Jest najwyżej położonym jeziorem na świecie (3812 m n.p.m.), a jego powierzchnia wynosiła, aż 8372 kilometry kwadratowe. W najszerszym punkcie miało 80 kilometrów. Maksymalna głębokość określana była na 281 metrów. Jednak to już przeszłość. Jezioro zaczyna umierać.
Ludzie mieszkający nad jeziorem, zajmują się rybołówstwem, rolnictwem i hodowlą zwierząt. Jezioro daje im życie i pracę, ale już niedługo może się to zmienić. Mimo że w Peru i Boliwii jest pora deszczowa, zbiornik wodny, zamiast przybierać, zwyczajnie się kurczy.
Winowajcą są zmiany klimatyczne i globalne ocieplenie, którego wynikiem są susze. — Odkąd się urodziłam, pierwszy raz widzę, żeby jezioro się tak skurczyło. (…) Kiedyś były tu ryby, wodorosty, wodorosty dla ptaków jeziornych, ale teraz nie ma nic. Wszystko jest suche, białe i bardzo smutne — powiedziała w rozmowie z "The Guardian" Rita Suaña, mieszkanka terenów wokół jeziora.
Jezioro Titicaca się cofa, a łodzie dotykają dna, co utrudnia pływanie i przemieszczanie się o po tym ogromnym niegdyś zbiorniku. Rybacy drżą o populację ryb i uprawy. Rolnicy zaczynają kopać studnie, ponieważ kiedyś zwierzęta mogły pić wodę z jeziora. Dziś, aby dotrzeć do wody, muszą iść półtora mili. — Woda porcie opadła o około 60 metrów, a łodzie osiadają na mieliźnie. Nikt nie może ich ruszyć. Trzeba będzie je zdemontować i wykorzystać jako drewno opałowe — powiedział mieszkaniec okolicznych terenów. Jezioro Titicaca straciło już około 33,5 mln metrów sześciennych wody.