Uwaga!

Ta strona zawiera treści przeznaczone wyłącznie dla osób dorosłych

Historia Tadeusza Wencla zainspirowała Pasikowskiego. To on mówił, że "wyrwał chwasta"

Tadeusz Wencel był zabójcą, który przyczynił się do powstania słynnej sceny z filmu "Psy 2: Ostatnia krew" w reżyserii Władysława Pasikowskiego. To jego słowa cytuje Wyrek, kiedy opowiada Maurerowi, że "wyrwał chwasta". Wencel twierdził, że zabijając niemoralnych jego zdaniem ludzi, "uwalnia społeczeństwo od kanalii". Jedną z jego ofiar był człowiek, który powiedział, że mógłby zabić papieża Jana Pawła II za butelkę wina.
Sławomir Sulej w roli Wyrka w filmie 'Psy 2: Ostatnia krew'. W tle zdjęcie ilustracyjne więzienia
Fot. Arkadiusz Wojtasiewicz / Agencja Wyborcza.pl // YouTube / PoloLolo Movies / TVP HD

Tadeusz Wencel urodził się 24 lutego 1948 roku w Bydgoszczy. Kiedy skończył dwa lata, małżeństwo jego rodziców rozpadło się na dobre. Ani jego matka, ani ojciec nie chcieli go wychowywać, dlatego trafił na wychowanie do swojej ciotki Marty. Portal detektywonline.pl pisze jednak, że po pewnym czasie ona także porzuciła chłopca. Ciotka Tadeusza wyjechała do Warszawy, a jego zostawiła pod opieką sąsiadki Julii B.

Nie był to dom marzeń. Kobieta prowadziła ryzykowny tryb życia, dlatego Tadeusz od dziecka stykał się z alkoholikami i złodziejami. Wywarło to ogromny wpływ na jego życie. Już jako młody chłopak sprawiał ogromne problemy wychowawcze. Nauczyciele nie mogli sobie z nim poradzić, dlatego postarali się, aby umieścić go w Domu Dziecka w Wągrowcu.

Zobacz wideo "Mogłem pójść siedzieć". Fajbusiewicz o tzw. gangu kelnerów

Rozłąka z Julią B. nie przyniosła oczekiwanych rezultatów - Tadeusz wciąż sprawiał problemy.

Mieszkał na starówce i wszyscy się go bali. Pamiętam, że wtedy, będąc przecież dzieckiem, już był sadystą. Potrafił bez mrugnięcia okiem zabić ptaszka czy kota

- mówiła jedna z osób, która znała Tadeusza, w rozmowie z "Tygodnikiem Wągrowieckim".

W wieku 15 lat chłopak popełnił pierwsze wykroczenie. Tadeusz podpalił stodołę, ale wszystkiego się wypierał. Ze względu na jego agresję i nieobliczalność nikt nie chciał mu uwierzyć. "Wprost" pisze, że to po tym incydencie Tadek trafił do zakładu poprawczego w Świdnicy. Uczył się tam tapicerstwa, ale ne mógł się odnaleźć w nowej rzeczywistości. W poprawczaku podpalił zmagazynowaną trawę morską, której używano do wypychania materaców. Po tym pożarze został osadzony w zakładzie poprawczym w Iławie. Tam poczuł się jednak znacznie lepiej, a jego zachowanie uległo poprawie. Mówiono mu nawet, że jeśli dalej będzie mu tak dobrze szło, to być może wyjdzie wcześniej. Tadeusz nie był z tego zadowolony. Miejsce, w którym się znalazł, stało się dla niego domem. Nie w każdym zakładzie czuł się tak dobrze, dlatego wszczynał bunty i dopuszczał się innych wykroczeń. Ostatecznie wypuszczono go warunkowo po ośmiu latach. W styczniu 1968 roku wrócił do mieszkania Julii B. Miał już wtedy plan, co chce robić na wolności. Postanowił odszukać swoją matkę.

Siedząc w więzieniu, napisał list do matki. Nigdy nie odpowiedziała

Odnalezienie matki Tadeusza nie było trudne. Onet pisze, że udało się to dzięki Centralnemu Biuru Adresowemu w Warszawie. Tadeusz dowiedział się, że Anna S. wciąż przebywa w Bydgoszczy. Postanowił, że ją odwiedzi. Do jej mieszkania dotarł 27 grudnia 1968 roku. W spotkaniu uczestniczył także ówczesny mąż Anny S. Początkowo matka Tadeusza nie chciała uwierzyć, że stoi przed nią jej syn. W końcu nie widziała go od kilkunastu lat. Jej mąż również miał wątpliwości. Nie wiedział, że jego partnerka ma inne dzieci poza tymi, które mu urodziła. Tadeusz był jednak przygotowany. Wziął ze sobą swoją metrykę urodzenia. Przyznał się również że miał problemy z prawem. Matka i jej mąż zaoferowali mu pomoc - znaleźli mu pracę w przedsiębiorstwie budowlanym i miejsce w hotelu robotniczym. Po pewnym czasie okazało się, że był to był ich sposób, aby pozbyć się Tadeusza. Jego matka oraz jej partner twierdzili, że się go boją i nie chcieli z nim mieszkać. Gdy mężczyzna się o tym dowiedział, wpadł w szał. Przysiągł, że kiedyś zemści się na matce. 

Jak można usłyszeć w podcaście Renata z Worka Kości - Zbrodnie bez cenzury, od tego momentu Tadeusz nie miał stałego miejsca zamieszkania. Mężczyzna regularnie nachodził swoją matkę, a czasami wybijał jej szyby w oknach. Chciał, żeby domownikom było tak zimno, jak jemu na dworze. Wencel znalazł jednak sposób, by zapewnić sobie dach nad głową. Zaledwie miesiąc po odnalezieniu matki napadł na kiosk. Szybko złapała go milicja, a sąd skazał go na osiem miesięcy pozbawienia wolności. Siedząc za kratami, wysłał do matki list, w którym prosił o przebaczenie.

Kochana Mamo, chciałem was bardzo przeprosić za to, co wyrządziłem wam. Już czegoś podobnego nie zrobię. Mamusiu, muszę ci wyjaśnić, że bardzo chciałem być z mamą i zacząć nowe życie, i mieć kogoś bliskiego. (…) Pomóż mi, żebym rozpoczął nowe życie, zapomniał o tym, co było, żebym mógł wrócić do mamy, nie chcę już nigdy iść do więzienia. Mamusiu, odpisz jak najprędzej, czekam. Twój syn, Tadek

- pisał w liście mężczyzna. Anna S. nigdy jednak nie odpowiedziała.

W trakcie odbywania kary Wencel napisał jeszcze jeden list. Tym razem do Sądu Najwyższego. Prosił w nim o dożywotnie umieszczenie w zakładzie karnym. Dla Tadeusza więzienie było domem, którego nie chciał opuszczać, jedynym miejscem, w którym czuł, że ma rodzinę. Na ten list również nie otrzymał odpowiedzi. Od tamtej pory był na zmianę wypuszczany i łapany za drobne wykroczenia. Po pewnym czasie popełnił jednak znacznie gorsze przestępstwo niż podpalenie czy kradzież.

Dali "Chudej Jance" pieniądze na pomarańcze. Nie chciała przyznać, że "jest wyrodną matką"

W 1976 roku Tadeusz dopuścił się pierwszego zabójstwa. Jego ofiarą była "Chuda Janka" z Bydgoszczy. Mężczyzna wybrał ją nieprzypadkowo. Kobieta miała dzieci, o które nie dbała, ponieważ bardziej interesował ją alkohol. To bardzo nie podobało się Tadeuszowi. Mężczyzna poznał Janinę M., kiedy zaczął pomieszkiwać w melinie Jerzego K. Kobieta była konkubiną gospodarza. Zamieszkała z nim, porzucając męża oraz trójkę swoich dzieci.

Podczas wigilii Bożego Narodzenia Jerzy K. oraz Tadeusz pili dużo alkoholu. Pijanym mężczyznom zebrało się na wspomnienia. Postanowili też dać pieniądze Janinie M., żeby ta kupiła swoim dzieciom pomarańcze. Kobieta z chęcią przyjęła pieniądze i obiecała, że tak właśnie zrobi, po czym wyszła z meliny. Jak się później okazało, postanowiła przeznaczyć zdobytą sumę na alkohol. Tadeusz dowiedział się o tym następnego dnia. To właśnie wtedy postanowił ją zabić. 

Dałem jej szansę, trzy minuty. Chciałem, aby się przyznała, że jest wyrodną matką. Wtedy puściłbym ją wolno. Ale nie zrobiła tego, więc chwyciłem rękami za jej szyję, trzymałem w uścisku ok. 10 minut. Patrzyłem na siniejącą twarz i wydawało mi się, że to moja matka

- zeznawał w sądzie. To właśnie ta historia stała się inspiracją dla twórców filmu "Psy 2: Ostatnia krew". Znalazła się w nim słynna scena, w której więzień Wyrek opowiada Franzowi Maurerowi o tym, jak "wyrwał chwasta".

 

Wencel chciał upozorować upadek Janiny M. ze schodów. Uderzył ją więc z całej siły tyłem siekiery w głowę. Ostatecznie zmienił zdanie i schował ciało do kufra, który wyniósł na strych. Martwą "Chudą Jankę" znalazła później właścicielka kamienicy, a Tadeusz od razu przyznał się do winy.

Tadeusz zabił także w więzieniu. "Odpowiedział, że pewnie, kto by tego nie zrobił"

Rozprawa Tadeusza Wencla wzbudzała ogromne poruszenie w społeczeństwie. Szczególną uwagę zwracało dziwne zachowanie mężczyzny. Oskarżony o zabójstwo twierdził m.in., że jest Zbigniewem P. urodzonym w 1924 roku, a jedynie jego świadomość to Tadeusz Wencel. Mężczyzna mówił też, że pochodzi z innej planety. Mimo wszystko biegli stwierdzili, że w chwili popełnienia przestępstwa był poczytalny. Prokurator zażądał dla mężczyzny kary śmierci. Nie zgadzał się z tym obrońca Tadeusza, który wskazywał, że oskarżony przyznał się do winy, a ponadto ma nieukształtowaną osobowość. Sąd Najwyższy przyjął jego argumenty i ostatecznie skazał Wencla na 25 lat pozbawienia wolności. Nie był to jednak koniec zbrodniczej działalności Wencla.

Po usłyszeniu wyroku Tadeusz trafił do więzienia we Wronkach. To właśnie tam dokonał kolejnego zabójstwa. Pewnego dnia usłyszał, jak współwięźniowie rozmawiają o zamachu na papieża. Twierdzili, że sprawca był nieudacznikiem. Jeden z nich, Jan G., powiedział nawet, że z łatwością zabiłby Jana Pawła II.

Rozmawialiśmy o tym i o owym. Powiedział, że te głupki nie potrafiły zabić papieża i on by to lepiej zrobił za butelkę wina. Zadałem mu pytanie, czy jakby miał pod palcem guzik, który jak przyciśnie, to rozwala cały świat, to by go użył? Odpowiedział, że pewnie, kto by tego nie zrobił. Trzeba myśleć o sobie, bo inaczej człowiek kończy jak ten mięczak Kolbe albo Korczak. Wydałem wyrok. Uwolniłem społeczeństwo od kanalii, wyrwałem chwasta

- mówił Tadeusz Wencel, składając wyjaśnienia.

Jak słyszymy w podcaście Zabójcze opowieści, mężczyzna miał swoją wizję świata. Według niego powinno się "wyrywać chwasty", które zakłócają spokój społeczeństwa. Tadeusz uważał, że dobrze zrobił i że kiedyś wszyscy mu podziękują.

Za zabójstwo Jana G. sąd skazał go na karę śmierci. Egzekucję wykonano 7 lipca 1983 roku w Poznaniu. Tadeusz Wencel był jedną z ostatnich osób w Polsce, na której wykonano taki wyrok. Ostatnią osobę skazaną na śmierć zabito zaledwie pięć lat później. 

Więcej o: