Plotkowano, że miała romans z Józefem Piłsudskim. Podobno marszałek bał się tylko jej

Maria Dąbrowska pisała o niej, że jest "uosobieniem przekory", a Jan Lechoń nazywał ją "czarownicą". Kazimiera Iłłakowiczówna przeszła do historii jako pisarka i tłumaczka, ale także jako osobista sekretarka Józefa Piłsudskiego. Gdy marszałek umarł, napisała książkę, która wywołała plotki o ich rzekomym romansie. Odniosła się do nich w jednym z wywiadów, mówiąc, że "wystarczyło jej, że był".
Kazimiera Iłłakowiczówna (fotografia z czasów studiów na Uniwersytecie Jagiellońskim)
Fot. Ze zbiorów Biblioteki Raczyńskich

Kazimiera Iłłakowiczówna, choć jest uznawana za jedną z ważniejszych postaci w historii literatury polskiej, nie ma przypisanej jednoznacznej daty urodzenia. Niektóre źródła podają, że urodziła się 6 sierpnia 1892 roku, podczas gdy inne wskazują na rok 1889. Po I wojnie światowej zginęło wiele dokumentów, w tym akty urodzenia, więc spora część osób "odmładzała się", podając nieprawdziwa datę swojego przyjścia na świat. Tak robiła też Iłłakowiczówna, która w zależności od potrzeb dodawała lub odejmowała sobie lat.

Zobacz wideo Girzyński: Jarosław Kaczyński jest troszkę jak Piłsudski

Dzieciństwo Kazimiery Iłłakowiczówny było naznaczone cierpieniem i wstydem. Wszystko dlatego, że była nieślubną córką Barbary Iłłakowiczówny i Klemensa Zana (który to był bliskim przyjacielem Adama Mickiewicza). Matka Kazimiery wiedziała, jakie brzemię spoczywa na dzieciach z nieformalnych związków. Z tego powodu postanowiła, że w metryce urodzenia Kazi jako rodzice dziewczynki wpisani zostaną jej krewni. 

Gdy była dzieckiem, odmawiano jej "frykasów". Na jabłko czy szynkę nie mogła liczyć

Kazimiera straciła matkę, gdy miała zaledwie dwa lata. Została wówczas przygarnięta przez Zofię Buyno z Zyberk-Platerów. W nowym domu znalazła ciepło i miłość, ale także bogatą bibliotekę. Z przybraną matką rozmawiała nie tylko po polsku, ale również po francusku. Z opiekunką natomiast gawędziła po niemiecku, a w szkole spotkała się z rosyjskim. Znajomość kilku języków obcych przydała jej się w dorosłym życiu. Kazimiera okazała się prawdziwą poliglotką i nauczyła się jeszcze węgierskiego i rumuńskiego. Zofia dobrze sprawdzała się w roli matki, choć jej metody wychowawcze mogłyby dziś wywołać oburzenie.

Zofia i Kazimiera podczas posiłków siedziały przy różnych stołach i miały osobne menu. Dzieciom odmawiało się frykasów, a za takie uważało się na przykład jabłka czy kilka plasterków szynki. Jako dorastająca panna Kazia musiała leżeć na specjalnej desce, żeby nabrać odpowiedniej postawy. To było wychowanie trochę w duchu protestanckim, nauka dyscypliny

- mówiła Joanna Kuciel-Frydryszak, autorka książki "Iłła. Opowieść o Kazimierze Iłłakowiczównie" w rozmowie z portalem Onet Kultura.

W okresie dorastania Iłła coraz bardziej się w sobie zamykała. Na stan psychiczny dziewczyny mogło wpłynąć to, że poznała prawdę o swoim pochodzeniu. Jedna z nauczycielek powiedziała uczennicy, że jest "bękartem". Po tej sytuacji Kazia postanowiła opuścić swoją przybraną matkę, czego później żałowała.

Zapytał Iłłę, czy boi się Piłsudskiego. Stwierdziła, że jest "jak pliszka w jaskini lwa". 

Po tym, jak Kazimiera dowiedziała się, kim są jej rodzice, opuściła Warszawę. Przeprowadziła się do Petersburga, gdzie skończyła szkołę. Potem wyjechała do Londynu. Tam trafiła do popularnego wówczas salonu literackiego dla młodych niezależnych kobiet, prowadzonego przez pisarkę i edukatorkę zwaną Amicą.

W 1910 roku zmarła Zofia Buyno. Iłła wróciła do Polski i rozpoczęła studia na Uniwersytecie Jagiellońskim. Po zakończeniu nauki służyła jako sanitariuszka w armii rosyjskiej przy polskim oddziale. Gdy Polska odzyskała niepodległość, Kazimiera postanowiła przeprowadzić się do Warszawy. W listopadzie 1918 roku zatrudniła się jako urzędniczka w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, zaś w maju 1926 roku została osobistą sekretarką Józefa Piłsudskiego, który pełnił wówczas funkcję szefa Ministerstwa Spraw Wojskowych. Iłła była z tej posady niezwykle dumna.

Obecność kobiety w resorcie związanym z siłami zbrojnymi była wielką sensacją. Kazimiera nie zamierzała siedzieć potulnie w kącie i chętnie rywalizowała z innymi pracownikami płci męskiej. Miała jednak świadomość, że większość czasu będzie spędzać z samymi mężczyznami, więc postanowiła zlecić krawcowej uszycie sobie sukni wbrew modzie - z perkalu, z długimi rękawami, pod szyję i za kolana. Szwaczka odmówiła, ponieważ uważała, że w ten sposób mogłaby zepsuć sobie reputację. Chcąc ustrzec się przed męskimi spojrzeniami, Iłła chowała więc nogi pod biurkiem.

Piłsudski lubił towarzystwo Kazimiery i chętnie z nią rozmawiał. Z jej wspomnień wynika, że czasem się z nią przekomarzał, pytając o to, kto jest jej szefem. Gdy odpowiadała: "Tylko pan marszałek jest moim szefem", zadawał kolejne pytanie: "Kogo masz we wszystkim słuchać?". Wówczas Iłła odpowiadała: "Pana marszałka". Wtedy padało trzecie pytanie: "A jeśli cię skrzywdzę, do kogo możesz pójść na skargę?". Piłsudski spodziewał się odpowiedzi: "Tylko do Pana Boga w niebie", ale czasem słyszał: "Do pana prezydenta Rzeczypospolitej", na co żartobliwie się obruszał.

Niektórzy uważali, że Iłła była jedyną osobą, której bał się Piłsudski. Inni twierdzili, że to ona boi się jego. Jeden z żołnierzy miał ją o to z resztą zapytać. Wówczas odpowiedziała, że "jest jak pliszka w jaskini lwa, a lwy pliszek nie jadają, wobec czego nie ma się czego bać".

Rozwiała plotki o romansie z Piłsudskim. "Wystarczyło mi, że był"

Iłłakowiczówna poznała Józefa Piłsudskiego w czasie, gdy była studentką. Co jakiś czas miała okazję spotykać się z premierem w Krakowie, ponieważ siostra Kazi wynajmowała pokój w mieszkaniu pierwszej żony polityka. Gdy po latach rozpoczęła z nim pracę, sumiennie wykonywała swoje obowiązki. Pracując dla marszałka, Iłła czytała setki listów dziennie i na nie odpowiadała.

W połowie lat 30. Iłłakowiczówna cieszyła się opinią jednej z najlepszych pisarek w kraju. Tworzyła stale, również o Piłsudskim, a po jego śmierci wydała książkę "Ścieżka obok drogi", która uznawana jest przez niektórych za hołd dla zmarłego męża stanu. Wówczas pojawiły się podejrzenia, że Iłła miała romans z marszałkiem. Po czasie sama wypowiedziała się na ten temat.

Plotkowano, że łączy nas coś więcej niż praca. I słusznie. Kochałam go. Platonicznie. I nie wstydzę się tego. Ludzie nie zawsze byli w stanie zrozumieć, że mój stosunek do Marszałka był pełen uwielbienia i szacunku. To było wielkie uczucie z mojej strony, ale pełne respektu. Nigdy nie byliśmy kochankami, choć łączyły nas bardzo silne więzi. Myślę, że byłam osobą, na której ramieniu mógł zawsze znaleźć wsparcie, kiedy tylko potrzebował. Nie oczekiwałam od niego niczego więcej. Wiedziałam, co znaczy dla niego rodzina. Do końca pozostałam cichą wielbicielką. Wystarczyło mi, że był. Przebywając w jego towarzystwie, czułam się spełniona

- mówiła Iłłakowiczówna, której słowa cytuje portal historia.org.pl.

Po śmierci Józefa Piłsudskiego Kazimiera wróciła do pracy MSZ. W tamtym czasie sporo podróżowała i wygłaszała prelekcje o marszałku. Gdy wybuchła II wojna światowa Iłła ewakuowała się z rządem do miasta Cluj w Rumunii.

Po wojnie pomógł jej Julian Tuwim. Umarła w osamotnieniu

Iłła będąc na emigracji, radziła sobie bardzo dobrze. Wykorzystała znajomość wielu języków obcych i pracowała jako guwernantka oraz korepetytorka. Gdy nadszedł kres wojny, poetka napisała podanie do MSZ w Warszawie, informując, że chce wrócić do dawnej pracy. Otrzymała odpowiedź odmowną. W 1946 roku skontaktowała się Julianem Tuwimem, który pomógł jej wrócić do ojczyzny. Kobieta miała nadzieję, że w stolicy znajdzie pracę, lecz czuła się wypędzana. Postanowiła więc wyjechać do Poznania, gdzie spędziła ostatnie 36 lat życia. Tam uczyła języków i co jakiś czas tłumaczyła książki. Przez ostatnie 10 lat nie widziała - straciła wzrok przez jaskrę. Zmarła 16 lutego 1983 w Poznaniu.

Więcej o: