Przy ulicy Marszałkowskiej w Warszawie na początku XX wieku znajdowały się tzw. pokoje meblowane, czyli niezbyt dystyngowany hotel, którego właścicielem był Feliks Zawadzki. To właśnie tam w jednym z pokoi rozegrała się tragedia niczym z powieści kryminalnej. 13 maja 1910 r. służby zostały poinformowane o znalezieniu zakrwawionych zwłok nastolatka w gimnazjalnym mundurku. Po przybyciu na miejsce znaleźli 17-letnego chłopca ze zmasakrowaną głową i leżącym nieopodal rewolwerem, który miał być wskazówką dla służb, że młodzieniec chciał odebrać sobie życie.
Więcej podobnych artykułów przeczytasz na stronie głównej Gazeta.pl
Hrabia Ronikier, a dokładniej Bogdan Jaxa-Ronikier, pochodził z bardzo bogatej rodziny. Po ukończeniu szkoły wyjechał za granicę, aby kontynuować naukę na studiach wyższych. Ukończył je na wydziale matematyczno-filozoficznym na Uniwersytecie w Monachium. Zdecydował się jednak na powrót do kraju, gdzie zajął się redagowaniem tygodnika "Kurier Świąteczny". Był utalentowanym dramaturgiem, któremu sławę przyniosły dwa dzieła: "Nieszczęśliwi", sztuka wystawiona w 1896 r., a także "Czy warto?", która pojawiła się na scenie w 1897 r. Nie da się jednak ukryć, że serca krytyków skradły kolejne jego dzieła: "Zgaszeni" oraz "Kariera". Dowodem na uznanie świata sztuki są nagrody w konkursie im. Ignacego Paderewskiego z 1899 r. Oba dramaty poruszają tematykę ludzkiej psychiki, zwłaszcza z tej najbardziej mrocznej strony. W jego dorobku pojawiły się także sztuki, których główna oś kompozycyjna opiera się na zbrodni. Raczej nikt nie spodziewał się, że sam Ronikier niedługo będzie grał główną rolę w spektaklu napisanym przez samo życie, w którym motyw morderstwa wysuwa się na pierwszy plan.
Ożenił się ze swoją cioteczną siostrą — Ksawerą Chrzanowską, na co dostał specjalne pozwolenie od biskupa. Ojciec kobiety — Bronisław — nie był z tego powodu zadowolony, ponieważ podejrzewał, że hrabia wziął ślub z jego córką wyłącznie dla pieniędzy, ponieważ swoje stracił na "rozrywkowe" życie. Obawy mężczyzny były na tyle duże, że ten postarał się o rozdzielność majątkową. Aby pieniądze nie trafiły w ręce hrabiego, Bronisław dodatkowo się zabezpieczył. Postanowił, że jego fortunę odziedziczą dzieci. Co więcej, majątek został podzielony na trzy części, z czego jedną miał otrzymać najmłodszy syn - Stanisław. Reszta pieniędzy miała zostać ponownie podzielona na trzy części. Jedna z nich była przeznaczona ponownie dla Stasia, kolejna dla starszego syna Jana, a ostatnia dla córki Ksawery.
Tragedia, która wydarzyła się w pokoju w szemranym hotelu na godziny, rozegrała się pomiędzy Hrabią Ronikierem a niespełna 17-letnim Stanisławem, który miał odziedziczyć największą część majątku Chrzanowskich.
Do hotelu przy ulicy Marszałkowskiej pod koniec lutego zawitała tajemnicza kobieta, chcąca wynająć dwa pokoje. Miała jednak warunek, mianowicie drzwi do tych pomieszczeń miały być z innej strony niż wejście do innych pokoi, aby inni pensjonariusze nie mogli zobaczyć, kto wchodzi do tych konkretnych salonów. Poinformowała Feliksa Zawadzkiego, że owa rezerwacja jest dla bogatego ziemianina — Stasia Chrzanowskiego, który zamierza się spotkać z pewną damą. Zawadzki pokazał jej dwa pokoje, które kobieta zaakceptowała i zostawiła 30 rubli, prosząc o przemeblowanie, a kilka dni później dołożyła kolejne 50. Po kolejnych kilku dniach w pokojach pojawia się Stanisław Chrzanowski. Co ciekawe jest to prawie 40-letni postawny mężczyzna z monoklem. Wprowadza kilka zmian w wystrojach wynajętych pokoi, między innymi przynosi dywany, a następnie korzysta z lokalu raczej dyskretnie.
12 maja 1910 r. Chrzanowski poprosił Zawadzkiego o zameldowanie na noc, dając mu swoją wizytówkę "Stanisław Chrzanowski, właściciel majątku Tuczapy". Następnego dnia, pracownik hotelu idzie do wynajętych przez mężczyznę pokojów, aby je posprzątać. To właśnie wtedy dostrzega na podłodze trupa w kałuży krwi. Z przerażeniem informuje o znalezisku Zawadzkiemu, a ten zawiadamia służby.
Po przybyciu na miejsce udaje się ustalić kilka faktów. Zwłoki należą do kilkunastoletniego chłopca, który zmarł prawdopodobnie w wyniku ciosów w głowę, która jest zakrwawiona. Denat miał na sobie kurtkę z gimnazjalnego mundurku. Niedaleko ciała znaleziono rewolwer, sugerujący samobójstwo, jednak już wstępna analiza miejsca zgonu pozwoliła na wykluczenie tego scenariusza i badania sprawy pod kątem morderstwa. Przeszukano ubrania zmarłego, a w kieszeniach znaleziono pieniądze, rysunki pornograficzne, potwierdzenie płatności za wynajęcie pokoi, wizytówkę (tę samą, którą poprzedniego dnia otrzymał Zawadzki), usprawiedliwienie z powodu nieobecności w szkole podpisane przez Bronisława Chrzanowskiego, a także krótki liścik:
Warszawa 12 XII 1908 roku. Powoli zrozumiałem wszystko, niedobrych mam rodziców, bez serca i sumienia, w domu zawsze tylko kłamstwo i fałsz; lepiej byłoby pozbawić się życia, bo mam ich już dosyć. Staś Chrzanowski.
Kiedy Chrzanowscy potwierdzili, że martwy chłopiec znaleziony w pokojach u Zawadzkiego to ich syn, funkcjonariusze rozpoczęli śledztwo. Rozpoczęli od przesłuchania właściciela "pokoi meblowanych" i jego pracownika, który znalazł zwłoki. Ich zeznania były często zmieniane, plątali się we własnych słowach. Nie chcieli, aby na jaw wyszła nieprzyzwoita działalność wynajmu pokoi na godziny. Najpierw Zawadzki powiedział funkcjonariuszowi, że ofiara wynajęła lokal w dniu zabójstwa, następnie, że w lutym. Mijanie się z prawdą w zeznaniach sprawiło, że Zawadzki znalazł się wśród podejrzanych. Dopiero przyparty do muru wyznał, że pokój wynajęła tajemnicza kobieta już w lutym dla Stanisława Chrzanowskiego. Do pokoi przychodził jednak wysoki mężczyzna zbliżający się wiekiem do czterdziestki, czyli zupełnie inna osoba, niż ta, którą znaleziono martwą.
Funkcjonariusze przesłuchiwali także rodzinę, bliskich i znajomych ze szkoły ofiary. Podczas rozmów z tymi ostatnimi, na jaw wyszły nowe fakty. Niedługo przed tragicznym dniem, nieznajomy mężczyzna, elegancko ubrany, zagadywał uczniów przed gimnazjum i wypytywał o Stasia, a później był z nim widziany w innych miejscach, kiedy rozmawiali. Sporządzono rysopis opisywanego przez uczniów mężczyzny. Śledczy ze zdziwieniem zobaczyli, że sporządzony portret przedstawiał szwagra ofiary — Hrabię Ronikiera.
Hrabia znalazł się w kręgu podejrzanych osób, zwłaszcza kiedy funkcjonariusze próbowali dowiedzieć się, dlaczego w wynajętych pokojach znajduje się mnóstwo dywanów. Okazało się, że zakupił je Ronikier, podając się za kogoś innego. To wystarczyło, aby śledczy aresztowali go pod zarzutem umyślnego zabójstwa Stasia, w celu eliminacji spadkobiercy Chrzanowskiego, aby jego żona, Ksawera, otrzymała większą kwotę. Oskarżony hrabia nie przyznawał się do winy, zeznał, że w momencie popełnienia zbrodni znajdował się w Lublinie. Jego alibi zostało potwierdzone przez pracowników hotelu, w którym się zatrzymał, jednak zwrócili uwagę, że hrabia nie wracał na noc do swojego pokoju, więc hipotetycznie mógłby wrócić do Warszawy i dokonać mordu.
Proces Hrabiego Ronikiera rozpoczął się rok po tragicznych wydarzeniach. Pierwsza rozprawa zgromadziła tłumy, chcące zobaczyć oskarżonego. Takiego widoku jednak raczej nie spodziewali się gapie. Zamiast eleganckiego dżentelmena, na ławie oskarżonych siedział mężczyzna z długą brodą w habicie, proszący, aby zwracać się do niego "Ojcze Teodorze". W istocie nadal był to Hrabia Ronikier, któremu podczas aresztowania ukazał się w celi św. Klemens, proszący go o utworzenie zakonu. Oskarżony o morderstwo szwagra udawał psychicznie chorego, aby nie dopuścić do procesu. Psychiatrzy jednak uznali go za zdrowego na umyśle. Sprawa sądowa ciągnęła się kilka lat, ponieważ Hrabia Ronikier po nieudanej próbie przekonania wszystkich do swojej choroby psychicznej, po prostu przestał się całkowicie odzywać. Koniec procesu nastąpił dopiero w 1914 roku. Za zamordowanie Stasia Ronikier został skazany na 11 lat ciężkich robót, odbiór tytułu szlacheckiego i dożywotnie zesłanie na Syberię.
Pierwsza wojna światowa sprawiła, że Ronikier uniknął zesłania na Sybir, a na dodatek zwolniono go z więzienia za kaucję w złocie. W 1919 roku hrabia wraz z rodziną wyjechał do Austrii, gdzie żył do 1923 r., kiedy to Ministerstwo Sprawiedliwości zażądało ekstradycji zbiega. Ronikier ponownie trafił do więzienia, jednak nie na długo, ponieważ został ułaskawiony przez Ignacego Mościckiego w 1927 roku.
Kilka lat później, dokładnie w 1933 r. hrabia wydał powieść, która odbiła się szerokim echem — "Dzierżyński, czerwony kat". Książka była wydawana zarówno w Polsce, jak i za granicą.
Zobacz też: Strzelanina w Sieradzu. Do dziś pozostaje najkrwawszym atakiem masowym w Polsce po 89' roku