Wyjechał do pracy w Holandii i zniknął. "Zdołał wykrztusić, że ktoś go ściga po dachach"

Dzień po tym, jak wylądował w Holandii, Daniel zadzwonił do swojego ojca. - Wyraźnie spanikowany zdołał wykrztusić, że ktoś go ściga po dachach, że grozi mu niebezpieczeństwo. Rozmowa się urwała. Gdy ojciec oddzwonił, Daniel prosił o zawiadomienie policji. Potem jego telefon zamilkł - opowiedziała wolontariuszka pomagająca w poszukiwaniach 32-latka. Co się z nim stało? W tej sprawie więcej jest pytań niż odpowiedzi.
Zaginiony Daniel Gil
Fot. Patryk Ogorzałek / Agencja Gazeta // Komenda Powiatowa Policji w Prudniku

32-letni Daniel Gil mieszkał z partnerką i dwójką dzieci w Prudniku na Opolszczyźnie. W pewnym momencie kobieta od niego odeszła. Daniel postanowił wyjechać do pracy za granicę, aby zapewnić sobie i dzieciom lepszą sytuację finansową. W wakacyjnym dorobku miał mu pomóc dobry kolega. Rodzina 32-latka odradzała mu wyjazd, jednak ten był nieugięty. Mężczyzna zostawił swoje małe dzieci pod opieką rodziców i poleciał do Holandii w czerwcu 2020 roku. Dzień po przylocie telefon Daniela zamilkł. 

Zobacz wideo Czy wiesz, co zrobić, gdy zaginie ktoś bliski?

Więcej podobnych artykułów przeczytasz na stronie głównej Gazeta.pl

Dziwna rozmowa telefoniczna nagle się urwała. "Jego telefon zamilkł"

Daniel Gil był zarejestrowany jako bezrobotny. Ojciec próbował mu pomóc w znalezieniu dorywczej pracy, ale epidemia koronawirusa utrudniła to zadanie. Mężczyzna zdecydował, że uda się do kolegi w Holandii i tam będzie pracował przy pomidorach. 17 czerwca 2020 roku Daniel wyjechał z Polski. Kiedy dotarł na miejsce, poinformował o tym ojca. Zmęczony podróżą mężczyzna planował odpocząć i się zdrzemnąć, a następnie udać na spotkanie w agencji pracy w Helmond, aby omówić formalności i podpisać umowę. Do złożenia podpisu jednak nie doszło, bo mężczyzna nie przyjął oferty. Po raz ostatni Daniel skontaktował się ze swoją rodziną 18 czerwca po południu. Zadzwonił do ojca z informacją, że "gonią go Cyganie". 

Wyraźnie spanikowany zdołał wykrztusić, że ktoś go ściga po dachach, że grozi mu niebezpieczeństwo. Rozmowa się urwała. Gdy ojciec oddzwonił, Daniel prosił o zawiadomienie policji. Potem jego telefon zamilkł

- relacjonuje Ewelina, wolontariuszka pomagająca w poszukiwaniach Daniela, której słowa przytacza Onet.

Ojciec mężczyzny był zszokowany. Kiedy rozmawiał z synem, powiedział mu, żeby się schował w publicznym miejscu. Ten odpowiedział z płaczem, że boi się o swoje życie. Przerażona rodzina zaczęła działać. Daniel poradził ojcu, aby ten do niego nie dzwonił, bo ci ludzie mogą go namierzyć. Po 15 minutach mężczyzna ponownie spróbował skontaktować się z synem, ale ten już nie odebrał telefonu.

Poszukiwania Daniela. "Ciężko jest się czegokolwiek dowiedzieć"

Jak podaje portal Moja Niderlandia, zaginiony mężczyzna ma około 175 cm wzrostu, brązowe oczy i pieprzyk na prawym policzku. Charakterystyczne są jego liczna tatuaże na rękach. W dniu zaginięcia ubrany był najprawdopodobniej w ciemną bluzę, jeansy oraz czarne buty sportowe. Informacje o mężczyźnie upubliczniono w internecie na stronach zajmujących się zaginięciami, a także na portalach społecznościowych. Sprawą zajęła się również fundacja ITAKA. 

Policja w Prudniku nie może nic zrobić. W poszukiwaniach pomaga nam znajomy, który zna języki. On się kontaktuje z policją holenderską, ale ciężko jest się czegokolwiek dowiedzieć

- opowiadał Konstanty, ojciec Daniela, cytowany przez Wirtualną Polskę.

Daniel dobrze znał kolegę, do którego wyjechał. Z Adrianem łączyła go przyjaźń, w przeszłości pomieszkiwali razem. Ojciec Daniela podejrzewa jednak, że kolega jego syna mógł mieć coś wspólnego z zaginięciem, że był związany z handlem narkotykami. Policja zarówno polska, jak i holenderska nie potwierdziła tych informacji. Wiadomo jednak, że już po zaginięciu Daniela Adrian był poszukiwany przez funkcjonariuszy z powodu kradzieży z włamaniem. 

Holenderska policja próbowała uspokoić bliskich zaginionego informacją, że nie znaleziono ciała Daniela, co powinno dać im nadzieję, że mężczyzna żyje i uda się go odnaleźć. Konstanty chciał, by funkcjonariusze sprawdzili nagrania z monitoringu, jednak holenderscy funkcjonariusze poinformowali, że w ostatnim miejscu pobytu Daniela kamer nie było. Sprawdzono szpitale i placówki dla osób w kryzysie bezdomności, jednak również tam nie odnaleziono mężczyzny. 

Do rodziny Daniela dotarły niepokojące informacje. "Tam ktoś chciał im zrobić krzywdę"

W listopadzie 2020 roku ponownie nagłośniono sprawę zaginięcia Daniela. Na jaw wyszły nieznane wcześniej informacje. Do organizacji Zaginieni przed laty odezwała się kobieta, która twierdziła, że jej były partner opowiedział jej niepokojącą historię. Mężczyzna ten twierdził, że był przetrzymywany wraz z Danielem przez ludzi w miejscowości Ede.

Po jakimś czasie mieli zostać przewiezieni do Rotterdamu. Tam ktoś chciał im zrobić krzywdę, temu chłopakowi udało się wtedy uciec

- opowiadała ciotka zaginionego, której słowa cytuje "Super Express".

Krewna Daniela opowiedziała w telewizji TVT, że policjanci dotarli do tego mężczyzny, jednak podczas przesłuchania opowiedział on funkcjonariuszom kompletnie inną historię. Miał zeznać, że widział Daniela w czerwcu, na przystanku. 

Rodzina mężczyzny ma nadzieję, że Danielowi udało się uciec i nadal przebywa w Holandii, ale nie ma ani dokumentów, ani telefonu, więc nie może się z nimi skontaktować. Możliwe, że nieznajomość języka i obcego państwa dodatkowo utrudnia mu powrót do kraju. 

Jak podaje Na Temat, fundacja "Zaginieni", która zajmuje się sprawą Daniela, zastanawia się nad jeszcze jedną wersją wydarzeń. Mężczyzna mógł paść ofiarą handlu ludźmi i trafić do obozu pracy. 

 

Znikający świadkowie i znikające reportaże. "Zaraz po zaginięciu był taki filmik"

Rodzina Daniela zwraca uwagę na jeszcze jedną rzecz. Bliscy mężczyzny twierdzą, że znikają potencjalni świadkowie (m.in. były partner kobiety kontaktującej się z rodziną, a także kolega Daniela), a informacje dotyczące zaginionego są usuwane z internetu.

Co pokazują jakieś tam na Facebookach, na telefonach, jakiś reportaż, to zaraz znika. Upublicznianie jakichś konkretnych wiadomości, to zaraz znikają. Nie wiem dlaczego

- mówił pan Konstanty w telewizji regionalnej. 

W sieci miało pojawić się niepokojące nagranie, na którym rzekomo widać Daniela wciąganego do pojazdu. Ze słów rodziny Daniela wynika, że niedługo później zniknęło.

Zaraz po zaginięciu był taki filmik (…). Ktoś skamerował, jak był porwany do busa. I jak to zostało w internecie upublicznione na którejś grupie, to za jakąś chwilę filmik został usunięty

- opowiadała ciotka Daniela w telewizji regionalnej. 

 

Policja informuje, że osoby, które widziały Daniela lub wiedzą, co się dzieje z zaginionym, proszone są o kontakt osobisty lub telefoniczny z funkcjonariuszami z Komendy Powiatowej Policji w Prudniku pod numerem 77 8629203 lub z najbliższą jednostką na terenie całego kraju.

Więcej o: