Pod koniec XIX wieku w Paryżu, a dokładniej w okolicach słynnego Luwru, dokonano tragicznego odkrycia. Nad brzegiem Sekwany znaleziono zwłoki. Było to ciało młodej kobiety. Oszacowano, że w chwili śmierci miała około 16 lat. Ciało zostało przetransportowane do miejskiej kostnicy, nieopodal monumentalnej katedry Notre-Dame. Służby nie potrafiły ustalić, kim jest denatka, dlatego jej zwłoki wystawiono na widok publiczny. Każdy mógł je obejrzeć. Było to zgodne z ówczesnymi zwyczajami. Chodziło o to, aby znaleźć rodzinę dziewczyny i godnie je pochować. Po "nieznajomą z Sekwany" nikt się jednak nie zgłosił.
Tajemnicza dziewczyna stała się szybko obiektem fascynacji. "Gazeta Wyborcza" pisze, że wystawa z bezimiennym ciałem "przyciągała więcej widzów niż jakakolwiek witryna sklepowa". Uroda nieznajomej, jej spokój i enigmatyczny uśmiech poruszały wyobraźnię zarówno zwykłych ludzi, jak i artystów oraz intelektualistów epoki.
Legenda mówi, że w "nieznajomej z Sekwany" zakochał się patolog, który prowadził sekcję zwłok dziewczyny. Z tego powodu postanowił wykonać gipsowy odlew jej twarzy. Nie trzeba było długo czekać, aż w sklepach z pamiątkami pojawiły się pierwsze kopie. Społeczeństwo dosłownie oszalało na punkcie twarzy denatki. "The Guardian" pisze, że delikatny uśmiech widoczny na jej twarzy był nawet porównywany do mimiki słynnej Mona Lisy.
Odlewnik, koło którego przechodzę codziennie, wywiesił dwie maski przed drzwiami. Twarz młodej topielicy odlaną w trupiarni, ponieważ była piękna, uśmiechnięta, tak zwodniczo uśmiechnięta, jakby wiedziała
- pisał austriacki poeta Rainer Maria Rilke.
Można by przypuszczać, że utonęła w ekstremalnym szczęściu
- mówił o zmarłej filozof Maurice Blanchot.
Portal kobieta.interia.pl pisze, że osobą, która porównała topielicę do Mona Lisy był Albert Camus, laureat Literackiej Nagrody Nobla. Nieżyjąca nastolatka o nieznanym życiorysie zainspirowała także rosyjskiego pisarza Władimir Nabokowa, który patrzył na maskę pośmiertną 16-latki, pisząc "Lolitę". Wiersz o niej napisał też polski poeta Stanisław Grochowiak.
Ten uśmiech łagodny łzami okłamią,Wzdychając, że miłość... trudna... za młodu...Nie zgadną przenigdy, że stałaś z krtaniąStłumioną rozpaczą i skurczem głodu.Że wlokłaś swe ciało poprzez bulwary,Opięta oślizłą ostatnią kiecką -I nikt Ciebie nie chciał. Z tamtej ofiaryPojęłaś jedynie, żeś jeszcze dziecko.
- pisał Grochowiak w 1956 roku.
Artyści kupowali maskę pośmiertną nieznajomej z Sekwany, aby zawiesić ją w swoich pracowniach. Szybko stała się modna również w Niemczech, a także w Polsce. Portal ciekawostkihistoryczne.pl pisze, że twarz topielicy można zobaczyć m.in. w Warszawie, nad wejściem do kamienicy przy ulicy Śniadeckich 23.
Historia nieznajomej z Sekwany inspirowała jednak nie tylko artystów, ale i wynalazców. Ponad pół wieku temu Norwegowie pracowali nad stworzeniem manekina z ruchomą, sprężystą klatką piersiową, który umożliwiłby naukę techniki sztucznego oddychania. W latach 50. niechęć do homoseksualności była jednak dość powszechna, dlatego Asmund Laerdal postanowił nadać fantomowi kobiece rysy twarzy, chcąc zachęcić mężczyzn do ćwiczeń. Wtedy pojawiła się idea wykorzystania maski pośmiertnej nieznajomej z Sekwany. Nadano jej nowe imię - Resusci Anne. Pomysł okazał się trafiony. Norwegowie stworzyli symulator pacjenta, który był nie tylko skuteczny, ale także przyciągał uczestników kursów pierwszej pomocy.
Resusci Anne szybko zyskała popularność na całym świecie. Szacuje się, że z tym fantomem zetknęło się ponad 300 milionów ludzi! Dzięki wprowadzeniu go na rynek, wielu z nas przeszło szkolenie z zakresu pierwszej pomocy i może uratować komuś życie.