Uwaga!

Ta strona zawiera treści przeznaczone wyłącznie dla osób dorosłych

Daniel zobaczył "brzydkie potwory". Po "walce" z nimi pobiegł do kościoła

- Walcz, walcz, weź miecz w rękę i walcz! - miał usłyszeć Daniel Ch. 35-latek utrzymuje, że w nocy z 14 na 15 stycznia 2023 zaczął postrzegać rzeczywistość inaczej - kolory wokół niego stały się bardziej wyraziste, a jego oczom ukazały się potwory, przed którymi musiał się bronić. W rzeczywistości tymi "potworami" byli jego przyjaciele.
Daniel Ch. przed sądem
Fot. Tomasz Stańczak / Agencja Wyborcza.pl

Był 14 stycznia, kiedy 35-letni Daniel Ch. pojechał do Łodzi wraz ze swoim młodszym o rok przyjacielem Piotrem. Po pewnym czasie z mężczyznami skontaktowała się 30-letnia Marta, która była ich wspólną koleżanką. Cała trójka pochodziła ze Zduńskiej Woli. Paczka znajomych stwierdziła, że przyjemnie będzie wynająć jakiś apartament i poimprezować w małym gronie.

Zobacz wideo Codzienna "praca" oszustów wygląda jak praca w biurze?

30-latkowie zdecydowali się na jedno z mieszkań przy ul. Tymienieckiego w zabytkowej przędzalni Karola Scheiblera na osiedlu Księży Młyn. Dotarli tam około godziny 14. Kupili piwo, przekąski i usiedli do wspólnej rozmowy. W pewnym momencie zażyli narkotyki, którymi od dłuższego czasu miał handlować Piotrek. Wszystko wydawało się być w porządku. Młodzi ludzie bawili się i ustalali plany na następny dzień. Chcieli wybrać się na basen i saunę. Nie zrealizowali jednak tego planu, bo około godziny 3 coś zaczęło się zmieniać. 

Wybuch agresji i zwidy po narkotykach. "Zobaczyłem potwory"

Daniel Ch. twierdził, że w pewnym momencie zaczął czuć się inaczej - słyszał dziwne głosy dochodzące z telefonu Piotrka i zaczął tracić nad sobą kontrolę. W pokoju dostrzegał dziwne postaci.

Kolory wokół mnie zrobiły się wyraziste i ostre. Zobaczyłem potwory. Były brzydkie. Usłyszałem też głosy

- zeznawał.

Daniel chwycił za nóż i zaczął "walkę z demonami", raniąc ostrzem swoich przyjaciół. Marta otrzymała kilkadziesiąt ciosów, lecz udało się jej uciec na inne piętro, gdzie próbowała wołać o pomoc. Piotr został znaleziony w korytarzu. Leżał w kałuży krwi, która - jak później zeznał ochroniarz - ciągnęła się od drzwi jednego z mieszkań, do miejsca, w którym leżał mężczyzna. W przypadku kobiety podjęto próbę reanimacji, lecz okazała się być nieskuteczna.

Między godziną 3 a 4 nad ranem mieszkańcy sąsiednich apartamentów zaczęli słyszeć dziwne krzyki. Niektórzy postanowili wyjść i sprawdzić, co się dzieje.

Około 4 nad ranem było słychać tłuczone szkło. To mnie obudziło. Mieszkam na czwartym piętrze. Słychać było przeraźliwy głos. Żona zapytała, czy ktoś nie potrzebuje pomocy? Zadzwoniłem do ochrony, ale dowiedziałem się, że portier poszedł już do tego wydarzenia. Ubrałem się i wyszedłem

- zeznawał przed sądem jeden z mieszkańców, o czym pisze "Fakt".

Sprawca zbiegł z miejsca zdarzenia i udał się do kościoła, ponieważ chciał porozmawiać z księdzem. Gdy policja dowiedziała się o wszystkim, rozpoczęto poszukiwania zabójcy. Około godziny 5 nad ranem zauważyli dobijającego się do drzwi kościoła przy ul. Piotrkowskiej mężczyznę. Był to Daniel Ch., którego przetransportowano do szpitala, ponieważ nikt nie był w stanie nawiązać z nim kontaktu. Na późniejszym etapie oskarżony został poddany badaniom specjalistycznym i obserwacjom. 

Efektem prac biegłych jest stwierdzenie, że podejrzany dopuścił się zarzuconych mu zbrodni w stanie ostrego zespołu omamowo-urojeniowego, który był konsekwencją zażycia alkoholu i substancji psychoaktywnych

- napisała Prokuratura Okręgowa w Łodzi w komunikacie, który cytuje portal nasze.fm

Podwójne morderstwo w łódzkich loftach. "Sam świadomie się w stan taki wprowadził"

Pod koniec 2023 roku akt oskarżenia w sprawie podwójnego zabójstwa w łódzkich loftach trafił do sądu. Daniel Ch. usłyszał zarzuty i przyznał się do zabicia swoich przyjaciół, lecz twierdził, że nie pamięta samego momentu ataku. Wspomniał, że 34-letni Piotr był jego bliskim przyjacielem i nie sądził, by mógł go skrzywdzić. Przed sądem przeprosił także rodziny ofiar i powiedział, że żałuje.

Działał w stanie wyłączonej poczytalności. Uwzględniając jednak, że sam świadomie się w stan taki wprowadził, może ponosić odpowiedzialność karną

- wyjaśniał rzecznik Prokuratury Okręgowe Krzysztof Kopania, którego wypowiedź cytuje radiolodz.pl. Daniel Ch. czeka na wyrok. Grozi mu nawet kara dożywionego więzienia.

Więcej o: