Uwaga!

Ta strona zawiera treści przeznaczone wyłącznie dla osób dorosłych

"Kiedy zacząłem, nie mogłem przestać". Ta historia zainspirowała twórców kilkudziesięciu filmów

W drewnianym domu, którego okna przypominają oczy, znaleziono zwłoki sześciu osób. Wszystkie ofiary seryjnego zabójcy leżały w łóżkach, twarzami do dołu. Śledczy ustalili, że Ronalda DeFeo senior i jego żona Louise zostali postrzeleni dwukrotnie, a czwórka ich dzieci raz. Szybko okazało się, że sprawcą był najstarszy syn państwa DeFeo. Dlaczego postanowił zamordować całą swoją rodzinę? Gdy był nastoletnim chłopcem, jego rodzice podjęli decyzję, za którą po latach zapłacili życiem.
Ronald DeFoe i jego rodzinny dom
Fot. BrownieCharles99 / Wikimedia Commons // Suffolk County Police Department

Ronald DeFeo urodził się 26 września 1951 roku na Brooklynie. Był synem Louise oraz Ronalda DeFeo seniora i najstarszym z pięciorga rodzeństwa. Ojciec mężczyzny prowadził bardzo dobrze prosperujący biznes, który polegał na sprzedaży samochodów. Jego rodzina miała też mafijne powiązania. Wujem Ronalda seniora był Pete DeFeo - słynny nowojorski gangster znany jako "Philie Aquilinio".

Zobacz wideo Były szef więziennictwa, Paweł Moczydłowski, krytycznie o polskich służbach: Tego cyrku nie da się wyjaśnić [Oskarżam. Kryminalny cykl Gazeta.pl]

Dzieciństwo przyszłego seryjnego mordercy nie należało do przyjemnych. Już od najmłodszych lat ojciec regularnie się nad nim znęcał. Matka Ronalda w obawie przed mężem nie reagowała na przemoc, która miała miejsce pod jej dachem. Portal kronikidziejow.pl pisze, że Ronald miał o to do matki żal, ale to ojca nienawidził najbardziej. Focus.pl informuje z kolei, że mężczyźni często się kłócili. Ronald senior dawał synowi do zrozumienia, że go nie lubi.

Więcej podobnych artykułów przeczytasz na stronie głównej Gazeta.pl

Przemoc w rodzinie z pewnością odbiła się na psychice Ronalda. Nawet jego rodzice zdołali to zauważyć. Chłopak często był agresywny, a swoją złość wyładowywał na rówieśnikach i swoich bliskich. Z tego powodu rodzice Ronalda zabrali go do psychiatry. Chłopiec przeszedł wówczas kompleksowe badania, ale nie udało się ustalić, dlaczego stał się agresywny. Wszystko dlatego, że Ronald nie chciał przyznać przed lekarzem, że jest ofiarą przemocy domowej. Ponieważ diagnoza nie była jednoznaczna, Louise oraz Ronald senior zdecydowali, że nie będą więcej badać syna. Wiele osób twierdzi, że to ta decyzja w przyszłości kosztowała ich życie. 

Wymierzył w ojca pistoletem i pociągnął za spust. Broń nie wypaliła

Ronald dorastał, a jego agresja stale się nasilała. Pojawił się jednak również inny problem. Rodzice, którzy nie potrafili poradzić sobie z synem, podejmowali coraz gorsze decyzje. Mając dość telefonów ze szkoły, zaczęli dawać mu prezenty, m.in. w postaci dużej ilości gotówki. Powód? W ten sposób chcieli przekonać syna, by powstrzymał się od agresji wobec rówieśników. Nie trzeba było długo czekać, aby nastoletni Ronald zaczął wydawać pieniądze na narkotyki. Już w wieku 17 lat wpadł w nałóg - uzależnił się od LSD oraz heroiny. Substancje psychoaktywne go jednak nie uspokajały i Ronald wciąż był agresywny. Z tego powodu został ostatecznie wyrzucony ze szkoły. 

Po tym, jak nastolatek przestał się uczyć, rodzice zaproponowali mu pracę w salonie samochodowym. Wciąż utrzymywali syna, a Ronald wciąż brał narkotyki i pił alkohol. Jego problemy z agresją narastały. Pewnego dnia zagroził ojcu pistoletem. Pociągnął nawet za spust, jednak broń nie wystrzeliła. Ronald senior się przestraszył i przez pewien czas lepiej traktował syna. Było już jednak za późno. Lata upokorzeń sprawiły, że Ronald zaczął planować zabójstwo.

Wbiegł do baru i krzyczał o morderstwie. "Poszło tak szybko"

13 listopada 1974 roku Ronald DeFeo wybiegł ze swojego domu w Amityville i wpadł do baru Henry’s w Long Island. Mężczyzna błagał o pomoc i krzyczał, że ktoś zamordował jego rodzinę. Część ludzi przebywających w barze postanowiła sprawdzić, co się stało. Kiedy weszli do domu 23-latka, zamarli. Wszędzie było pełno krwi. Bezzwłocznie zawiadomili policję.

Funkcjonariusze odnaleźli w domu sześć ofiar. Rodzice oraz rodzeństwo Ronalda nie żyli. Ronald DeFeo powiedział policjantom, że sprawcą może być Louis Falini, który był członkiem mafii. 23-latka przetransportowano na komisariat, aby zapewnić mu bezpieczeństwo. Szybko jednak ustalono, że w chwili popełnienia przestępstwa Louis przebywał poza miastem. Podejrzenia padły więc Ronalda, który szybko przyznał się do winy.

Kiedy zacząłem, nie mogłem przestać. Poszło tak szybko

- powiedział policjantom.

Ronald często zmieniał zeznania, ale policjanci ustalili najbardziej prawdopodobną wersję wydarzeń. Wynika z niej, że w dniu tragedii około 3 nad ranem 23-latek chodził po domu z karabinem i po cichu zabijał kolejnych członków swojej rodziny. Decyzję o morderstwie podjął, gdy kilka dni wcześniej ojciec złamał na jego głowie kij od szczotki do czyszczenia basenu. Zdenerwowała go także reakcja matki na to wydarzenie. Ronald zeznał, że gdy ojciec znęcał się nad nim, Louise śmiała się i dopingowała męża, dlatego postanowił, że zabije ich oboje.

Próbowali udowodnić, że był niepoczytalny. Usłyszał sześć wyroków

Proces Ronalda okazał się trudniejszy, niż zakładano. Obrońcy mężczyzny próbowali przekonać sędziego, że w chwili popełnienia przestępstwa był on niepoczytalny. Ronald mówił nawet, że w dniu, kiedy zamordował rodziców i rodzeństwo, słyszał ich głosy i był przekonany, że spiskują przeciwko niemu. Po przeprowadzeniu badań psychiatrycznych eksperci stwierdzili jednak, że Ronald w był pełni świadomy tego, co robi. Wiele osób miało co do tego obiekcje. Obrona podtrzymywała, że kilka miesięcy przed morderstwem mężczyzna izolował się od świata i w samotności zażywał narkotyki, popijając je alkoholem. Ostatecznie Ronald otrzymał wyrok skazujący. Sąd wydał sześć wyroków, z których każdy skazywał Ronalda na karę od 25 lat pozbawienia wolności do dożywocia. 

Sprawa morderstwa z Amityville wzbudziła sporo kontrowersji. Ronald często zmieniał zeznania. Raz twierdził, że pomagała mu siostra, ale umówił się z nią, że zamordują jedynie rodziców. Według tej wersji to właśnie ona miała zabić rodzeństwo. Wściekły Ronald, widząc, co zrobiła, postanowił, że ją także pozbawi życia. Co ciekawe, śledztwo wykazało, że na ubraniach wspomnianej siostry faktycznie były resztki prochu. To jednak nie wszystko. Duże wątpliwości wzbudzał fakt, że broń, której używał Ronald, nie posiadała tłumika, a mimo to nikt go nie usłyszał. Ronald zeznał też, że tuż przed snem dosypał rodzinie środki nasenne. Sekcja zwłok zamordowanych nie potwierdziła jednak jego słów. Wiele pytań bez odpowiedzi sprawiło, że zbrodnia z Amityville stała się inspiracją dla wielu autorów książek i filmów, a posiadłość, w której doszło do morderstwa, jest dziś bardzo droga. BBC informuje, że w 2010 roku cena domu wynosiła aż 4,5 miliona złotych.

Potrzebujesz pomocy?

Jeśli przeżywasz trudności lub chcesz pomóc osobie w kryzysie, pamiętaj, że możesz skorzystać z bezpłatnych numerów pomocowych:

  • Centrum Wsparcia dla osób dorosłych w kryzysie psychicznym: 800-70-2222
  • Telefon zaufania dla Dzieci i Młodzieży: 116 111
  • Telefon wsparcia emocjonalnego dla dorosłych: 116 123

Pod tym linkiem znajdziesz więcej informacji, jak pomóc sobie lub innym, oraz kontakty do organizacji pomagających osobom w kryzysie i ich bliskim.

Jeśli w związku z myślami samobójczymi lub próbą samobójczą występuje zagrożenie życia, w celu natychmiastowej interwencji kryzysowej, zadzwoń na policję pod numer 112 lub udaj się na oddział pogotowia do miejscowego szpitala psychiatrycznego.

Więcej o: