Gdy Juliusz Słowacki miał pięć lat, jego ojciec zmarł na gruźlicę. Wychowaniem chłopca zajmowała się więc jego matka, Salomea. Szybko okazało się, że Juliusz jest dzieckiem bardzo kreatywnym, co było dla Salomei powodem do dumy. Matka Juliusza prowadziła coś na kształt salonu literackiego, dzięki czemu młody chłopak miał kontakt z ówczesną elitą intelektualną i mógł pokazywać dorosłym swoje pierwsze literackie wprawki. Gdy Juliusz miał 17 lat, napisał pierwszy dłuższy utwór - "Dumkę ukraińską". Marta Justyna Nowicka, autorka książki "Słowacki. Wychodzenie z szafy", pisze, że poeta pracował nad tym tekstem z matką.
Salomea była poematem wyraźnie zachwycona. (...) Zmiany, o których pilnie donosiła (poecie Antoniemu Edwardowi) Odyńcowi, obmyślali z Juliuszem wspólnie. Dyskutowali, jakie poprawki warto wprowadzić do tekstu. Z listów wynika, że redakcji 'Dumki' było aż pięć, a przynajmniej tyle razy pani Bécu (matka Słowackiego, po śmierci ojca Juliusza wyszła ponownie za mąż i przyjęła nazwisko drugiego partnera - red.) informuje o nich przyjaciela. Kiedy jednak w lutym 1827 roku syn wysłał wreszcie tekst do Odyńca, okazało się, że nie uległ on znaczącej zmianie. Matka była rozczarowana finalną wersją utworu i niezadowolenie to wyraziła w liście do ukochanego przyjaciela
- opisuje Nowicka.
Sytuacja ta wydaje się symptomatyczna dla więzi Juliusza Słowackiego z matką. Ze słów biografki poety wynika, że łączyła ich skomplikowana relacja. Salomea miała jasną wizję tego, kim powinien być jej jedyny syn, ale on miał na siebie inny pomysł. Przez lata pozostawał pod jej wpływem, ale gdy zbliżał się do dwudziestki, "próbował przeistoczyć się w samodzielnego mężczyznę" i "zdjął maskę idealnego nastolatka". Stało się to w 1827 roku, gdy Słowacki pojechał do Wilna, żeby zgodnie z życzeniem Salomei kontynuować studia prawnicze na Uniwersytecie Wileńskim. Matka Słowackiego chciała wówczas, by zamieszkał u pani Marii Spitznaglowej, która pół roku wcześniej straciła jedynego syna. Mowa o Ludwiku, przyjacielu Juliusza. Słowacki nie chciał mieszkać z pogrążoną w żałobie kobietą i postanowił, że będziemu lepiej z kolegami, braćmi Domańskimi. Salomea nie była z tego powodu zadowolona, bo Juliusz miał w Wilnie zdobywać wykształcenie, a jego współlokatorzy słynęli raczej z zamiłowania do tańca niż nauki. Mimo to Słowacki postawił na swoim.
Nowicka pisze, że Domańskim bardzo zależało, by Juliusz zamieszkał właśnie z nimi. Gdy nie zajmowali się tańcem, czas zajmowały im śpiew i przebieranki. Juliusz Słowacki miał podobno talent do tych drugich. Jeden z wieczorów, które spędzili razem, wyglądał następująco.
Julek, przebrany za kobietę, poszedł zwieść sąsiadów; zastał tylko młodszego Domańskiego w domu, czekali więc na tamtych trzech, radząc o sposobie i tamtych zwiedzenia. Na koniec wchodzą tamci, spotyka ich w sieniach namówiony lokaj, niosący samowar, i zaaferowany krzyczy: „Puszczajcie mnie, panowie, mamy jakąś panią u siebie!". Zdziwieni niezmiernie, co za panią i o takiej porze, bo to była 9-ta godzina wieczór, wchodzą do pokoju, widzą w drugim damę siedzącą przy stoliku tyłem do drzwi, naprzeciwko zaś niej Edwardka, z uszanowaniem aranżującego na stoliku filiżanki do herbaty. Zbliżają się z nieśmiałością, stają wszyscy trzej z boku damy w pozycji do ukłonu, dama się poważnie odwraca i zagadka rozwiązana.
Po studiach w Wilnie Słowacki wrócił do rodzinnego Krzemieńca, ale nie zagrzał tam miejsca zbyt długo. W 1829 roku ruszył do Warszawy, a stamtąd do Drezna, Paryża, Londynu i Genewy. Po drodze zatrzymywał się w wielu miastach, ale w żadnym nie mieszkał zbyt długo. W 1836 roku dotarł do Rzymu, gdzie poznał Zygmunta Krasińskiego. Charakter ich relacji do dziś jest tematem żarliwych dyskusji historyków. Marta Justyna Nowicka uważa, że łączyło ich coś więcej niż przyjaźń, o której pisano w opracowaniach z XX wieku.
Zachowało się 13 listów Zygmunta do Juliusza i siedem Juliusza do Zygmunta. Resztę korespondencji, należącą do Słowackiego, zniszczono zgodnie z jego ostatnią wolą. Listy, które pozostały, są namiętne i pełne pasji. Użyte w nich obrazowanie pozwala na dwa sposoby odczytania. Albo totalnie metafizyczne (...) albo jako fantazję seksualną - to drugi sposób odczytania listów, który wydaje się bardzo prawdopodobny. Trudno sobie wyobrazić, że uczucia poetów były wyłącznie platoniczne, nigdy nie spojrzeli na siebie jak na ‘cielesnych’. Fantazje idą tak daleko, że musiały wyrosnąć z jakiegoś zalążka
- mówiła biografka Słowackiego w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".
Nie ma wątpliwości, że obu poetów łączyło silne uczucie. "Chciałbym, by nas sześćdziesięcioletnich znów ta sama Willa Róż otoczyła" - pisał do Słowackiego Krasiński. Juliusz zadedykował mu z kolei dwa utwory - dramaty "Balladyna" i "Lilla Weneda". "Wszak darem to jest Boga, że my umiemy myślą latać do siebie w odwiedziny" - pisał w jednym z listów dedykacyjnych. W drugim dodawał:
czy ty myślisz, Irydionie, że tworząc ów mit jedności i przyjaźni, nie łudziłem się słodką nadzieją, że kiedyś, i nas tak we wspomnieniach ludzie powiążą i na jednym stosie postawią… ty mnie wtenczas umarłego będziesz trzymał na piersiach i mówił mi do ucha słowa nadziei i zmartwychwstania, albowiem za życia słyszałem je od ciebie jedynie
- Do końca nie wiemy, co się wydarzyło w Willi Róż, ale było to dla nich na tyle istotne, że obaj chcieli się w niej spotkać na koniec życia. Słowacki nie mógł bez kobiet istnieć, ale tak jak inni widzą się na ślubnym kobiercu, tak on wyobrażał sobie siebie w Willi Róż, z Zygmuntem Krasińskim u boku. Przed Krasińskim silną relację stworzył z Michałem Rolą Skibickim, skrzypkiem i żołnierzem. Znajomość trwała krótko, ale jeszcze przez kolejne kilka lat Słowacki pisze o nim do matki. Sześć lat po zerwaniu znajomości dalej wzdycha, że nikt go tak nie zawiódł w życiu. Nie zachowuje się tak po zakończeniu relacji z żadną kobiet - przekonuje Nowicka. Zapytana o to, co łączyło Słowackiego i Krasińskiego, odpowiedziała, że pierwsze słowo, jakie przychodzi jej na myśl, to "fascynacja".
Ale taka, która powoduje, że znika świat wokół. Słowacki, dla którego twórczość była wszystkim - pracą, posiłkiem, myśleniem, oddychaniem - umieszcza w niej Krasińskiego. (...) Dla Krasińskiego porzucił rodzinę, komfort, obowiązki społeczne, w których w innych sytuacjach umiał się w życiu odnajdywać. Gdy poznał Zygmunta, zaczął znikać z domu, wracał tak późno, że trzeba było budzić portiera, by go wpuścił w nocy. Pisze o tym do matki: 'znowu nas portier ganiał', wspomina, że są z Zygmuntem jak szaleńcy.
Biografka Słowackiego pisze, że poeta prawdopodobnie podobał się kobietom lub przynajmniej tak mu się wydawało. Juliusz potrafił tańczyć, wiedział, jak się ubrać ( w niejednym liście opisywał drobiazgowo szczegóły swoich strojów) i cieszył się sporym powodzeniem. Jednocześnie uważany był za dumnego egocentryka. Zdaniem Nowackiej moglibyśmy go dziś nazwać "attention whore", czyli osobą, która zachowuje się w prowokacyjny sposób, by zwrócić na siebie uwagę. Z żadną kobietą nie związał się jednak na stałe, nie miał żony ani dzieci, a w listach do matki pisał o tym, jak bardzo nudzą go jego towarzyszki.
Moim zdaniem Słowacki był biseksualny, choć na skali Kinseya, określającej orientację seksualną, znajdował się bliżej 'homoseksualny' niż 'heteroseksualny'. Kobiety nie były mu obojętne, ale budziły w nim mniejsze emocje niż mężczyźni
- powiedziała Nowicka w wywiadzie dla "Wyborczej".
Biografka Słowackiego uważa, że choć poeta spędzał z kobietami dużo czasu, trzymał je na dystans. Wyjątkiem od tej reguły były jego matka oraz Joanna Bobrowa, z którą był związany Zygmunt Krasiński.
Romans Krasińskiego z Joanną Bobrową wydaje się najważniejszą przyczyną zafiksowania się Słowackiego na tej dojrzałej kobiecie - jakby przez ciało Bobrowej Juliusz (ponownie) szukał drogi do ciała Zygmunta
- pisze Renata Lis w tekście dla dwumiesięcznika "Książki. Magazyn do Czytania".
Nowicka zwraca z kolei uwagę, że to matka Słowackiego bardzo chciała, żeby spotykał się z panienkami. On, choć już dorosły i samodzielny, robił to, czego ona od niego oczekiwała. Dzięki wyjazdowi za granicę oddalił się od matki w sensie fizycznym, ale wciąż utrzymywał z nią kontakt. Ta relacja była dla niego ważna, być może najważniejsza w życiu. Zdaniem Nowickiej w listach do Salomei Juliusz odgrywał kogoś, kim nie był. Robił to przez 20 lat, bo tyle trwała ich rozłąka.
To również jest trudny moment w ich relacji. Nie tylko dla Juliusza, ale również dla matki, która 20 lat nie widziała syna, i sobie wymyśliła, że on w końcu jest taki, jak ona chciała, a on to jej marzenie starał się podtrzymywać w listach. Ich spotkanie we Wrocławiu, na rok przed jego śmiercią, musiało być dla nich naprawdę ciężkim doświadczeniem. Nie znamy wielu szczegółów. Uważam, że to jest materiał na film
- powiedziała Nowicka w rozmowie z Onetem.
Juliusz Słowacki i Zygmunt Krasiński korespondowali ze sobą przez lata. Ostatecznie podzieliła ich polityka.
Marzący o krwawej rewolucji Słowacki radykalizował się z czasem coraz bardziej, aż w końcu stał się mistycyzującym lewakiem, być może najskrajniejszym w całej polskiej literaturze. Krasiński przeciwnie - z czasem coraz głębiej okopywał się na pozycjach katolickiego konserwatysty, czciciela instytucji małżeństwa i szlacheckiej tradycji. Przypieczętowaniem jego kapitulacji był ślub z Elizą Branicką, zawarty na żądanie ojca, generała Wincentego Krasińskiego - dla dobra rodu. W nagrodę Zygmunt dostał od taty pałacyk w Opinogórze - obecnie mieści się tam Muzeum Romantyzmu, chętnie odwiedzane przez szkolne wycieczki. Żony nienawidził i potwornie ją upokarzał
- pisze Renata Lis.
Juliusz Słowacki nigdy nie wziął ślubu. Nie było to jego celem, choć małżeństwo mogłoby mu dać pewne profity, na przykład stabilizację finansową. Umarł w wieku zaledwie 39 lat, na gruźlicę. W ostatnich chwilach życia towarzyszył mu malarz Charles Petiniaud-Dubos, który podobnie jak on nie pozostawił po sobie potomków.
4 marca 1894 roku Słowacki napisał przedśmiertny list, którego nigdy nie dokończył. Wspomina w nim o Dubosie, ale także o francuskim konsjerżu.
Chciałbym zwłaszcza, aby Millet, portier, nie był zapomniany, który spał przy mnie i po bratersku mi służył
- pisze do matki. Chwilę później prosi ją jednak, by "wygluzowała", czyli wymazała ze swojej pamięci ten fragment, a list zniszczyła.
Zanim rozgłos zyska twórczość Oscara Wilde’a czy Walta Whitmana, udawanie było (wśród osób nieheteronormatywnych - red.) powszechną taktyką. Chęć, by wybrzmiało ostatnie pożegnanie, (Słowacki) realizuje, wspominając szczerze o najbliższym mu aktualnie mężczyźnie; jednocześnie udaje, że portier nie istniał. Przez całe życie usiłował zarazem wyrazić i ukryć to, co dla niego najistotniejsze
- komentuje Nowicka.