Wakacje i ferie zimowe to czas, kiedy mieszkańcy PRL-u ruszali w podróż. Częstym wyborem były sanatoria, do których z łatwością można było otrzymać skierowanie. Oczywiście standardy pokoi i obsługi były na znacznie niższym poziomie, niż dziś, ale chętnych nadal było wielu.
Lista miejscowości uzdrowiskowych w Polsce jest długa. Krasnobród, Bystra, czy Istebna w PRL-u święciły triumfy, a dziś są nieco zapomniane. Wiele z popularnych wówczas sanatoriów nie przetrwało także próby czasu — Goździków, Sławinek, Czerniewice, Latoszyn, czy Kulaszne. Dziś niewiele osób kojarzy te miejscowości z uzdrowiskiem. W tym miejscu warto również zadać pytanie, czym właściwie jest miejscowość uzdrowiskowa? To nic innego, jak miejscowość, która posiada naturalne surowce lecznicze, czyli np. klimat lub wodę. Wczasy w ośrodkach sanatoryjnych dawały nie tylko możliwość odpoczęcia od pracy, ale także wypoczynek na łonie natury i świeżym powietrzu oraz organizowane atrakcje np. popularne dansingi. Jak wyglądały sanatoria w PRL-u? Jak na dzisiejsze standardy pokoje były dosyć skromne — najczęściej wieloosobowe. Łazienki znajdowały się na korytarzu, a w pokojach były tylko umywalki. W budynku mieściła się także stołówka.
Więcej podobnych artykułów przeczytasz na stronie głównej Gazeta.pl
W sanatorium kuracjusze nie tylko leczyli schorzenia, ale także wyjeżdżali profilaktycznie. Do 1989 roku kompleksy były własnością państwa i mogli się w nich leczyć wszyscy obywatele. Sytuacja zmieniła się po 1989 roku, kiedy część budynków sprywatyzowano, a sanatoria zaczęły tracić na popularności na rzecz nowoczesnych SPA, czy później wyjazdów za granicę.