Wpadł, bo statystował w programie "997". Fajbusiewicz: Pokazałem go dyskretnie policjantom

Michał Fajbusiewicz przez wiele lat był prowadzącym "Magazynu Kryminalnego 997" emitowanego w Telewizji Polskiej. Program pomógł policji w złapaniu prawie 300 przestępców, choć często dopiero po wielu latach. Wielką rolę odegrali w tym zarówno widzowie, jak i inscenizacje zabójstw. Gdy kręcono odcinek o śmierci dziennikarza Artura Korczaka, przypadek sprawił, że na planie zdjęciowym pojawił się jeden ze nastoletnich zabójców mężczyzny. Jego dziwne zachowanie zwróciło uwagę prowadzącego, który poinformował o tym policję.
Michał Fajbusiewicz na planie programu kryminalnego
Fot. Marcin Wojciechowski / Agencja Wyborcza.pl

30 listopada 1995 roku Artur Korczak i jego znajomi brali udział w imprezie andrzejkowej. W czasie tego spotkania dziennikarz wypił sporo alkoholu razem z kolegą, z którym później wsiadł do zatłoczonego autobusu. Okazało się jednak, że pojazd nie jechał w kierunku mieszkania Korczaka. Mężczyzna wysiadł na warszawskiej Pradze sam, bo jego znajomy jechał z nim tylko jeden przystanek. Chwilę później został napadnięty i pobity w bramie przy ul. Stalowej. Przed 6 rano mężczyznę znalazła 64-letnia kobieta. 

Myślałam, że jest pijany i chciałam go obudzić. Nie widziałam jego twarzy, ponieważ miał na nią narzucony płaszcz. Na jego brzuchu leżał kawałek płyty chodnikowej. Gdy wzięłam go za rękę, stwierdziłam, że jest zimna, nie wyczułam pulsu

- opowiadała kobieta cytowana przez portal Kryminalna Polska.

Zobacz wideo Fajbusiewicz o inspiracjach kryminalnych: W życiu kryminał jest zawsze ciekawszy, niż ten napisany

Na miejscu zjawili się policjanci zawiadomieni przez przechodniów. Nie znaleźli śladów, które mogłyby wskazać sprawcę zabójstwa dziennikarza. Sekcja zwłok mężczyzny wykazała liczne obrażenia na ciele, m.in. złamanie kości czaszki i chrząstki krtani, które powstały w wyniku uderzeń twardym i tępym narzędziem. Przyczyną zgonu było uduszenie, prawdopodobnie przez mocny ucisk na szyję. W krwi zmarłego dziennikarza wykryto ponad 2 promile, a w moczu aż 3 promile alkoholu. 

Morderca na planie "Magazynu Kryminalnego 997". "Udawałem, że nie słyszę"

Policja nie miała prawie żadnych informacji dotyczących zabójcy, oprócz podejrzenia, że mógł to być nastolatek. Służba zwróciła się o pomoc do Michała Fajbusiewicza, który prowadził program "Magazyn Kryminalny 997". Dziennikarz postanowił zająć się sprawą tajemniczej śmierci Korczaka. Do nagrania inscenizacji zabójstwa wynajęto licealistów i autobus. Odcinek nagrywano w styczniu 1996 roku i przez zimową pogodę ekipa filmowa spóźniła się ponad dwie godziny. W tym czasie nastolatkowie zdążyli wrócić do domów, aby nie marznąć na dworze. Fajbusiewicz został bez statystów. W miejscu nagrywania programu zbierali się jednak gapie, a wśród nich grupka młodych ludzi, którą postanowiono zaangażować do zrekonstruowania ostatnich chwil życia Korczaka. 

Planowano nagrać kilka możliwych wersji wydarzeń. Dziennikarz mógł wysiąść sam z autobusu, ktoś mógł go obudzić i wyprowadzić albo zostać z niego wyrzucony. Jeden ze statystów był żywo zaangażowany. Komentował hipotetyczne wydarzenia z nocy śmierci Korczaka, a nawet próbował sam reżyserować nagrania, mówiąc, jak to było.

Udawałem, że nie słyszę, ale pokazałem go dyskretnie policjantom, bo wydawało mi się, że jeśli to nie był jeden ze sprawców, to przynajmniej musiał ich znać

- wspomina Fajbusiewicz cytowany przez portal Plejada.

Funkcjonariusze postanowili przyjrzeć się wskazanemu przez redaktora nastolatkowi i wprowadzili "wtyczkę" do jego towarzystwa. Przez około trzy miesiące zbierano informacje na temat nastolatka. Udało się zgromadzić dowody, które potwierdziły winę statysty. Dzięki temu policjanci mogli go zatrzymać. 

 

Relacja morderców z 30 listopada. "Statystowałem przy tym"

Okazało się, że Artur Korczak został zamordowany przez dwóch nastolatków: Tomasza K. i Artura D. Młodzi mężczyźni jechali tym samym autobusem, co pijany dziennikarz i to w pojeździe postanowili, że go napadną. Podczas podróży autobusem rozmawiali m.in. o papierosach i zegarku, a następnie wysiedli na Stalowej. Tomasz K. uderzył Korczaka jako pierwszy i zaciągnął do bramy, gdzie obaj nastolatkowie zaczęli go bić i kopać. Mężczyzna założył na głowę kurtkę, aby się osłonić, zaczął wyzywać chłopców, co jeszcze bardziej ich rozzłościło. W ręce jednego z oprawców trafiła płyta chodnikowa, którą uderzał w głowę dziennikarza. Na końcu Tomasz K. stanął mu nogą na szyi. Sprawcy ukradli mężczyźnie papierosy, zegarek, dokumenty i 4000 zł sprzed denominacji, więc w przeliczeniu były to tylko 4 zł. Dokumenty i zegarek wyrzucili, a zabrali ze sobą tylko resztę łupów. W chwili morderstwa Tomasz K. miał 14, a Artur D. 16 lat. 

Tomasz K. podczas przesłuchania wspomniał o swojej roli w programie Michała Fajbusiewicza. 

Jak nagrywano program "997", to ja statystowałem przy tym, miałem być jednym z napastników, odgrywałem tego, który kopał

- opowiedział sprawca cytowany przez portal Kryminalna Polska. 

Jak czytamy na stronie Bez Przedawnienia, 20 listopada 1997 roku rozpoczął się proces w sprawie Artura D. Biegli psychiatrzy orzekli, że nastolatek nie jest zaburzony ani upośledzony, ale posiada osobowość nieprawidłową. Oskarżony przyznał się do winy i 14 kwietnia 1999 roku Sąd Okręgowy w Warszawie skazał go na 15 lat pozbawienia wolności. Obrońca nastolatka odwołał się od wyroku, wskazując niewspółmierność kary. W listopadzie tego samego roku apelacja została odrzucona, a zasądzona kara została utrzymana.

 

Tomasz K. z uwagi na swój wiek nie mógł być sądzony jako dorosły, więc nie został skazany. Jak podaje portal Polter, nastolatek trafił do poprawczaka, z którego mógł wyjść po ukończeniu 21. roku życia. 

Więcej o: