Uwaga!

Ta strona zawiera treści przeznaczone wyłącznie dla osób dorosłych

Mieli spędzić wieczór razem, ale powiedział jej że "musi odwiedzić matkę". Dla Teresy to był koniec

Teresa była inteligentną, pracowitą kobietą. Robiła doktorat na SGGW, a jednocześnie wychowywała dwójkę dzieci. Jej mąż, profesor Kazimierz Tarwid, nie był zbyt pomocny - spędzał w pracy nawet 16 godzin dziennie, nie miał więc czasu na dzielenie się domowymi obowiązkami. Z czasem do uszu Teresy zaczęły docierać plotki, że Kazimierz spędza tyle czasu na uczelni, bo zabawia się tam ze swoją rudowłosą asystentką. Niedługo później doszło do tragedii, którą żyła cała Polska.
Studentka w laboratorium (zdjęcie ilustracyjne)
Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe / Archiwum fotograficzne Zbyszka Siemaszki

Kazimierz Tarwid urodził się w 1909 roku w Pskowie. Jako młody człowiek ukończył studia zoologiczne na Uniwersytecie Warszawskim, a po nich, już w czasach II Rzeczpospolitej, pracował w Państwowym Muzeum Zoologicznym. Jego badania nad komarami przyczyniły się do rozwoju polskiej szkoły ekologicznej. Biologia nie była jednak jedyną pasją Tarwida. Naukowiec miał również ogromną słabość do kobiet. 

Zobacz wideo Psychiatra uznał Kajetana Poznańskiego za niepoczytalnego. Ale sprzeciwił się temu psycholog. Prokuratura ujawnia kulisy

Portal detektywonline.pl pisze, że profesor Tarwid dwukrotnie brał ślub. Jego pierwsza żona, Helena Siwicka, była jego towarzyszką podczas okupacji. Ich związek przetrwał powstanie warszawskie, para doczekała się dwóch córek, jednak po zakończeniu wojny małżeństwo się rozpadło. W 1950 roku Tarwid poślubił Teresę Bieskierską, o 20 lat młodszą od niego studentkę. Z tego związku również narodziły się dwie dziewczynki.

Tarwid odnosił sukcesy zawodowe, ale jego życie rodzinne na tym cierpiało. Intensywna praca naukowa, często po 12, a nawet 16 godzin dziennie, sprawiła, że Tarwid miał niewiele czasu dla swoich bliskich. Nie przeszkadzało mu to jednak w miłosnych podbojach. Plotki o romansach i towarzyskich zdobyczach profesora również kładły się cieniem na jego relacji z Teresą.

Gdy goście wyszli, Kazimierz poszedł do matki. Jako ostatni widział Teresę żywą

Pewnego wieczoru 1955 roku profesor Tarwid i jego żona postanowili wreszcie spędzić ze sobą nieco więcej czasu. Portal twojahistoria.pl pisze, że małżeństwo zorganizowało kolację dla gości, na którą zaprosili profesora Eugeniusza Grabdę oraz profesora Kazimierza Adamczewskiego. Wieczór upływał im na miłych rozmowach, ale do czasu.

Goście siedzieli u Tarwidów do godziny 21. Po ich wyjściu gospodarz stwierdził, że koniecznie musi odwiedzić matkę. Teresa została sama w mieszkaniu. Gdy profesor wrócił, drzwi do jego domu były zamknięte. Mężczyzna pukał i dzwonił, ale jego żona nie reagowała, więc w końcu użył własnych kluczy, żeby dostać się do mieszkania. Gdy wszedł do środka, zobaczył Teresę leżącą bezwładnie na tapczanie. Obok niej znajdował się słoiczek z cyjankiem potasu - substancją, którą Tarwid otrzymał na potrzeby swoich badań naukowych. Jak to się stało, że trucizna znalazła się obok Teresy? Tarwid bezzwłocznie zadzwonił po pomoc. Nachylił się nad żoną, by sprawdzić, czy żyje. Nie wyczuł jednak ani tętna, ani oddechu Teresy. Kobieta zmarła w wieku zaledwie 25 lat.

Lekarz pogotowia potwierdził zgon Teresy. Portal kultura.onet.pl podaje, że Kazimierz zareagował na tę tragiczną wiadomość... obojętnością. Profesor nie okazywał żadnych emocji, co zdziwiło wszystkich obecnych. Kiedy lekarz zobaczył, że na szafce obok łóżka leży słoik z cyjankiem, wezwał Milicję Obywatelską.

Pisali anonimy o "nocnych orgiach" profesora. Niedługo po śmierci żony związał się z asystentką

Funkcjonariusze zabezpieczyli mieszkanie. Dzieci Tarwidów spędziły noc u sąsiadów, a Kazimierz u swojej matki. Milicja postanowiła przeprowadzić śledztwo, żeby ustalić, czy Teresa targnęła się na swoje życie, czy może ktoś jej "pomógł". Profesor twierdził, że jego żona była szczęśliwą mężatką i nie miała powodów, by ze sobą skończyć. Do mundurowych dotarły jednak plotki o rzekomym romansie profesora.

Na pierwszym etapie śledztwa nie znaleziono żadnych śladów, które mogłyby wskazywać, że Tarwid zabił swoją żonę. Prokuratura uznała, że nie ma dowodów na winę profesora, dlatego sprawa została umorzona. Wieść o śmierci Teresy szybko się jednak rozeszła, a oskarżenia zaczęły wypełniać uczelniane korytarze. Atmosferę podgrzewało także to, że niedługo po śmierci Teresy Tarwid związał się ze swoją asystentką Elizą. Pierwsza żona profesora rozsiewała plotki, z których wynikało m.in., że naukowiec miał z Elizą dziecko. Wiele z tych rewelacji okazało się fałszywych, ale wpłynęły one na reputację Tarwida.

Milicja, do której docierały anonimy o "romansowej naturze" i "nocnych orgiach" organizowanych przez profesora, wznowiła śledztwo. Kluczowe dla postępowania okazały się opinie biegłych, którzy stwierdzili, że dawka trucizny w organizmie Teresy była wyższa niż porcja cyjanku, która zniknęła ze słoiczka znalezionego obok jej ciała. Tarwid został tymczasowo aresztowany i skierowany na obserwację psychiatryczną. Lekarze stwierdzili, że profesor jest osobą chłodną i wyrachowaną, ale ma świadomość tego, co robi. Niedługo później stanął przed sądem, by odpowiedzieć za otrucie żony.

Biegli nazwali go "osobnikiem psychopatycznym". Mało kto wierzył w jego niewinność

Sąd pierwszej instancji skazał profesora na 15 lat więzienia. Tarwid odwołał się od tego wyroku. Sprawa trafiła do Sądu Najwyższego, który nakazał ponowne zbadanie dowodów. W międzyczasie media nagłośniały sprawę, a cała Polska podzieliła się na zwolenników i przeciwników ekologa.

W drugim procesie, który rozpoczął się w 1958 roku, przesłuchano więcej świadków, w tym teściową studentów, profesorów i rzekome kochanki Tarwida. Sąd wziął pod uwagę także to, że naukowiec miał dostęp do niewłaściwie zabezpieczonego cyjanku na uczelni i mógł z niego skorzystać, by zabić swoją żonę. Tarwid miał motyw, jako ostatni widział żonę żywą, a biegli uznali, że jest "osobnikiem psychopatycznym", więc mógł zaplanować morderstwo. Proces był poszlakowy, ale to wystarczyło. Profesor został skazany po raz kolejny - tym razem na dożywocie.

Obrońcy naukowca po raz kolejny odwołali się od wyroku, a sprawą znów zajął się Sąd Najwyższy. Kolejna analiza dowodów wykazała, że Teresa mogła popełnić samobójstwo, bo w słoiczku z cyjankiem było nie 5, a ponad 5 i pół grama trucizny. Sąd uznał, że Teresa mogła targnąć się na swoje życie, bo była przekonana, że jej mąż nie idzie do matki, a do swojej kochanki.

Kazimierz Tarwid został uniewinniony, ale nie zaznał spokoju, bo wielu ludzi wciąż uważało go za winnego. Utrata reputacji odbiła się na zdrowiu naukowca. Profesor Tarwid zmarł w 1978 roku, 28 lat po wyroku uniewinniającym. Został pochowany na Cmentarzu Bródnowskim w Warszawie.

Potrzebujesz pomocy?

Jeśli przeżywasz trudności i myślisz o odebraniu sobie życia lub chcesz pomóc osobie zagrożonej samobójstwem, pamiętaj, że możesz skorzystać z bezpłatnych numerów pomocowych:

  • Centrum Wsparcia dla osób dorosłych w kryzysie psychicznym: 800-70-2222
  • Telefon zaufania dla Dzieci i Młodzieży: 116 111
  • Telefon wsparcia emocjonalnego dla dorosłych: 116 123

Pod tym linkiem znajdziesz więcej informacji, jak pomóc sobie lub innym, oraz kontakty do organizacji pomagających osobom w kryzysie i ich bliskim.

Jeśli w związku z myślami samobójczymi lub próbą samobójczą występuje zagrożenie życia, w celu natychmiastowej interwencji kryzysowej, zadzwoń na policję pod numer 112 lub udaj się na oddział pogotowia do miejscowego szpitala psychiatrycznego.

Więcej o: