Pani
gładko wybrnęła z sytuacji. - Wszystko w porządku, jestem tutaj - uspokajała ze śmiechem.
W tle wciąż było słychać głosy ochroniarzy: "Uwaga, intruz w domu minister spraw zagranicznych w Ramat Hahayal!". - Ech, te procedury bezpieczeństwa... Teraz wszyscy wiedzą, gdzie mieszkam - mówiła Livni i zaoferowała, że oddzwoni z prywatnego telefonu, by nie trzeba było ciągle przerywać wywiadu .
Później na antenie radia wyjaśniono, że wiadomość o włamaniu była fałszywa. - Któryś z domowników przypadkowo nacisnął guzik alarmowy - potwierdził dziennikarz.
ZOBACZ TEŻ: