Lot donikąd. Pasażerowie lecieli przez 16 godzin. Wylądowali na lotnisku, z którego startowali

Takiego obrotu spraw nie spodziewali się pasażerowie linii Air New Zealand. Wystartowali o czasie z lotniska w Auckland w Nowej Zelandii i lecieli w kierunku Nowego Jorku. Jednak, zamiast dolecieć do celu, piloci musieli zmienić kurs i skierować się z powrotem do punktu wyjścia.
Skrzydło samolotu
Fot. Pixabay.com

Lot z Auckland do Nowego Jorku nie należy do szybkich połączeń lotniczych. Pasażerowie muszą spędzić w samolocie kilkanaście godzin, by dolecieć na miejsce. Nie należy to do najprzyjemniejszych wyzwań podróży. W szczególności, gdy okazuje się, że zamiast dolecieć do USA, musisz wrócić do Nowej Zelandii. Historię tego rejsu opisało CNN Travel.

Zobacz wideo Netflix ma nowy dokument "Pepsi, gdzie mój samolot?". O tym, jak firmę pozwali przez śmieszną reklamę

Więcej podobnych artykułów przeczytasz na stronie głównej Gazeta.pl

16-godzinny lot donikąd. Z domu do domu

Do nietypowego zdarzenia doszło 17 lutego 2023 roku. Samolot Boeing 787-9 należący do linii Air New Zealand wyleciał z Auckland i kierował się w stronę lotniska imienia Johna F. Kennedy'ego w Nowym Jorku. Niestety w połowie trasy piloci musieli podjąć decyzje o zawróceniu maszyny i zatoczyli koło podczas przelotu nad Oceanem Spokojnym.

Zdenerwowani pasażerowie. Powody tej decyzji

Taka decyzja pilotów była skutkiem ogromnej awarii na docelowym lotnisku. Doszło tam do wielkich problemów z elektrycznością, przez co była konieczność zamknięcia całego terminalu. Załoga o tym fakcie poinformowała pasażerów o tej zmianie dopiero na chwilę przed lądowaniem w Auckland. Przed tym podróżujący widzieli co się dziele wyłącznie dzięki systemowi śledzenia lotów, który jest przy każdym siedzeniu. Lotnisko w Nowym Jorku wyjaśniło, że problemem była awaria panelu elektrycznego, który spowodował mały pożar. Na szczęście udało się go szybko ugasić.

Skąd decyzja o powrocie? Wszystko w interesie linii lotniczej

Decyzja o powrocie do Auckland wywołała niemałe poruszenie. Po 16 godzinach podróży, dlaczego samolot nie mógł wylądować w innym porcie, zamiast wracać do miejsca wylotu? Nie było to dyktowane dobrem pasażerów, ale tym, co leżało w najlepszym interesie linii lotniczych Air New Zealand. Tłumaczyli się, że przekierowanie do innego portu sprawiłoby, że samolot pozostałby na ziemi przez kilka dni, co wpłynęłoby na inne usługi i klientów. Ten lot nie jest osamotniony w niedogodnościach związanych z zamknięciem terminala. Ponad 100 samolotów było opóźnionych, a do skutku nie doszły 24 loty. Podobne przeżycia z podróży donikąd mieli pasażerowie Korean Air lecący z Seulu do Nowego Jorku, którzy musieli zawrócić nad Alaską i wrócić na lotnisko startowe.

Więcej o: