Jan Guzik gościł na rosyjskim dworze. Słynne medium miało wywołać ducha cara Aleksandra III

Gdy Jan Guzik siadał przy okrągłym stole i kładł na nim dłonie wraz z innymi uczestnikami seansu spirytystycznego, w pokoju zaczynały się dziać dziwne rzeczy. W pomieszczeniu krążyły migoczące światła, w ciemnościach pojawiały się widmowe twarze, a zgromadzeni czuli na skórze dotyk wilgotnej ręki. Czy były to nadprzyrodzone siły, czy też iluzjonistyczne sztuczki? Sprawę tę zbadał dziennikarz Ludwik Szczepański.
Seans spirytystyczny z udziałem medium Jana Guzika
Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Jan Guzik urodził się w 1876 roku w Rącznej koło Krakowa, ale wychowywał się w Warszawie. Pochodził z ubogiej rodziny i żeby zarobić na życie, zaczął pracę w warsztacie garbarskim. Onet podaje, że to właśnie tam miały zacząć się ujawniać jego zdolności związane z telekinezą.

Zobacz wideo Ciapur wierzy w duchy i nawet próbuje je wywoływać! Z sukcesami? [Lista Plotka]

Portal wrozka.com.pl informuje, że podczas pracy w garbarni nastoletni Guzik doświadczył poważnego wypadku. Gdy wracał do zdrowia, miał zacząć przejawiać niezwykłe zdolności. Jego współpracownicy zaczęli się go bać i w końcu złożyli na niego donos na komisariacie policji.

Słynne seanse spirytystyczne Jana Guzika. Jeździli na nie nawet celebryci

Guzik, o którym zrobiło się głośno, wzbudził zainteresowanie Witolda Chłopickiego, wydawcy "Dziwów Życia". To on go wypromował, dzięki czemu Jan stał się powszechnie znanym medium. Różnorodne zdolności Guzika wzbudzały fascynację, ale także podejrzliwość. Młody mężczyzna miał m.in. przenosić przedmioty siłą woli, wywoływać zjawiska świetlne i przywoływać duchy. Nie wszyscy w to wierzyli, ale Guzik upatrywał w swojej sławie szansę na zarobienie sporych pieniędzy. Gdy zakład garbarski, w którym pracował, został zamknięty, postanowił, że całkowicie odda się byciu medium. Z czasem zaczął być zapraszany na salony, gdzie przeprowadzał seanse spirytystyczne. Jego działalność wzbudzała też zainteresowanie w kręgach artystycznych i naukowych. 

W 1891 roku Guzik zaczął karierę międzynarodową. To właśnie wtedy po raz pierwszy zaprezentował swoje umiejętności w Petersburgu, do którego przyjechał na zaproszenie Aleksandra Aksakowa, rosyjskiego psychologa i spirytysty. Po tym wydarzeniu dawał kolejne pokazy w Rosji, Austrii, Wielkiej Brytanii i Francji. "Rzeczpospolita" pisze, że Guzik wystąpił nawet dla cara Mikołaja II, przywołując ducha jego niedawno zmarłego ojca, Aleksandra III.

Ekscytację osób, które brały udział w seansach Guzika, wywoływały niezwykłe zjawiska, których byli świadkami. Uczestnicy twierdzili, że w czasie pokazów medium przedmioty unosiły się w powietrzu, pojawiały się migocące światełka, a instrumenty zamykane w futerałach zaczynały grać. Największą sensacją były materializujące się zjawy, które przyjmowały postać ludzi, zwierząt lub fragmentów ich ciał. Ich interakcje z widownią, w tym rozmowy i dotyk, budziły ogromne zdziwienie i niepowtarzalne emocje.

Jan Guzik oszustem? Dziennikarze opisali "hultajski mediumiczny bigos"

Fenomen Jana Guzika zainteresował dziennikarzy, którzy podjęli próbę zdemaskowania go jako oszusta. Podczas jednego z jego seansów spirytystycznych w 1924 roku reporterzy wykonali sesję fotograficzną, korzystając przy tym z lampy magnezjowej. Eksperyment ujawnił, że Guzik stosował różne sztuczki wykorzystujące ciemność, aby omamić swoich widzów.

Dzięki sesji fotograficznej dziennikarze udowodnili, że Guzik manipulował przebiegiem seansów spirytystycznych, korzystając z umiejętności iluzjonistycznych. Wykorzystywał m.in. proszki fluorescencyjne i układał ręce w specyficzny sposób, dzięki czemu uczestnikom pokazów wydawało się, że z głębi pokoju wyłania się twarz. Innym kłamstwem okazały się duchy, które miały dotykać osób biorących udział w seansach Guzika. Okazało się, że za doznaniami fizycznymi, które opisywali uczestnicy, stał sam Guzik. Odkrycia te zostały opisane w prasie, co przyczyniło się do znacznego osłabienia jego reputacji.

Podczas kolejnych eksperymentów i seansów naukowcy przeprowadzali testy, aby zbadać rzekome nadnaturalne umiejętności Guzika. Podmienili między innymi używane przez niego przedmioty na takie, które po kontakcie zostawiały ślady. To pozwoliło wykryć kolejne manipulacje i fałszerstwa. Guzik konfrontowany z dowodami fotograficznymi nie próbował niczemu zaprzeczać.

Zbladł – nie odpowiedział nic i siedząc bez ruchu przez cały czas tej sądowej rozprawy, milczał uporczywie. W końcu zapytany, czy sobie pomagał, odparł lakonicznie: 'Tak, pomagałem sobie. Wszyscy sobie pomagają'

- powiedział Jan Guzik, o czym pisze portal twojahistoria.pl.

Dziennikarskie śledztwo zostało opisane w "Ilustrowanym Kuryerze Codziennym". Redaktor Ludwik Szczepański przyznał w jednym z artykułów, że nie wszystkie zjawiska z seansów prowadzanych przez Guzika zostały jednoznacznie wyjaśnione.

[Guzik stał się - red.] świadomym kuglarzem, [a] prawdziwe objawy mieszają się u niego z oszukańczemi, tworząc hultajski mediumiczny bigos

- pisał w 1924 roku.

Dzięki tej sprawie Ludwik Szczepański zyskał rozgłos. W późniejszym czasie zaczął prowadzić wykłady na temat rozpoznawania i unikania oszustów podszywających się pod medium.

Więcej o: