Uwaga!

Ta strona zawiera treści przeznaczone wyłącznie dla osób dorosłych

Zabił, będąc za kratami. Tłumaczył, że ofiara prosiła go o "eutanazję"

Choć Michał S. trafił do aresztu, bo zabił dwie osoby, służby uznały, że nie jest niebezpieczny. Niedługo później 26-letni przestępca został zamknięty w jednej celi z 62-letnim Maksymilianem D. Na tragedię nie trzeba było długo czekać. Po tym, jak Michał zabił współwięźnia, spokojnie wypił kawę.
Michał S. podczas procesu o podwójne zabójstwo
Fot. Mikołaj Kuras / Agencja Wyborcza.pl

47-letni Ryszard i 39-letnia Renata byli małżeństwem pochodzącym z Kokczyna. Wynajmowali mieszkanie w Gnieźnie. 10 stycznia zorganizowali spotkanie towarzyskie przy alkoholu, na które zaprosili 26-letniego Michała S. W czasie imprezy między gościem a Ryszardem doszło do nieporozumienia, a w konsekwencji do kłótni i rękoczynów. Dla 47-letniego mężczyzny bójka ta okazała się śmiertelna. 

Zobacz wideo Kara śmierci nie wróci. A może kara progresywna? Naukowiec mówi o tym pierwszy raz

Portal gniezno.naszemiasto.pl podaje, że po zabójstwie Michał S. wywiózł 39-letnią Renatę samochodem nieżyjącego Ryszarda w okolice Torunia. Kobieta nie dojechała jednak do celu. 26-latek obawiał się, że Renata powie komuś o tym, co wydarzyło się w wynajmowanym mieszkaniu. Mężczyzna skrępował kobiecie ręce kablem, a następnie przywiązał ją do fotela pasażera, po czym zawiązał jej pasek od spodni na szyi i udusił. Auto ze znajdującym się w środku ciałem porzucił w lesie i uciekł. 

Niedługo później do lasu wszedł przypadkowy przechodzień, który zauważył porzucony samochód, a w nim zwłoki kobiety. Przed godziną 22 zawiadomił policję. Na miejscu pojawili się funkcjonariusze, którzy ustalili tożsamość zamordowanej i jej adres zamieszkania. Jak podaje "Fakt", początkowo podejrzewano, że w śmierć kobiety mógł być zamieszany jej mąż. Śledczy rozpoczęli współpracę z policjantami z Gniezna. W wynajmowanym mieszkaniu pojawili się funkcjonariusze, którzy dokonali kolejnego tragicznego odkrycia. W lokalu znaleźli zwłoki Ryszarda. 

Po zebraniu dowodów i analizie śladów policjanci dotarli do Michała S. w ciągu doby. Mężczyzna był już wcześniej notowany, na swoim koncie miał wiele kradzieży, a także oszustwa i rozbój. Rozpoczęło się przesłuchanie, podczas którego Michał przyznał się do podwójnego morderstwa

Jak wynika z ustaleń śledczych, podczas spotkania w Gnieźnie doszło do nieporozumienia pomiędzy mężczyznami. 26-latek uderzył wtedy 47-latka

- mówiła podinspektor Wioleta Dąbrowska cytowana przez portal gazetaslupecka.pl.

Michał S. zabił współwięźnia. Podczas przesłuchania wskazał zaskakujący motyw

Oskarżony o zabójstwo małżeństwa z Gniezna został osadzony w areszcie w Toruniu. Jak podaje TVN24, mężczyzna nie był uznawany za szczególnie niebezpiecznego, dlatego umieszczono go w celi dwuosobowej. Powodem takiego rozwiązania był również brak cel jednoosobowych. Jego towarzyszem był 62-letni Maksymilian, który trafił do więzienia za wymuszenia haraczy, groźby karalne i udział w pobiciu. Mężczyźni nie byli "współlokatorami" zbyt długo, bo 30 lipca 2011 roku Michał S. zabił Maksymiliana.

Michał S. udusił 62-letniego Maksymiliana D. pętlą zrobioną z bandaża

- mówiła Ewa Janczur z Prokuratury Rejonowej Toruń Centrum Zachód cytowana przez TVN24.

Mężczyzna przyznał się do zarzucanej mu kolejnej zbrodni. Podał jednak zaskakujący motyw. Michał S. tłumaczył, że w ten sposób ulżył Maksymilianowi i że zabił go na jego prośbę. Dowodem na prawdziwość słów zabójcy miał być list, który znaleziono w rzeczach 62-latka. Autentyczność pisma starszego mężczyzny potwierdziły badania grafometryczne. W liście znalazła się sugestia, że Michał działał na prośbę Maksymiliana. 

W wyniku śledztwa ustalono, że 62-latek sam zdjął bandaż, którym miał owiniętą nogę. Miał zrobić z niego pętlę i założyć sobie na szyję, a także skrępować nim ręce. Zadaniem Michała miało być odpowiednie zaciśnięcie bandaża, aby doprowadzić do uduszenia. Kiedy było po wszystkim, morderca miał odczekać chwilę, w czasie której wypił kawę. Dopiero później powiadomił strażników, że jego współwięzień nie żyje. Obrońca Michała czyn swojego klienta określił mianem eutanazji. Z tym stanowiskiem nie zgodził się prokurator.

Zdaniem oskarżenia, Michałem S. nie kierowało jednak żadne współczucie dla współosadzonego, ale chęć uzyskania przez tę zbrodnię jeszcze większej pozycji w środowisku więziennym

- twierdzi prokurator, którego słowa przytacza portal nowosci.com.pl.

Dwa wyroki za trzy morderstwa. Biegli stwierdzili, że Michałowi S. brakuje empatii

Zanim Michał S. został skazany za morderstwa, dopuścił się jeszcze jednego przewinienia. Za zabójstwo współwięźnia mężczyzna został przeniesiony do aresztu w Szczecinie, skąd wysłał niepokojący list. W korespondencji pojawiły się groźby śmierci, a adresatem był jeden ze świadków. Do tego czynu Michał S. również się przyznał, co również zostało dopisane do aktu oskarżenia. Za morderstwo małżeństwa, a także zabicie współwięźnia mężczyznę czekały dwa osobne procesy. Pierwszy z nich zakończył się w listopadzie 2012 roku. Za zabójstwo Ryszarda i Renaty Michał S. otrzymał karę dożywotniego pozbawienia wolności z możliwością ubiegania się o wcześniejsze zwolnienie dopiero po 35 latach. Obrona oskarżonego odwołała się od wyroku, jednak w 2013 roku Sąd Apelacyjny w Gdańsku odrzucił apelację, którą uznał za całkowicie bezzasadną. Michał S. chciał dowieźć, że w momencie popełniania zbrodni był niepoczytalny - podaje portal money.pl

Wyrok dotyczący zamordowanie współwięźnia zapadł jeszcze w 2012 roku. Michał S. dostał za to karę 25 lat pozbawienia wolności z możliwością wcześniejszego wyjścia z więzienia po 20 latach. Sąd uznał, że nie ma wystarczających dowodów, aby uznać, że Maksymilian chciał umrzeć. Czynu Michała S. nie uznano zatem za eutanazję na życzenie, a za zwykłe morderstwo. 

Jak stwierdzili biegli psychiatrzy, zdolność do współodczuwania wynika bezpośrednio ze zdolności do empatii. Są to uczucia wyższe, które u oskarżonego są niewykształcone. (...) Pobudek jego działania można by upatrywać w próbie pokazania siebie jako osoby groźnej, odważnej, nieprzewidywalnej 

- mówiła sędzia Justyna Kujaczyńska-Gajdamowicz, której słowa przywołuje Wirtualna Polska.

Więcej o: