Jerzy Trela urodził się 14 marca 1942 roku w Leńczach, małej miejscowości między Wadowicami a Krakowem. Wychowywał się w rodzinie z tradycjami. Jego matka chciała, żeby syn wybrał poważny zawód i poszedł w ślady ojca kolejarza.
Miała zakodowane: jej ojciec był kolejarzem, mąż kolejarzem, więc chciała, żeby i syn nim został
- mówił Trela w wywiadzie dla czasopisma "Twój Styl".
Wszystko zmieniło się po wypadku ojca Jerzego. Mężczyzna wziął dodatkową zmianę, ponieważ potrzebował pieniędzy na budowę domu dla swojej rodziny. Wówczas zdarzyła się tragedia. Zwrotnica torowa była źle przestawiona, przez co pociąg wypadł z trasy, a wagony z węglem zabiły mężczyznę.
W całości została właściwie tylko głowa. Ta głowa leżała na pogrzebie w otwartej trumnie poskładana z resztkami munduru. Mój brat miał ponad rok, więc jak zobaczył twarz ojca, zaczął krzyczeć: 'Tata, cukierki!'. Bo zawsze mu przywoził z podróży. Mama trzymała go na rękach i płakała. Orkiestra przyjechała, to wszystko wyglądało jak z Felliniego
- wspominał aktor w rozmowie z "Twoim Stylem".
Gdy jego ojciec zginął, Jerzy miał zaledwie dziewięć lat. Był na wakacjach u wujka, a o śmierci ojca dowiedział się w dniu pogrzebu. Młody chłopiec przeżył prawdziwą traumę.
Mózg dziewięciolatka zadecydował, że nigdy nie będę kolejarzem
- mówił w wywiadzie dla Polskiego Radia.
Po śmierci ojca rodzina Treli przeżywała kryzys. Sytuację ratowała jedynie praca matki w sklepie obok dworca. Niestety niedługo później kobiecie odebrano interes i zaczęły się prawdziwe kłopoty. W końcu zapadła decyzja o przeprowadzce Jerzego do wujka, który mieszkał we Wrocławiu. Miało to odciążyć matkę, która musiała się zajmować młodszym dzieckiem.
Nowy dom we Wrocławiu nie przypadł do gustu nastoletniemu Treli nie tylko ze względu na rozłąkę z mamą i bratem. Jerzy nie był akceptowany przez rówieśników, bo miał inny akcent niż mieszkańcy Wrocławia. Był wyśmiewany, dlatego kiedy pojawiła się możliwość, uciekł do Krakowa, aby tam zacząć naukę w liceum plastycznym.
14-letni Jerzy nie miał jednak pieniędzy na mieszkanie w Krakowie. Wówczas pomogła mu kolej, która zapewniła mu zakwaterowanie... w domu dziecka w Krzeszowicach. Stamtąd codziennie musiał dojeżdżać do szkoły. Dyrektorem krakowskiego liceum plastycznego był wtedy Józef Kluza, który postanowił pomóc utalentowanemu Treli. Dzięki niemu pieniądze z PKP zostały przeznaczone na pokrycie kosztów pobytu w internacie w Krakowie.
W domu dziecka nie sypiałem w ogóle i, wstyd przyznać się, płakałem noc w noc. Myślałem, że zostanę tu przez całą szkołę
- wyznał Trela w wywiadzie dla "Tygodnika Powszechnego".
Matka Jerzego nie była zadowolona z artystycznej drogi swojego syna. Namawiała go, żeby podszedł do egzaminów do technikum kolejowego, aby miał konkretny zawód. Mimo traumy z dzieciństwa Trela jej uległ, ale z pełną świadomością, że nie zda. Po latach wspominał, że był to był jedyny test, jakiego nie zaliczył. Po tej nieudanej próbie młody artysta kontynuował naukę w liceum plastycznym. Umiejętności zdobywał pod opieką takich twórców jak Witold Damasiewicz, Józef Kluza czy Bronisław Chromy.
Trela wybrał liceum plastyczne, bo - jak sam twierdził - od dziecka coś projektował. Zajmował się nie tylko rysunkiem, ale i rzeźbieniem w glinie. W końcu stwierdził, że po szkole średniej będzie zdawał na ASP. Planował zostać scenografem, jednak trudna sytuacja zmusiła go do odłożenia studiów w czasie. Zaczął pracę w teatrzyku lalkowym, aby zarobić pieniądze nie tylko dla siebie, ale również dla mamy i młodszego brata, którzy nadal mieszkali w Leńczach. W teatrze robił prawie wszystko.
Maski, lalki, dekoracje. Poszedłem tam jako plastyk. Ale tak się złożyło, że zacząłem też grać przedstawienia dla dzieci i dorosłych
- mówił w wywiadzie dla portalu Gazeta.pl.
To właśnie tam jego talent aktorski został dostrzeżony. Podczas spektaklu "Płaszcz" Trela zwrócił uwagę państwa Jaremów, którzy prowadzili Teatr Groteska w Krakowie. Po czterech latach, za namową kolegów, postanowił zdawać do krakowskiej szkoły teatralnej, mimo że nadal marzył o ASP.
Groziło mi wojsko, które było nieustannie odraczane za sprawą próśb pani Jaremowej. Tym razem odroczenia nie dało się załatwić, kamasze czekały od lipca. Poszedłem więc na egzaminy do szkoły teatralnej, bo były wcześniej niż na ASP
- wspominał w wywiadzie dla Gazety.pl.
Na egzaminy do szkoły teatralnej Jerzy przygotował tylko cztery teksty, mimo że komisja wymagała ich aż osiem.
Staję przed komisją, mówię pierwszy tekst, drugi, trzeci, kończę czwarty, Sokrates tańczący Tuwima, nic więcej nie mam. I słyszę tubalny głos: 'A dajcie wy mu już święty spokój!'. Nazajutrz okazało się, że jestem drugi na liście
- mówił Trela, którego słowa przytacza "Gazeta Wyborcza".
W 1969 roku ukończył studia teatralne, a jego kariera aktorska nabrała tempa. W tamtym czasie współtworzył krakowski Teatr STU razem z Olgierdem Łukaszewiczem, Wojciechem Pszoniakiem i Januszem Szydłowskim. Występował także w Teatrze Rozmaitości w Warszawie i był członkiem podstawowego zespołu Starego Teatru, który w latach 70. przeżywał złotą dekadę. Pracowali tam wówczas tacy reżyserzy jak Andrzej Wajda, Agnieszka Holland, Jerzy Jarocki, a także Krzysztof Kieślowski, który w swojej karierze stworzył tylko ten jeden spektakl.
Trela wcielał się w role wielkich postaci. Zagrał m.in. Konrada w "Dziadach" i "Wyzwoleniu", Mefistofelesa w "Fauście", Odysa w "Powrocie Odysa" czy Czepca w "Weselu". Występował jednak nie tylko w teatrze, ale również w filmach. Zagrał w kultowych produkcjach takich jak "Znachor", "Człowiek z żelaza", "Pan Tadeusz" czy "Quo Vadis". Trela w swoim artystycznym portfolio ma ponad 140 ról w Teatrze Telewizji i ponad 100 w filmach i serialach. Oprócz grania zajmował się również edukacją studentów. Był rektorem krakowskiej PWST.
Oprócz aktorstwa największą miłością Treli była jego żona Georgeta. Poznali się w liceum plastycznym i połączyła ich prawdziwa przyjaźń. Mieli wiele wspólnych zainteresowań, dzięki czemu z czasem pojawiło się między nimi głębokie uczucie. Pobrali się w 1965 roku, a niedługo później przywitali na świecie dwójkę dzieci: Piotra i Monikę. Georgeta pracowała jako pielęgniarka. Była niezwykle otwarta, życzliwa i bardzo wrażliwa, a śmierć pacjentów zawsze wywoływała w niej rozpacz. Szczęście małżonków trwało 50 lat, aż do jej śmierci. Kobieta zmarła w 2015 roku, co było ogromnym ciosem dla Treli.
Jerzemu jest bardzo trudno. Żona była dla niego całym światem. Przez wiele lat stała u jego boku, gotowa zawsze do poświęceń
- mówił znajomy aktora, którego słowa cytuje "Viva!".
Trela przez wiele lat zmagał się z chorobą nowotworową, ale niechętnie wypowiadał się na ten temat. Twierdził, że aktorstwo jest na tyle specyficznym zawodem, że choroby nie są ważne. Liczyło się dla niego tylko to, aby wyjść na scenę i odegrać swoją rolę.
Kiedy jestem na finalnym etapie życia zawodowego, jak wchodzę na scenę, odżywam. Jest coś takiego, że adrenalina, napięcie zakodowały się w ciele, przecież niczego innego w życiu nie robiłem tak długo. Dzisiaj granie jest dla mnie lekarstwem na proces starzenia się. Jak już zacznę, to mnie niesie
- mówił w wywiadzie dla "Newsweeka".
Za niezwykły talent i wkład w kulturę Trela był wielokrotnie nagradzany. Zdobył m.in. Nagrodę Ministra Kultury i Sztuki za osiągnięcia aktorskie, Złoty Medal Gloria Artis, Krzyż Komandorski z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski. W 2016 roku otrzymał Tytuł Człowieka Teatru, co było dla niego niezwykle ważnym wyróżnieniem.
Nie wiem, czy zasłużyłem na tę nagrodę, ale być człowiekiem teatru - to było moje marzenie od pierwszych kroków, jakie postawiłem na scenie
- powiedział Jerzy Trela, odbierając nagrodę, o czym pisał portal Dzieje.
Jerzy Trela zmarł 15 maja 2022 roku. Miał 80 lat. Został pochowany obok swojej żony na cmentarzu w Leńczach.