W czasach PRL na przedświąteczne zakupy Polacy poświęcali cały grudzień. Przy powszechnym niedoborze produktów nie mogli zostawić sobie tego na ostatnią chwilę, jak możemy to robić obecnie. Po najbardziej potrzebne prezenty, mięso czy przyprawy stało się w ogromnych kolejkach. Niektóre dostawy były też trzymane w tajemnicy między sprzedawcą a najbardziej zaufanymi klientami. To, jak wyglądały przedświąteczne zakupy w PRL-u, można zobaczyć na zdjęciach z Narodowego Archiwum Cyfrowego.
Co istotne, zanim w PRL-u ruszyła przedświąteczna gorączka zakupowa, władze ruszały z propagandą w prasie, radiu i telewizji zapewniając obywateli o swojej "trosce" wobec nich. W komunikatach informowano więc, że fabryki i przedsiębiorstwa robią wszystko, by towary dotarły do sklepów w zadowalających ilościach. Warto dodać, że niektóre archiwalne zdjęcia, które wykonano w tamtym czasie, pochodzą z tzw. "wzorcowych sklepów", których półki uginają się od towarów. Oczywiście zdjęcia te były inscenizowane.
Nie można nie wspomnieć o tym, że oficjalnie w Polsce Ludowej nie było świąt Bożego Narodzenia - w mediach mówiono jedynie o świętach, gwiazdce lub okresie świątecznym. W przestrzeni publicznej zabronione było pokazywanie motywów religijnych, co nie przeszkadzało sprzedawcom w odświętnym przystrajaniu sklepów. Władze ZSRR uważały jednak, że to nie narodziny Chrystusa, ale narodziny ZSRR są powodem takiej chęci świętowania.
W praktyce oznaczało to, że wysyłane przed świętami bożonarodzeniowe kartki nie miały nadrukowanych szopek czy wizerunków Jezusa, Maryi i Józefa. Zamiast tego kartki przedstawiały choinki, bałwany, leśne zwierzęta lub dzieci czekające na pierwszą gwiazdkę. Pojawił się też św. Mikołaj, ale bardziej popularni byli Gwiazdka lub Gwiazdor, którzy przynosili dzieciom prezenty.
Charakterystyczne dla PRL-u było długie oczekiwanie na produkty. A informacje o dostawach pojawiały się nawet w ogólnopolskich gazetach. I tak "Trybuna Ludu" w 1979 roku pisała o 70 statkach, które cumują przy porcie Gdańsk-Gdynia z produktami niezbędnymi Polakom na święta. Najbardziej oczekiwano na transport owoców tropikalnych, które wysyłano jeszcze w listopadzie tak, by mogły trafić na świąteczne stoły w Europie. Największy popyt był na pomarańcze i banany, które znikały błyskawicznie z półek sklepowych. Dłużej w ofercie utrzymywały się cytryny i grejpfruty. Pomarańcze najczęściej kupowano na Kubie i jak można przeczytać w archiwalnych materiałach, nie były one tak dobre, jak teraz.
W prasie pojawiały się też informacje dotyczące zasobów choinek, które w tamtym czasie można było kupić m.in. w składach opałowych. Poza lokalizacjami i przewidywaną liczbą drzewek dziennikarze pisali także o ich cenach. Za ponad metrowe drzewko płaciło się w 1964 roku w Łodzi 18 złotych (jak pisali reporterzy "Dziennika Łódzkiego"). Nie każdemu udawało się jednak zdobyć żywą choinkę. W latach 60. pojawiają się pierwsze sztuczne choinki, a w latach 70. drzewka z plastiku stają się już niemal powszechne.
Dużym popytem cieszyły się suszone owoce. Najbardziej czekano na śliwki, które trafiały do naszego kraju m.in. z Bułgarii czy Jugosławii, a także na rodzynki. W polskiej kuchni nie można było się też obejść bez importowanego soku pomidorowego. Rarytasem była też turecka lub grecka chałwa, jednak żeby ją kupić, trzeba było mieć naprawdę dobre znajomości ze sprzedawczyniami ze sklepów.
Przed świętami można było też kupić produkty, które nie były dostępne poza tym czasem. Do przedświątecznych luksusów zaliczano więc kawę, czekoladę, rodzynki, wiórki kokosowe, chałwę, zagraniczne koniaki czy szynkę "Krakus". Tłumy ustawiały się także w oczekiwaniu na dostawę zagranicznych ubrań i butów, artykułów RTV oraz oczywiście zabawek.
Większych problemów nie było z produktami, które można było kupić ze znacznym wyprzedzeniem - do nich zaliczyć można marynowane grzyby, ogórki konserwowe, chrzan, ćwikła i groch. Towarem deficytowym pod każdym względem była natomiast szynka. W zależności od roku mniej lub bardziej problematyczne było kupno karpia. Dlaczego sprzedawano je żywe? Powodem było to, że wiele sklepów w PRL-u nie miało odpowiedniej liczby lodówek i chłodni. Stąd też sprzedawano karpie żywe, a te trafiały do polskich wanien, gdzie czekały na przykry koniec. Jak więc widać, obecnie sprzedaż żywych ryb nie jest potrzebna.
Charakterystyczne dla PRL-u było wypożyczanie telewizorów na świąteczny czas. Wówczas telewizje oferowały wiele filmów i spektakli, które można było obejrzeć całą rodziną. Aby mieć pewność, że wypożyczenie urządzenia się uda, trzeba było zapisać się na listę na kilka tygodni przed świętami.
Przed świętami do zakładów pracy udawały się także instruktorki Ośrodka Gospodarstwa Domowego Ligi Kobiet. Po co? Ich zadaniem było zaprezentowanie robotnicom tego, jak nakryć stół lub przygotować świąteczne potrawy.
Duże kłopoty z dostępnością towarów przypadły na 1980 rok. Wówczas w "zastraszających rozmiarach" zaczął kwitnąć nielegalny handel. Spekulanci sprzedawali margarynę, masło, mięso i słodycze. Za masło żądali nawet 80 złotych, a za tabliczkę czekolady aż 120 złotych. Na ulice wysłano wzmożone kontrole Milicji Obywatelskiej, której celem było namierzenie nielegalnego handlu i dowiedzenie się, skąd dane osoby miały produkty ponad przyznany im przydział.
W latach 80. na jedną kartkę można było kupić pół kilo wędliny lub ogólnie mięsa. Jeśli oczywiście było dostępne. System kartkowy i brak produktów doprowadził do wzrostu cen. I tak indyki były sprzedawane nawet za 3 tysiące złotych, za kurczaki chciano od 400 do 1000 złotych, kilogram orzechów ceniony był nawet na 900 złotych, a puszka ananasów za 600 złotych. Tuż przed wprowadzeniem stanu wojennego na półkach można było znaleźć tylko... ocet.
Brak produktów nadrabiano kreatywnością. Na przykład choinki ozdabiane były wykonanymi ręcznie ozdobami - papierowymi girlandami i łańcuchami oraz malowanymi ręcznie i posypywanymi brokatem bombkami. Najbardziej znanymi z PRL-u kształtami bombek były szyszki, Mikołaje, muchomorki, sople i świderki. Wata wetknięta w drzewko miała imitować śnieg. Na gałęziach zawieszano także orzechy, cukierki oraz suszone owoce - które szybko padały łupem dzieci. Często dekorowano też choinki ozdobami ze słomy, z których najczęściej wykonywano aniołki lub zwierzątka.