Tuż po II wojnie światowej, w czasach PRL, w Polsce spopularyzowały się wyjazdy na wykopki. Do PGR-ów jeździli przede wszystkim uczniowie i studenci. Czasem otrzymywali za to niewielkie wynagrodzenie, a czasem działali "w czynie społecznym". Skąd takie zapotrzebowanie na pracę w polu?
W latach 60. i 70. Polska była potęgą w produkcji ziemniaków. U nas gniło ich więcej, niż produkowało się w Danii. Ziemniaki były wykopywane mechanicznie. Kopaczki - najpierw gwiazdowe, potem elewatorowe wydobywały bulwy na powierzchnię. Ale trzeba było jeszcze je zebrać. Nie było sposobu, żeby zrobić to wyłącznie siłami własnych pracowników
- wspominał Józef Tomczak, wieloletni dyrektor kombinatu rolniczego w Brzeźnie, którego słowa cytuje "Głos Wielkopolski".
Większość osób, która pamięta wykopki, wspomina, że była to ciężka fizyczna praca. Są jednak i tacy, którzy woleli to niż siedzenie w szkolnych ławkach.
Każda okazja, żeby nie pójść do szkoły, była dobra. Praca nie była ciężka. Myślę o tych wyjazdach z sentymentem, choć o jakieś szczególne wspomnienia z jednodniowych wykopków oprócz bitew na ziemniaki trudno
- powiedział w rozmowie z "Głosem Wielkopolskim" pan Marcin.
W naszej szkole w Wałczu na wykopki jeździli już uczniowie klas VII i VIII. Już wtedy nie znosiłam tych wyjazdów. Może ktoś uzna mnie za kujona, ale wolałam lekcje, nawet fizyki, której nie znosiłam niż kartoflisko, na którym czasem mżyło, czasem wiał silny wiatr, a czasem prażyło słońce
- stwierdziła z kolei pani Anna, która z wykopek zapamiętała też "posiłki regeneracyjne" - słodką zbożową kawę przywiezioną z wojskowej kuchni polowej i kosze wypełnione bułkami z masłem i serem.
Wyjazdy na wykopki organizowały m.in. takie organizacje jak Związek Młodzieży Polskiej czy Związek Studentów Polskich. Dla niektórych udział w takich wydarzeniach był szansą na to, by zacieśnić więzi z rówieśnikami.
W 1969 roku, na pierwszym roku studiów, pojechaliśmy całym rokiem na trzy dni do PGR-u Napachanie. Absolutnie dobrowolnie. Nikt wtedy nie myślał o organizowaniu wyjazdów integracyjnych dla studentów. Siłą faktu ledwie się znaliśmy, a za wszelką cenę chcieliśmy trochę się zgrać. No i ktoś wpadł na pomysł wykopków. (...) Zakwaterowano nas - do dziś pamiętam wilgoć tej kwatery - zapewniono wikt i do pracy. Nie pamiętam, czy cokolwiek zarobiliśmy, jeśli tak, to kompletne grosze. Ale wyjazd zadanie spełnił - wróciliśmy, znając się już całkiem dobrze
- powiedziała w rozmowie z portalem pani Ewa.
Nieco inaczej wykopki wspominają ci, którzy pomagali w gospodarstwach swoich dziadków, rodziców lub sąsiadów. Takie osoby zaczynały pracę w polu już jako bardzo małe dzieci.
Jak najdalej pamiętam, to ziemniaki kopało się ręcznie, motykami. Były kosze i każdy, co wykopał, to zbierał do kosza i później do worków, które zawożono do domu wozem konnym. Praca w polu była ciężka. Pamiętam, że w mojej rodzinnej wsi Golance rodzice zabierali mnie na wykopki już jako dziecko. Miałam może z 10 lat i pomagałam w gospodarstwie. Była nas szóstka dzieci i wszystkie jak mogły, to pomagały. (...) Po pracy jedliśmy pieczone ziemniaki, popijane cebulową wodą z octem. Wtedy to był smaczny posiłek
- wspominała pani Stanisława w rozmowie z portalem moja-ostroleka.pl.
W polu swojej rodziny pracowała także pani Czesława.
To były pewnie lata 60., byłam wtedy młodą dziewczyną, gdy mama i tata zabierali mnie i moje rodzeństwo na wykopki. Zawsze dołączała do nas także rodzina siostry mojej mamy i pomagaliśmy sobie wzajemnie, najpierw wykopki były u jednej rodziny, potem u drugiej. Te najwcześniejsze lata to kopanie ręczne, motykami. Tym zajmowały się tylko kobiety. Najczęściej kopało się na kolanach, każda kobieta szła pomiędzy dwoma radlinami i wykopywała ziemniaki. Od razu był też proces przebierania ziemniaków na te do jedzenia, do sadzenia i te odpadowe, skaleczone, pastewne - przeznaczone dla zwierząt. (...) W przerwie obiadowej rozkładaliśmy koc i jedliśmy przygotowany przez mamę posiłek. Pamiętam, że luksusów nie było, jedliśmy pajdy chleba i jakimś smarowidłem i piwo jałowcowe
- powiedziała.
Wyjazdy na wykopki do PGR-ów skończyły się mniej więcej w połowie lat 80. Było to związane zarówno z postępem technologicznym, jak i ze zmianami politycznymi w naszym kraju.