Był 1828 rok, Zielone Świątki. Większość mieszkańców Norymbergi spędzała czas z rodziną. Choć nie był to czas na pracę, szewc Weickmann większość dnia przesiedział w swojej pracowni. Dopiero pod wieczór postanowił pójść na krótki spacer. Przechadzając się po ulicach Norymbergi, natknął się na nastolatka, który dziwnie się zachowywał. Początkowo myślał, że chłopak jest pijany. Postanowił sprawdzić, z jakiego powodu błąka się po ulicy. Okazało się jednak, że chłopiec nie rozumie, co się do niego mówi. Weickmannowi wydawało się też, że tajemniczy nastolatek nie może wydobyć z siebie głosu. Szewc zauważył jednak, że chłopak trzyma w ręce kawałek papieru. Okazało się, że jest to list.
Do szlachetnie urodzonego kapitana 4. szwadronu 6. Regimentu Lekkiej Kawalerii w Norymberdze. Chłopiec ten został mi przekazany 7 października 1812 roku, a ja sam, będąc biednym robotnikiem dniówkowym, posiadam dziesięcioro dzieci i sam mam już czym się zajmować, a jego matka zostawiła chłopaka po to, żeby był wychowywany, ale ja nie byłem w stanie znaleźć jego matki i również nie powiedziałem nic Sądowi Prowincjonalnemu, że ten chłopiec został mi przekazany.
- było napisane na kartce.
Weickmann wiedział, o którego kapitana chodzi. Poprosił więc pobliskiego strażnika o pomoc i wspólnie zaprowadzili osobliwego chłopca do domu żołnierza. Kapitan Wessing był nieobecny, ale jego służba wpuściła chłopca i chciała go nakarmić. Podano mu mięso, a nawet piwo. Wszystko jednak wypluwał. Przyglądające mu się osoby podejrzewały, że nastolatek robi to ze strachu. Dopiero chleb i woda przypadły mu do gustu. W oczekiwaniu na Wessinga chłopiec zasnął w stajni na stogu siana.
Kiedy Wessing wrócił do domu, był w takim samym szoku jak reszta osób, które tego wieczoru poznały chłopca. On również nie wiedział, kim jest tajemniczy nastolatek. Portal dzieje.pl pisze, że władze miasta nie miały pomysłu, co z nim zrobić, dlatego zamknięto w więzieniu, w którym spędził dwa miesiące. Kiedy tylko trafił do aresztu, został dokładnie przeszukany. W tym momencie funkcjonariusze po raz kolejny doznali szoku. Chłopak miał na sobie kapelusz, który przykuł uwagę służb. Choć jego zewnętrzna strona wyglądała nie najlepiej, okazało się, że wnętrze zostało wykonane z luksusowego materiału. Pytania się mnożyły, ale chłopiec nie potrafił na nie odpowiedzieć. "Rzeczpospolita" pisze, że mundurowi znaleźli przy nim także list, który najprawdopodobniej napisała jego matka. Dokument ten niczego jednak nie rozjaśniało.
Podczas pobytu w więzieniu nastolatek zaczął mówić. Po pewnym czasie zapisał jedno nazwisko: Kaspar Hauser. Uznano wówczas, że to jego imię. Pobyt za kratami uniemożliwiał mu jednak dalszą naukę języka. Chłopiec cierpiał też na powtarzające się ataki katalepsji i epilepsji. Sprawę utrudniało również to, że niecodzienna historia Kaspara przyciągała do aresztu tłumy gapiów. Te wszystkie czynniki sprawiły, że władze postanowiły znaleźć chłopcu miejsce do życia. 18 lipca 1828 roku Kaspar trafił pod opiekę Georga Fryderyka Daumera, który był znanym uczonym oraz filozofem. Daumer złapał dobry kontakt z Kasparem, dzięki czemu chłopiec opowiedział w końcu swoją historię.
Od momentu odnalezienia Kaspara nastolatek powoli się otwierał. Stopniowo poznawał kolejne słowa, dzięki czemu mógł opowiedzieć, co pamięta ze swojej przeszłości. Chłopiec twierdził, że większość swego życia spędził w mrocznej celi. Każdego ranka, budząc się, miał przed sobą jedynie chleb i wodę. To właśnie dlatego obawiał się innych pokarmów. Po przebudzeniu często zauważał też, że ma przycięte paznokcie i ogolone włosy. Nie miał jednak bladego pojęcia, gdzie znajdowała się cela, w której spędził te wszystkie lata.
Władze nie chciały czekać, aż Kaspar przypomni sobie więcej na temat swojej przeszłości. Nie było z resztą pewności, że to się kiedykolwiek wydarzy. Próbowano więc przeprowadzić dochodzenie. Ktoś zauważył wyjątkowe podobieństwo pomiędzy Kasparem a księciem Badenii, Karolem Ludwikiem. Niektórzy zaczęli podejrzewać więc, że Kaspar może być nieślubnym dzieckiem księcia i przybranej córki Napoleona, Stefanii. Wiek chłopca jak najbardziej pasował do tej teorii, jednak książę Badenii stanowczo zaprzeczał wszelkim tego typu plotkom.
Tymczasem Kaspar nieustannie się rozwijał, coraz lepiej mówił i czytał po niemiecku. Wokół chłopca działy się jednak dziwne rzeczy. Jedna z takich sytuacji wydarzyła się w październiku 1829 roku. Po tym, jak Kaspar nie stawił się na obiedzie, znaleziono go zakrwawionego w piwnicy domu Daumera. Nastolatek twierdził wówczas, że do posiadłości włamał się zamaskowany napastnik, który zaatakował go ostrym narzędziem, wykrzykując "Musisz umrzeć przed opuszczeniem Norymbergi!". To zrodziło jeszcze więcej pytań na temat chłopca.
W grudniu 1831 roku Kaspara niespodziewanie przeniesiono do domu Johanna Mayera w Ansbach - mieście oddalonym o 50 km od Norymbergi. Kaspar nie czuł się z tą zmianą zbyt dobrze. Przyzwyczaił się do życia w luksusie, a po przeprowadzce musiał wieść życie człowieka z prowincji. Mayer okazał się z kolei surowym nauczycielem o konserwatywnych poglądach, nieczułym na urok Kaspara. Od 1833 roku relacje między Hauserem a Mayerami stawały się coraz bardziej napięte. Małżeństwo oskarżało wychowanka o nadmierną skłonność do kaprysów, lenistwa i kłamstw.
Na początku grudnia tego samego roku Kaspar wydawał się wyjątkowo podekscytowany. Opowiadał o spotkaniu, na które umówił się z pewną panną w lokalnych ogrodach pałacowych. Podobno miało ono dotyczyć jego przeszłości. Wczesnym popołudniem 14 grudnia 1833 roku półprzytomny Kaspar wrócił do domu Mayerów. Miał głęboką ranę klatki piersiowej i powoli się wykrwawiał. Chłopak wyznał, że napastnikiem był mężczyzna w czerni. Nie rozpoznał go jednak i nie umiał opisać, jak wyglądał.
Co ciekawe, zamachowiec miał podarować Kasparowi klucz do rozwiązania zagadki jego życia. Znajdował się on w jedwabnej sakiewce, którą znalazła policja. Na świeżym śniegu, na którym leżała sakwa, widniały ślady tylko jednej osoby. Wewnątrz woreczka znajdował się list napisany pismem lustrzanym, ale jego treść była tak enigmatyczna, że nie pozwoliła na zrozumienie historii Kaspara.
Hauser będzie w stanie powiedzieć ci dokładnie, jak wyglądam i skąd pochodzę. Aby oszczędzić Hauserowi kłopotu, sam powiem ci, skąd pochodzę _ _ _ Pochodzę z _ _ _ Baierische Gränze _ _ _ Am Flusse _ _ _ _ Powiem ci nawet, jak się nazywam: M. L. O.
- czytamy w liście.
Kartka była złożona w trójkąt, co - jak twierdziła pani Mayer - było charakterystyczne dla listów, które pisał chłopak. Pismo zawierało także błędy gramatyczne i ortograficzne typowe dla Kaspara. Wszystkie te okoliczności budziły podejrzenia policji, lecz Kaspar twierdził uparcie, że się nie okaleczył. Choć lekarze początkowo uważali ranę za niegroźną, Kaspar Hauser zmarł trzy dni później, 17 grudnia 1833 roku.
Hausera pochowano na cmentarzu w Ansbach. Na jego nagrobku widnieje napis: "Tu spoczywa Kaspar Hauser, zagadka swoich czasów. Narodził się w nieznanych okolicznościach, jego śmierć owiana jest tajemnicą". W Ansbachu wzniesiono też pomnik poświęcony Kasparowi. Inskrypcja głosi: "Hic occultus occulto occisus est" (Tutaj nieznany został zabity przez nieznanego). Późniejsze badania DNA plamy krwi z ubrania Kaspara oraz kosmyka jego włosów nie wykluczyły, ale też nie potwierdziły w 100 procentach jego powiązania z rodziną księcia Badenii.