W 1897 roku, po dwóch latach spędzonych w seminarium we Włocławku, Kacper Macoch przyjechał do klasztoru paulinów na Jasnej Górze. Przygotowując się do życia zakonnego, zdał egzaminy, złożył śluby i przyjął nowe imię - Damazy. Spokojne życie w klasztorze nie trwało zbyt długo, bo brat Macoch zaczął pokazywać swoje drugie oblicze. Kluczową rolę w tym procesie odegrała jego przyjaźń z dwoma innymi duchownymi - Bazylim Olesińskim i Izydorem Starczewskim. Wszyscy trzej zaczęli prowadzić bardzo rozrywkowy tryb życia, który sporo ich kosztował. To właśnie z tej potrzeby zrodziły się pierwsze grzechy młodych duchownych. Kradzieże nie były jednak najgorszym przestępstwem, jakich dopuścił się Damazy.
W 1908 roku na drodze Damazego stanęła kobieta, która radykalnie zmieniła jego życie. 23-letnia Helena Krzyżanowska zawróciła młodemu zakonnikowi w głowie. Ich spotkanie podczas spowiedzi przerodziło się w romans. Helena porzuciła pracę i przeniosła się do Warszawy, bo Damazy wynajął dla niej luksusowe mieszkanie. Duchowny postanowił też zadbać o reputację Heleny, pozorując jej ślub ze swoim alter ego Marcelem Macochem. Szybko sfingował też jego zgon, dzięki czemu Helena mogła uchodzić za wdowę. Portal dziennikpolski24.pl pisze, że ta mistyfikacja miała chronić ich romans przed opinią publiczną, ale nie przyniosło to oczekiwanych rezultatów.
Po dwóch latach romansu z Heleną Damazy był w trudnej sytuacji. Kobieta pragnęła dziecka, co skłoniło zakonnika do kontrowersyjnej decyzji. Wszystkie tajemnice związane ze związkiem z Heleną miały zostać w rodzinie. Damazy skłonił więc swojego kuzyna Wacława Macocha, by ożenił się z Heleną w zamian za 20 tysięcy rubli. Wacław zgodził się właściwie bez wahania. Ceremonię ślubu poprowadził sam Damazy. To nie był jednak koniec kłopotów zakonnika. Początkiem 1910 roku Wacław Macoch zaczął szantażować Damazego, grożąc ujawnieniem wszystkich jego sekretów. Zakonnik, zdesperowany utratą kontroli nad sytuacją, postanowił raz na zawsze uciszyć kuzyna.
Onet pisze, że w lipcu 1910 roku Damazy wezwał Wacława na Jasną Górę pod pretekstem wypłaty zaległego posagu. To spotkanie miało jednak tragiczny finał. Duchowny nie zamierzał płacić kuzynowi. Nie chciał też pozwolić, aby prawda wyszła na jaw. Nie trzeba było więc długo czekać, aby mężczyźni starli się ze sobą. Awantura przerodziła się w zbrodnię, której ofiarą padł Wacław Macoch. "Rzeczpospolita" informuje, że Damazy pod wpływem furii zabił mężczyznę siekierą. Po zamordowaniu kuzyna skrępował jego ciało i wsadził do sofy, a następnie z pomocą innych duchownych wywiózł mebel i porzucił go w rowie. Ojciec Damazy, po popełnieniu zbrodni, udał się do Warszawy, aby osobiście poinformować Helenę o śmierci jej męża. Policja szybko jednak dowiedziała się o morderstwie. Zanim Damazy dojechał do kochanki, był już ścigany listem gończym.
Po tym, jak zakonnik dotarł do Heleny, para opuściła Warszawę, ale media zaczęły już opisywać sprawę duchownego. Sytuacja stawała się coraz trudniejsza, dlatego zakonnik skorzystał z usług przemytników, którzy pomogli mu przekroczyć austro-węgierską granicę. Damazy uciekł przed wymiarem sprawiedliwości, ale tylko na chwilę. Został zatrzymany na dworcu w Krakowie.
Proces sądowy w Piotrkowie Trybunalskim stał się medialnym spektaklem. Choć Damazy próbował ukryć się za zasłoną religijnych powodów, sąd odrzucił utajnienie procesu, uznając, że czyny Macocha to zwykłe przestępstwo. Dziennikarze bacznie przyglądali się rozprawie, próbując obejść zakaz fotografowania i zdobyć wizerunek mordercy. Mimo że sąd nie znalazł dowodów na to, że duchowny dokonał zabójstwa z premedytacją, skazał Damazego na 12 lat więzienia.
W trakcie procesu ujawnione zostały liczne aspekty życia zakonnika, w tym jego złodziejskie praktyki w klasztorze jasnogórskim. Mimo braku materialnych dowodów kapłan został skazany również za podrobienie dokumentów i profanację świętego obrazu. Helena spędziła w więzieniu dwa lata.
Aresztowanie Damazego i głośny proces odbiły się negatywnie na reputacji klasztoru, stawiając pod znakiem zapytania moralność duchownych. Ostatnie lata życia ojca Damazego to obraz smutnego, samotnego i schorowanego więźnia, który zmarł na gruźlicę we wrześniu 1916 roku. Jego prośba o bezimienny pochówek została zignorowana. Jego nagrobek uznaje się dziś za osobliwą atrakcję. Widnieje na nim napis: "Śp. ksiądz Damazy Macoch wielki grzesznik i wielki pokutnik prosi o modlitwę".