20-letni Andrzej był spokojny i opanowany. Skończył technikum budowlane, dobrze napisał egzaminy maturalne, a także testy zawodowe. Chciał pójść na studia, jednak nie był pewny, na co się zdecydować. Postanowił zrobić sobie rok przerwy, aby zarobić pieniądze i przemyśleć, na jaki kierunek studiów się wybrać. Zaczął pracę na budowie na Słowacji. W czasach szkolnych był hokeistą w klubie MKS Podhale, intensywnie trenował w ciągu tygodnia, ale nie wpływało to negatywnie na dobre stopnie w nauce. Był lubiany w towarzystwie, miał sporo znajomych, z którymi często się spotykał. Nie spożywał alkoholu i nie sprawiał problemów. Nie odmawiał pomocy, kiedy ktoś go o nią poprosił.
Historia Dawida M. była inna. Wychowywał się w Rabce bez ojca, a jego matka wyjechała do pracy za granicą, żeby zapewnić synowi dobry byt. Z tego powodu chłopakiem zajmowała się babcia. Nie pochodził z patologicznej rodziny, jednak miał problemy z prawem. Zaczął kraść, bić się z rówieśnikami i atakować młodszych uczniów, a z czasem sięgnął po narkotyki. Przez to często zmieniał szkoły, ale jego zachowanie nie uległo poprawie. W końcu trafił do młodzieżowej placówki wychowawczej, jednak ani to, ani nadzór kuratora nie zmieniły jego podejścia. Łamał prawo wielokrotnie i aż siedem razy usłyszał wyrok skazujący. Spotkanie tych dwóch skrajnie różnych mężczyzn było zupełnym przypadkiem, który dla Andrzeja skończył się tragicznie.
20-letni Dawid M. spotykał się z poznaną na imprezie Kasią. Po dwóch miesiącach znajomości kobieta zdecydowała jednak, że nie chce jej kontynuować. 30 listopada mężczyzna zaczął wysyłać do niej wiele niepokojących SMS-ów, których treść przytacza "Wprost".
Jestem roz***any, wk***iony, muszę się zemścić za kogoś
Czas do boju k***y dusić, dusić, dusić. Tak być musi
Jesteś dla mnie teraz jedną z najważniejszych osób w moim życiu i chcę, żebyś wiedziała, że męski świat to decyzje między młotem a kowadłem
- pisał.
Kasia nie zmieniła zdania i nie wróciła do niego. Dawid postanowił więc spędzić wieczór andrzejkowy z kolegami, w klubie ADHD w Nowym Targu. Po tym, jak dojechali do oddalonej o 20 km miejscowości, zaczęli pić alkohol na rynku. Kiedy butelki zostały już opróżnione, ruszyli w kierunku klubu. Nie zostali jednak wpuszczeni przez ochroniarzy. Grupa zebrała się naprzeciwko wejścia i obserwowała wchodzących na imprezę ludzi. W międzyczasie do klubu dotarł Andrzej Krzysztofiak, który postanowił świętować tam swoje imieniny. Przyszedł z dwoma kolegami: Kacprem i Szubertem. W stronę przybyłych mieszkańców Nowego Targu zaczęły padać obraźliwe komentarze. Wypowiadali je nieznani im mężczyźni z Rabki.
Grupy zaczęły się nawzajem wyzywać. Po chwili mężczyźni do siebie podeszli, a Kacper uderzył Dawida. Do Andrzeja zbliżył się mężczyzna o imieniu Grzegorz, który chciał zadać mu cios. Szybko rozpętała się bójka, w którą angażowało się coraz więcej osób z Rabki. Zażarta walka odbywała się między Andrzejem i Grzegorzem. Przepychanka została przerwana, gdy Kacper rozbił butelkę na głowie Grzegorza, jednak nie na długo. Gdy bójka między mężczyznami nabrała tempa, Dawid M. wyciągnął nóż i podbiegł do Andrzeja, po czym wbił ostrze w jego ramię i okolice lędźwi. Krzysztofiak próbował się zasłonić, jednak Dawid ponownie go zaatakował. Ostatni, trzeci cios nożem, wymierzył w głowę Andrzeja. Całe zajście zarejestrowały kamery monitoringu.
Po krwawej bójce przed klubem ADHD pojawiło się pogotowie. Ratownicy medyczni przewieźli ciężko rannego Andrzeja do szpitala w Krakowie. Rodzina Krzysztofiaków została poinformowana o całym zajściu przez dziewczynę, która bawiła się w klubie. Przerażony brat zaatakowanego mężczyzny próbował skontaktować się z Andrzejem, jednak bezskutecznie. W końcu udało mu się dodzwonić do kolegi, który potwierdził, że mężczyzna z nożem w głowie został zabrany do szpitala. Andrzej przez kilka godzin leżał na stole operacyjnym. Jego bliscy usłyszeli od lekarzy, że szanse na to, iż mężczyzna przeżyje, są niższe niż 1 proc.
Medycy ustalili, że śmierć mózgu mogła nastąpić nawet pół godziny po wbiciu noża. Mimo tragicznych doniesień rodzina Andrzeja nadal wierzyła, że mężczyźnie uda się z tego wyjść. Tak się jednak nie stało - lekarze stwierdzili zgon.
Przyczyną zejścia śmiertelnego były obrażenia czaszkowo-mózgowe, w postaci głębokiego zranienia mózgu z krwawieniem śródczaszkowym i obrzękiem mózgu. Uderzenie nożem w głowę zostało zadane z bardzo dużą siłą, a głębokość wbicia narzędzia wskazuje, że nie było to efektem przypadkowego zranienia, ale cios został zadany w sposób celowy
- brzmi ekspertyza zakładu medycyny sądowej, której treść przytacza Onet.
Policjanci zatrzymali uczestników bójki, w tym Dawida M. Mężczyzna został przewieziony na komisariat i przesłuchany. Zeznał, że nie chciał nikogo zabić, a wiadomości, które wysyłał do Kasi, dotyczyły pobicia jego kolegi z Rabki. Nie przyznał się też do zaatakowania Andrzeja.
Nie pamiętam, abym uderzył Krzysztofiaka nożem, w ogóle nie pamiętam, co się zdarzyło pod dyskoteką. Kiedy wybieraliśmy się do Nowego Targu, piłem alkohol i jeszcze zaaplikowałem sobie mefedron
- mówił Dawid M., którego słowa przywołuje "Wprost".
Zapytany o to, dlaczego miał przy sobie nóż, odpowiedział, że zawsze nosi przy sobie coś do obrony własnej. Zeznał, że nie zamierzał go w ogóle wyciągać i pewnie ktoś mu go zabrał lub sam wypadł mu z kieszeni. Dawid M. twierdził, że dopiero po przyjeździe karetki zorientował się, że w głowie Andrzeja tkwi jego nóż.
Koledzy Dawida również nie pomogli śledczym. Mężczyźni z Rabki zeznawali podobnie - każdy z nich wskazywał, że widział, jak znajomi się biją i być może dołączyli do przepychanki. Inny przebieg zdarzeń opowiedzieli przyjaciele Andrzeja. Złożyli wyjaśnienia, które obciążyły Dawida M., a podczas okazania wskazali go jako osobę winną śmierci Krzysztofiaka. Prokuratura ustaliła, że to właśnie Dawid M. zadał trzy ciosy nożem Andrzejowi, a koledzy mu w tym nie pomagali.
Dawid M. stanął przed Sądem Okręgowym w Nowym Sączu. Podczas rozprawy przeprosił rodzinę Krzysztofiaków za zabójstwo Andrzeja, napisał też list, w którym wyraził skruchę. Rodzina nieżyjącego mężczyzny nie przyjęła przeprosin, bo uznała, że nie były one szczere, zwłaszcza że zostały złożone dopiero półtora roku po zabójstwie.
Na kolejnej rozprawie Dawid M. powiedział, że się nawrócił i uwierzył w Boga. Stwierdził, że wcześniej był zepsutym i złym człowiekiem, ale Jezus go odmienił. Mężczyzna prawdopodobnie uznał, że dzięki temu będzie mógł liczyć na niższy wyrok. Nie wniosło to jednak dużo do sprawy.
Jest świetnym manipulatorem, potrafi sobie okręcać ludzi wokół palca, bo jest osobą inteligentną. Ma doskonały talent do mydlenia ludziom oczu. Zawsze przyznawał się do popełnianych czynów, dopiero jak już wiedział, że nie ma innego wyjścia, że nie uda mu się uniknąć odpowiedzialności. Tylko wtedy udawał skruchę, jak już wisiał nad nim bat
- zeznawał kurator sądowy, którego słowa cytuje Onet.
Sąd Okręgowy w Nowym Sączu skazał Dawida M. na dożywotnie pozbawienie wolności, a jego czterech kolegów na warunkowe pozbawienie wolności przez rok i sześć miesięcy oraz odpracowanie 3 tys. zł grzywny. Obrońca głównego oskarżonego złożył jednak apelację. Twierdził, że do zabójstwa doszło podczas bójki, a sprawca nie znał swojej ofiary, dlatego należy uznać, że nie było zamiaru pozbawienia życia. Sprawa Dawida M. trafiła do Sądu Apelacyjnego w Krakowie, gdzie w styczniu 2016 roku zmniejszono wyrok do 15 lat pozbawienia wolności.
Zabito mi syna, a jego morderca może chodzić na wolności już po odbyciu połowy kary 15 lat więzienia, czyli za pięć lat. Wyrok zaledwie 15 lat więzienia to dla nas policzek
- mówiła matka zamordowanego Andrzeja, której słowa przytacza portal zakopane.naszemiasto.pl.
Wiadomość o obniżeniu wymiaru kary nałożonej na Dawida M. wstrząsnęła rodziną Krzysztofiaka. Jego bliscy stworzyli stronę na portalu społecznościowym, aby nagłośnić sprawę, a na początku lutego 2016 roku zorganizowali manifestację na rynku w Nowym Targu. Wzięły w niej udział setki osób, które nie zgadzały się z wyrokiem Sądu Apelacyjnego.
Nie będzie to cichy marsz - będzie to protest, gdzie wykrzyczymy swój sprzeciw i zażądamy surowych kar dla morderców. Nie dopuścimy do tego, abyśmy bali się wyjść na ulicę własnego miasta czy wsi, bo nie ma kary dla takich zwyrodnialców jak Dawid M.
- zapowiadała rodzina zmarłego, cytowana przez TVN24.
Rodzina zmarłego Andrzeja nie mogła zrozumieć, dlaczego tak drastycznie zmniejszono karę Dawidowi M. Wskazywała m.in., że mężczyzna był w przeszłości wielokrotnie karany, że ma na swoim koncie kilka wyroków i opiekę kuratora.
Kurator po trzech latach opieki złożyła rezygnację ze sprawowania kurateli nad jego osobą. Zadzwoniła na komisariat policji, że to jest po prostu psychopata, który na pewno dopuści się kiedyś morderstwa
- mówiła siostra zamordowanego Andrzeja w programie "Interwencja".
Bliscy Krzysztofiaka zwrócili się z prośbą o pomoc do prokuratora generalnego i Rzecznika Praw Obywatelskich.
Nie chodzi nam o zemstę. Chodzi o sprawiedliwość. Nikt przecież nie życzy zabójcy śmierci, tylko adekwatnej kary. Walczymy o to, żeby wymiar sprawiedliwości stał po stronie ofiary. Tacy ludzie czują się później bezkarni
- mówiła bratowa nieżyjącego Andrzeja, cytowana przez Onet.
Zbigniew Ziobro po zapoznaniu się z aktami wystąpił do Sądu Najwyższego o kasację wyroku. Sąd przyjął ten wniosek, a sprawa ponownie trafiła do Sądu Apelacyjnego w Krakowie. 14 marca 2017 roku Dawid M. usłyszał wyrok 25 lat pozbawienia wolność z możliwością wcześniejszego zwolnienia po 20 latach.
Od 18 stycznia 2016 roku walczyliśmy ze wszystkich sił, zdecydowaliśmy się na upublicznienie całej sprawy, na szukanie pomocy wszędzie, gdzie tylko była na to szansa i co najtrudniejsze - na przeżywanie tego wszystkiego jeszcze raz... Zrobiliśmy to dla Andrzeja i zrobilibyśmy to wszystko ponownie, chociaż nie było łatwo
- napisała rodzina we wpisie na Facebooku.