Przywiązujecie uwagę do wyglądu obcych osób? Na ile jest to częsta praktyka wśród k/m? W sensie, że świadomie oceniacie kogoś i w zależności od wyglądu/ubioru/kontekstu (np. wysiadanai z drogiego samochodu) modyfikujecie swoje zachowania wobec sąsiadów/klientów/kolegów z pracy czy kogokolwiek
I jeszcze takie pytanie do znawców: Jeśli pół-Polak-żołnierz obcej armii zdezerteruje z tej obcej armii i przyjedzie do Polski, to czy będzie mógł wstąpić do naszego wojska?
> Do Polski to on już pewnie nigdy nie wróci, To możliwe, w końcu jest pacjentem onkologicznym. Ale żeby mieszkać za granicą nie trzeba mieć obcego obywatelstwa, więc stwierdzenie, że "powinien się starać o obce obywatelstwo" nie jest prawdą.
> To jest problem i niesprawiedliwosc! To nie jest wątek o wizach, tylko o służbie Polaków w obcej armii. Rozumiesz różnicę?
To dla nich nie jest obca armia. -- Riki w ramach uprzejmej konwersacji o zaburzeniach odżywania: "A Ty jesteś może rzygulinką?"
> Ale widzisz, problem, który trudno jest ci zrozumieć i wmawiasz mi braki w logice polega na tym, że można mieć równorzędne obywatelstwa Bo to nie jest problem. > Jakby Polak nie mógł mieć innego obywatelstwa, to by nie było problemu ze służeniem w obcej armii. Dla niego to nie jest obca armia.
trzeba mieć jakieś podstawy, np że wnioskujący był w służbach obcego wywiadu, albo karany. A tu przyjechały miliony zwykłych Ukraińców. I obywatelstwo dostaną.
> ale zdecydowanie wybierają drugą stronę Ale nie są żołnierkami, prawda? A o to chodzi w tym wątku - o służbie w obcej (niepolskiej) armii.
> Nie pamiętam twojego oburzenia. Ja sobie wtedy nie zdawałam sprawy z tego, gdybym wiedziała, to na pewno bym się oburzała, że ambasadorka RP ma obce obywatelstwo.
> Nie jest więc tak, jak bredzisz, że chodzi o pół - Polaka. On jest w Polsce wyłącznie i całościowo Polakiem. Ze wszystkimi prawami i obowiązkami. Nieprawda. W jest Polakiem, ale nie potrzebuje pozwolenia ministra obrony do wstąpienia do obcej armii.