47-letni Ryszard i 39-letnia Renata byli małżeństwem pochodzącym z Kokczyna. Wynajmowali mieszkanie w Gnieźnie. 10 stycznia zorganizowali spotkanie towarzyskie przy alkoholu, na które zaprosili 26-letniego Michała S. W czasie imprezy między gościem a Ryszardem doszło do nieporozumienia, a w konsekwencji do kłótni i rękoczynów. Dla 47-letniego mężczyzny bójka ta okazała się śmiertelna.
Portal gniezno.naszemiasto.pl podaje, że po zabójstwie Michał S. wywiózł 39-letnią Renatę samochodem nieżyjącego Ryszarda w okolice Torunia. Kobieta nie dojechała jednak do celu. 26-latek obawiał się, że Renata powie komuś o tym, co wydarzyło się w wynajmowanym mieszkaniu. Mężczyzna skrępował kobiecie ręce kablem, a następnie przywiązał ją do fotela pasażera, po czym zawiązał jej pasek od spodni na szyi i udusił. Auto ze znajdującym się w środku ciałem porzucił w lesie i uciekł.
Niedługo później do lasu wszedł przypadkowy przechodzień, który zauważył porzucony samochód, a w nim zwłoki kobiety. Przed godziną 22 zawiadomił policję. Na miejscu pojawili się funkcjonariusze, którzy ustalili tożsamość zamordowanej i jej adres zamieszkania. Jak podaje "Fakt", początkowo podejrzewano, że w śmierć kobiety mógł być zamieszany jej mąż. Śledczy rozpoczęli współpracę z policjantami z Gniezna. W wynajmowanym mieszkaniu pojawili się funkcjonariusze, którzy dokonali kolejnego tragicznego odkrycia. W lokalu znaleźli zwłoki Ryszarda.
Po zebraniu dowodów i analizie śladów policjanci dotarli do Michała S. w ciągu doby. Mężczyzna był już wcześniej notowany, na swoim koncie miał wiele kradzieży, a także oszustwa i rozbój. Rozpoczęło się przesłuchanie, podczas którego Michał przyznał się do podwójnego morderstwa.
Jak wynika z ustaleń śledczych, podczas spotkania w Gnieźnie doszło do nieporozumienia pomiędzy mężczyznami. 26-latek uderzył wtedy 47-latka
- mówiła podinspektor Wioleta Dąbrowska cytowana przez portal gazetaslupecka.pl.
Oskarżony o zabójstwo małżeństwa z Gniezna został osadzony w areszcie w Toruniu. Jak podaje TVN24, mężczyzna nie był uznawany za szczególnie niebezpiecznego, dlatego umieszczono go w celi dwuosobowej. Powodem takiego rozwiązania był również brak cel jednoosobowych. Jego towarzyszem był 62-letni Maksymilian, który trafił do więzienia za wymuszenia haraczy, groźby karalne i udział w pobiciu. Mężczyźni nie byli "współlokatorami" zbyt długo, bo 30 lipca 2011 roku Michał S. zabił Maksymiliana.
Michał S. udusił 62-letniego Maksymiliana D. pętlą zrobioną z bandaża
- mówiła Ewa Janczur z Prokuratury Rejonowej Toruń Centrum Zachód cytowana przez TVN24.
Mężczyzna przyznał się do zarzucanej mu kolejnej zbrodni. Podał jednak zaskakujący motyw. Michał S. tłumaczył, że w ten sposób ulżył Maksymilianowi i że zabił go na jego prośbę. Dowodem na prawdziwość słów zabójcy miał być list, który znaleziono w rzeczach 62-latka. Autentyczność pisma starszego mężczyzny potwierdziły badania grafometryczne. W liście znalazła się sugestia, że Michał działał na prośbę Maksymiliana.
W wyniku śledztwa ustalono, że 62-latek sam zdjął bandaż, którym miał owiniętą nogę. Miał zrobić z niego pętlę i założyć sobie na szyję, a także skrępować nim ręce. Zadaniem Michała miało być odpowiednie zaciśnięcie bandaża, aby doprowadzić do uduszenia. Kiedy było po wszystkim, morderca miał odczekać chwilę, w czasie której wypił kawę. Dopiero później powiadomił strażników, że jego współwięzień nie żyje. Obrońca Michała czyn swojego klienta określił mianem eutanazji. Z tym stanowiskiem nie zgodził się prokurator.
Zdaniem oskarżenia, Michałem S. nie kierowało jednak żadne współczucie dla współosadzonego, ale chęć uzyskania przez tę zbrodnię jeszcze większej pozycji w środowisku więziennym
- twierdzi prokurator, którego słowa przytacza portal nowosci.com.pl.
Zanim Michał S. został skazany za morderstwa, dopuścił się jeszcze jednego przewinienia. Za zabójstwo współwięźnia mężczyzna został przeniesiony do aresztu w Szczecinie, skąd wysłał niepokojący list. W korespondencji pojawiły się groźby śmierci, a adresatem był jeden ze świadków. Do tego czynu Michał S. również się przyznał, co również zostało dopisane do aktu oskarżenia. Za morderstwo małżeństwa, a także zabicie współwięźnia mężczyznę czekały dwa osobne procesy. Pierwszy z nich zakończył się w listopadzie 2012 roku. Za zabójstwo Ryszarda i Renaty Michał S. otrzymał karę dożywotniego pozbawienia wolności z możliwością ubiegania się o wcześniejsze zwolnienie dopiero po 35 latach. Obrona oskarżonego odwołała się od wyroku, jednak w 2013 roku Sąd Apelacyjny w Gdańsku odrzucił apelację, którą uznał za całkowicie bezzasadną. Michał S. chciał dowieźć, że w momencie popełniania zbrodni był niepoczytalny - podaje portal money.pl
Wyrok dotyczący zamordowanie współwięźnia zapadł jeszcze w 2012 roku. Michał S. dostał za to karę 25 lat pozbawienia wolności z możliwością wcześniejszego wyjścia z więzienia po 20 latach. Sąd uznał, że nie ma wystarczających dowodów, aby uznać, że Maksymilian chciał umrzeć. Czynu Michała S. nie uznano zatem za eutanazję na życzenie, a za zwykłe morderstwo.
Jak stwierdzili biegli psychiatrzy, zdolność do współodczuwania wynika bezpośrednio ze zdolności do empatii. Są to uczucia wyższe, które u oskarżonego są niewykształcone. (...) Pobudek jego działania można by upatrywać w próbie pokazania siebie jako osoby groźnej, odważnej, nieprzewidywalnej
- mówiła sędzia Justyna Kujaczyńska-Gajdamowicz, której słowa przywołuje Wirtualna Polska.