Uwaga!

Ta strona zawiera treści przeznaczone wyłącznie dla osób dorosłych

Po śmierci syna ułożyła sobie życie na nowo. 20 lat później ktoś rozpoznał kawałek jego kocyka

Michelle Lodzinski wyglądała w oczach znajomych na dobrą matkę. Jej syn Timothy nie sprawiał żadnych problemów, był pokojny, ale otwarty na inne dzieci. Kiedy więc kobieta zgłosiła jego zaginięcie, nikt nie spodziewał się, że może mieć coś z tym wspólnego. Po ponad 20 latach od odnalezienia zwłok chłopca na bagnach, śledczy znaleźli kluczowy dowód w sprawie.
Timothy Wiltsey
Fot. Pexels.com / Daniel Buchmaier // Twitter / njdotcom

Timothy Wiltsey miał pięć lat i chodził do przedszkola St. Mary's w South Amboy w USA. Nauczyciele opisywali go jako cichego, ale przyjaznego chłopca. Chociaż był nieśmiały, nie miał większych problemów z nawiązywaniem kontaktu z rówieśnikami. Nie jest jednak jasne, co działo się w jego rodzinnym domu. Nieco więcej światła na jego relację z matką rzuca tragedia, do której doszło 25 maja 1991 roku.

Zobacz wideo 37-letnia Ewelina siedzi za "głowę". "Chciałabym zakończyć swoją mękę wywiadem"

Tego dnia 23-letnia Michelle Lodzinski zadzwoniła na policję, żeby zgłosić zaginięcie syna. Kobieta twierdziła, że Timothy zniknął około godziny 19:30, gdy odwróciła się, żeby kupić napój podczas lokalnej zabawy karnawałowej. Policja szybko zamknęła imprezę, aby szukać zaginionego dziecka. Poszukiwania trwały do godziny 2 nad ranem, jednak nie przyniosły oczekiwanych rezultatów. Akcję poszukiwawczą wznowiono kilka godzin później, ale zakończyła się ona tak samo, jak pierwsza próba znalezienia Timothy'ego. Dzień po jego zaginięciu zrezygnowano z poszukiwań, ale śledczy wciąż kontynuowali dochodzenie.

Policjanci szybko zaczęli podejrzewać, że Lodzinski może mieć coś wspólnego z zaginięciem syna. Kobieta wielokrotnie zmieniała swoje zeznania - raz twierdziła, że zostawiła syna z kobietą o imieniu Ellen, którą rzekomo znała z pracy, innym razem, że z obcą dziewczynką, później mówiła nawet o dwóch nieznanych mężczyznach. Z doniesień portalu njmonthly.com wynika, że gdy policjanci przesłuchali Lodzinski po raz kolejny, twierdziła, że jeden z nieznajomych groził jej i Timothy'emu nożem. Choć śledczy byli coraz bardziej przekonani, że to matka chłopca jest winna jego zaginięcia, przez długi czas nie mogli ustalić, gdzie znajduje się pięciolatek.

Ciało chłopca znaleziono po roku. To nie wystarczyło, by Michelle usłyszała zarzuty

Michelle Lodzinski była samotną matką. Chwytała się różnych prac, często niskopłatnych, prawdopodobnie po to, by zapewnić swojemu synowi jak najlepsze warunki życia. Często musiała polegać na pomocy opiekunek i znajomych. Michelle miała wiele problemów, ale zarówno jej rodzina, jak i przyjaciele opisywali ją jako oddaną matkę, która dbała o swojego syna i starała się jak mogła, żeby zapewnić mu wszystko, czego potrzebował. Podejrzenia, które kierowano pod adresem Lodzinski, były dla jej bliskich wstrząsające. Wymiar sprawiedliwości nie miał jednak wystarczających podstaw, by postawić Michelle w stan oskarżenia.

Przełom w sprawie chłopca nastąpił prawie rok później. "The Sun" relacjonuje, że w kwietniu 1992 roku znaleziono szczątki Timothy'ego. Ciało chłopca znaleziono na bagiennych terenach w pobliżu Edison, w okolicy rzeki Raritan. "New York Post" wskazuje, że zwłoki były w stanie zaawansowanego rozkładu, dlatego ustalenie dokładnej przyczyny śmierci Timothy'ego było niemożliwe. Odkrycie to wstrząsnęło lokalną społecznością i ponownie skupiło uwagę na sprawie chłopca, którego zaginięcie pozostawało tajemnicą przez wiele miesięcy.

Choć odnaleziono ciało chłopca, śledztwo wciąż nie należało do najłatwiejszych. Michelle Lodzinski była podejrzewana od samego początku, szczególnie ze względu na zmienianie zeznań oraz jej obojętną postawę podczas przesłuchań, ale śledczy nie mogli postawić jej zarzutów. Dopiero wiele lat później policji udało się zdobyć kluczowy dowód w tej sprawie.

Po latach śledztwo ruszyło ponownie. Zeznania opiekunki pozwoliły aresztować Michelle

Po tym, jak znaleziono ciało Timothy'ego, prokuratura zadecydowała, że nie postawi nikomu zarzutów. Po pewnym czasie Michelle Lodzinski przeprowadziła się na Florydę, wyszła za mąż i urodziła dwójkę dzieci. Kobieta prowadziła spokojne życie przez niemal dwie dekady. W 2011 roku prokuratura hrabstwa Middlesex postanowiła jednak wrócić do sprawy śmierci jej syna. Uwagę śledczych przykuł wówczas niebieski kocyk, który znaleziono w pobliżu szczątków Timothy'ego. Materiał ten pokazano jednej z byłych opiekunek chłopca, a ta od razu go rozpoznała. Jej zeznania pozwoliły prokuratorom aresztować Lodzinski. Kobieta została zatrzymana 6 sierpnia 2014 roku. 

Nikt nie chce postrzegać siebie jako przestępcy, chcemy być postrzegani jako normalni ludzie, którzy popełnili błąd. Ona również uważała się za dobrą matkę i chciała, aby świat też ją tak widział

- mówił podporucznik policji stanowej New Jersey, Jerry Lewis. 

Podczas procesu Lodzinski utrzymywała, że jest niewinna. Twierdziła, że brakuje fizycznych dowodów, które tłumaczyłyby, gdzie i dlaczego zabiła Timothy'ego. Mimo to, jak podaje portal eu.mycentraljersey.com, w maju 2016 roku Michelle została skazana na 30 lat więzienia za morderstwo pierwszego stopnia. Jej adwokaci zwrócili się do sądu o unieważnienie wyroku lub wznowienie procesu, argumentując, że prokuratura nie miała wystarczających dowodów. W grudniu 2021 roku Sąd Najwyższy stanu New Jersey zgodził się z ich wnioskiem i unieważnił wyrok. Michelle Lodzinski wyszła na wolność 28 grudnia 2021 roku.

Więcej o: