Był grudzień 2011 roku, gdy mieszkająca w Szczecinie Sylwia spotkała się ze swoim byłym partnerem. Nie wiadomo, czy byli umówieni, czy raczej był to przypadek. Portal szczecin.naszemiasto.pl podaje, że Dominik był wówczas z kolegą Michałem. Cała trójka jechała tramwajem, gdy wywiązała się między nimi poważna kłótnia. Awantura w komunikacji miejskiej sprawiła, że grupka trafiła na komisariat. Po przesłuchaniu wszyscy zostali ukarani mandatem. Funkcjonariusze zaproponowali Sylwii, że odwiozą ją do domu, ale dziewczyna podziękowała za pomoc. Chciała kontynuować rozmowę z Dominikiem i Michałem.
Proponowaliśmy tej dziewczynie, że gdzieś ją podwieziemy. Ale ona nie chciała. Wszyscy wybierali się do domu jednego z nich. Ten, który wyszedł pierwszy, wrócił się pod komisariat. Czekał na drugiego. A ona wychodziła jako ostatnia, ale pobiegła za nimi
- mówił policjant, którego słowa przytacza szczecin.naszemiasto.pl.
Wbrew temu, co zapowiadali młodzi ludzie, nie udali się do mieszkania, a nad Odrę. Tam doszło do tragedii.
Więcej podobnych artykułów przeczytasz na stronie głównej Gazeta.pl
Choć sytuacja z tramwaju była nieprzyjemna, Sylwia zdecydowała się ponownie porozmawiać z Dominikiem. Towarzystwo wybrało się nad rzekę. Początkowo nie działo się nic szczególnego - trójka znajomych wspominała stare czasy. Portal gs24.pl informuje jednak, że wszystko zmieniło się w momencie, gdy Sylwia wspomniała, że zdradziła Dominika, kiedy była z nim w związku. To właśnie wtedy 21-latek wpadł w szał. Z ustaleń portalu se.pl wynika, że Dominik zaczął bić dziewczynę otwartą ręką.
Chciała do mnie wrócić, ale ja już nie chciałem. Mówiła, że jest w ciąży. Gdy usłyszałem o tej zdradzie, zdenerwowałem się. Uderzyłem ją w twarz
- powiedział Dominik na przesłuchaniu, o czym pisze portal gs24.pl.
Młody mężczyzna był coraz brutalniejszy - zaczął bić Sylwię pięściami i podtapiać ją w kałuży. To mu jednak nie wystarczyło. W pewnym momencie zawołał Michała i poprosił go, aby znalazł ostry przedmiot. Kolega sprawcy bez chwili namysłu zaczął się rozglądać i znalazł rozbitą butelkę. Podał ją Dominikowi, a ten bez poderżnął bezbronnej Sylwii gardło.
Świeżo upieczony morderca zadzwonił do swojej matki. Ta kazała synowi oraz jego koledze natychmiast wrócić do domu. Mężczyźni zostawili więc swoją ofiarę i posłusznie poszli do mieszkania Dominika. Tam matka kazała się im przebrać, a następnie wręczyła im gumowe rękawiczki, aby nie zostawili śladów. Ubrania ubrudzone krwią postanowiła uprać. Dominik i Michał wrócili na miejsce zbrodni i zaciągnęli martwą Sylwię nad brzeg rzeki, po czym wrzucili jej zwłoki do Odry. Ciało dziewczyny nie zostało w niej jednak na długo.
33-letni Marcin wyprowadzał rano psa. Kiedy znalazł się w okolicy ulicy Grobla, coś przykuło jego uwagę. Początkowo nie podchodził bliżej. Osobliwy widok nad rzeką nie dawał mu jednak spokoju.
Zauważyłem coś przy Odrze. Myślałem, że to manekin. W domu zdałem sobie sprawę, że manekin nie byłby ubrany. Wróciłem na miejsce i zobaczyłem zwłoki kobiety
- opowiadał później w rozmowie z portalem szczecin.naszemiasto.pl. Marcin bezzwłocznie zawiadomił o wszystkim policję. Dzięki szybkiej reakcji przypadkowego przechodnia sprawcy zostali zatrzymani. Znalezienie ich nie było trudne, bo Dominik chwalił się tym, co zrobił. Jego znajomi nie chcieli w to jednak wierzyć.
Na początku śledztwa Dominik próbował kryć Michała. Choć nie zaprzeczał jego obecności przy całym zdarzeniu, to jednak podkreślał, że samodzielnie wrzucił zwłoki Sylwii do rzeki. Michał twierdził natomiast, że bał się Dominika i to z tego powodu pomógł mu w morderstwie. Matka sprawcy również próbowała zmylić policjantów. Twierdziła, że mężczyźni sami wzięli gumowe rękawiczki, a ona w niczym im nie pomogła. Sąd nie dał się jednak nikomu oszukać. Dzięki temu Dominik został skazany na 25 lat pozbawienia wolności, a Michał usłyszał wyrok 10 lat więzienia. Kary nie uniknęła także matka sprawcy. Sąd skazał ją na dwa lata więzienia, jednak zawiesił wyrok na cztery lata.