taśmy Beger

Pamiętacie te czasy? Renata Beger jako kolejne wcielenie Maty Hari, kurwiki przysłonięte łzami szczerego wzruszenia i premier przepraszający "tych, którzy są zaskoczeni i zniesmaczeni". To była piękna afera... Niestety świat poszedł naprzód i nawet afery są już inne: ciągną się tygodniami i nikt nikogo nie przeprasza. Dlatego Renatę Beger i jej taśmy oceniamy tylko na 2/10, plus jeden punkt za kurwiki. Razem: 3/10.

Miejsce 4: Wojna na lektury

Pierwsza afera literacka IV RP. Za sznurki pociągał minister Roman Giertych, który sprzymierzył Sienkiewicza z Dobraczyńskim i napuścił ich na Gombrowicza. Dlaczego? Bo Sienkiewicz wielkim pisarzem był, a "Transatlantyk" "promuje pederastię". Dobraczyńskiego z kolei zarekomendowali ministrowi tajemniczy przedstawiciele Burów. Premier nie zrozumiał ambitnych planów Giertycha i Gombrowicza ułaskawił, a minister edukacji ruszył po pomoc do TK. Doceniamy oryginalnych bohaterów afery i dajemy wojnie na lektury 5/10 punktów.

Miejsce 3: Taśmy o. Rydzyka

Afera modelowa w kategorii: jak nie obrazić, żeby obrazić i jak później przeprosić, żeby nie przepraszać. Niekwestionowanym mistrzem w tej dyscyplinie jest o. Tadeusz Rydzyk. Niestety, przy całym szacunku dla kunsztu redemptorysty, musimy odjąć kilka punktów. Jego taśmy wyraźnie przegrały z aferą gruntową i szybko poszły w niepamięć. Dlatego od nas dla Ojca Dyrektora tylko 6/10.

Miejsce 2: Afera gruntowa

Tego nawet nie staramy się zrozumieć. Za rozmach i wielowątkowość dajemy 7/10 punktów. Za życiową rolę wójta Mrągowa i podsłuch w helikopterze dorzucamy jeszcze dwa. Razem: 9/10.

Miejsce bezapelacyjnie pierwsze: Smok Wawelski

W październiku 2006 r. Maciej Giertych, do spółki z niejakim Dratewką i biskupem Kadłubkiem Wincentym, dokonał wiekopomnego przełomu w światowej nauce. Lata wnikliwej analizy dorobku kronikarza i osiągnięć szewca sprawiły, że Giertych mógł oficjalnie ogłosić koniec teorii ewolucji. - Dinozaury żyły w tych samych czasach co ludzie. Przecież Polacy zapamiętali smoka wawelskiego - dowodził. Nie omieszkał też wspomnieć o mamucich członkach, rączkach myszek i amerykańskim bokserze, który jest australopitekiem. - Tacy ludzie są wśród nas - zapewnił. I to nas przekonało. Dajemy 10/10!

Więcej o: