Uwaga!

Ta strona zawiera treści przeznaczone wyłącznie dla osób dorosłych

Chłopak Asi jej nie odprowadził, bo "poszedł się uczyć". Nigdy nie wróciła do domu

15-letnia Asia Wnuk była zakochana w chłopaku z pobliskiej wsi. Feralnego dnia wymknęła się przez okno, żeby spotkać się z ukochanym. Nie była sama, bo towarzyszyła jej starsza siostra, ale mimo to nie udało jej się bezpiecznie wrócić do domu. Kto skrzywdził bezbronną dziewczynę?
Joanna Wnuk
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl // Facebook / Janusz Szostak Oficjalnie

Joanna Wnuk pochodziła z miejscowości Krąpiel koło Stargardu. 31 maja 2001 roku 15-latka wyszła z domu przez okno, a następnie pojechała do sąsiedniej wsi Łukowo, żeby spotkać się z chłopakiem. W podróży towarzyszyła jej starsza siostra, Barbara. Dziewczyny dotarły do domu Seweryna około godziny 18:00. Basia szybko nawiązała nić porozumienia z siostrą chłopaka, choć tego wieczoru Asia i Seweryn byli skupieni głównie na sobie. Nastolatkowie byli parą od początku roku i spotykali się regularnie.

Zobacz wideo Siemianowice Śląskie. Trwają poszukiwania podejrzanego o morderstwo

"Reporter" pisze, że gdy zrobiło się późno, Asia postanowiła wracać do domu. Poszła więc razem z siostrą i chłopakiem w stronę przystanku autobusowego w Łukowie. Młodej parze ciężko było się jednak ze sobą rozstać. Kanał Tropiciele zbrodni informuje, że z tego powodu Basia postanowiła zostawić siostrę z chłopakiem i wrócić do domu bez niej. Dziewczyna była przekonana, że partner Asi odprowadzi ją do domu. Tak się jednak nie stało.

Seweryn zeznał później, że on i Joanna spędzili jeszcze chwilę na przystanku. Wówczas miało dojść między nimi do intymnego zbliżenia. Chwilę później chłopak powiedział Asi, że musi koniecznie wracać do domu, żeby się uczyć. 15-latka została więc kompletnie sama. 

Musiała zidentyfikować zwłoki córki. "Mój mąż był w delegacji, a ja sama jak pies na tym polu"

Kolejnego dnia rano okazało się, że Asia nie wróciła do domu. Basia i jej matka zaczęły gorączkowe poszukiwania. Sprawę zgłosiły również na policję. Portal stargard.naszemiasto.pl informuje, że dziewczyny szukano przez trzy tygodnie. Po tym czasie okazało się, że 15-latka nie żyje.

Ciało Joanny znalazł traktorzysta, który prowadził oprysk na swoim polu. Martwa dziewczyna leżała zaledwie kilkanaście metrów od drogi, którą zazwyczaj wracała do domu. Okazało się, że piętnastoletnia Joanna Wnuk została brutalnie zgwałcona i zamordowana. 

Szukałam jej w deszczu wzdłuż tej drogi. A ona leżała tak blisko, w polu. W nocy w obecności policji i prokuratora musiałam rozpoznać moje dziecko. Była bez oczu, bez zębów, bez twarzy, miała rozpruty brzuch, podarte ubranie. Mój mąż był w delegacji, a ja sama jak pies na tym polu. Do dziś nie mogę się pozbierać

- wspominała matka Asi.

W trakcie śledztwa w sprawie zabójstwa 15-latki na jej butach i pasku znaleziono ślady biologiczne. Te dowody nie pozwoliły jednak na identyfikację sprawcy.

To był ciepły maj, ciało w ciągu trzech tygodni uległo znacznemu rozkładowi. Trudno było wyodrębnić jakieś ślady biologiczne sprawcy

- tłumaczył śledczy ze szczecińskiego Archiwum X. 21 grudnia 2001 roku Prokuratura Rejonowa w Stargardzie Szczecińskim umorzyła śledztwo w sprawie zabójstwa Joanny Wnuk. Wznowiono je na pewien czas w 2013 roku, ale nie doprowadziło to do żadnego przełomu.

Matka Asi nigdy nie pogodziła się ze śmiercią córki. "To drugie dziecko, które straciłam"

Do dzisiaj nie wiadomo, kto stoi za brutalnym morderstwem 15-letniej dziewczyny. Istnieją jednak pewne spekulacje. Sprawą tą zainteresował się dziennikarz Janusz Szostak. Z jego ustaleń wynika, że Joanna Wnuk mogła paść ofiarą szajki pedofilów. Mieszkańcy Krąpieli podzielili się z nim przerażającymi historiami. Wiele osób sugerowało, że w okolicy działała grupa osób, które kusiły nieletnie dziewczynki i następnie je wykorzystywały. Podejrzewano, że wśród sprawców są najbardziej zamożni mieszkańcy okolicznych miejscowości. Podejrzenia padły także na Oskara H. z Trójmiasta, który był wcześniej oskarżany o gwałt na 14-latce z Sopotu, jednak uniknął odpowiedzialności karnej. Nie brakowało też plotek o innych potencjalnych sprawcach i współwinnych, ale z jakiegoś powodu większość osób postronnych wolała zachować w tej sprawie milczenie.

Rodzina Joanny nigdy nie pogodziła się z bezkarnością sprawy. Matka dziewczyny walczyła o sprawiedliwość dla swojej córki, przekazując wszelkie zebrane informacje odpowiednim organom ścigania. Być może to właśnie dzięki temu w 2020 roku sprawą zainteresowało się szczecińskie Archiwum X. Zgromadzone przez matkę Joanny dowody są od tamtej chwili analizowane i być może pewnego dnia prawda wyjdzie na jaw.

Nie pogodzę się nigdy ze śmiercią mojej córki, podobnie jak z bezkarnością jej zabójcy. Nie mogę się po tym pozbierać, to drugie dziecko, które straciłam. Mój syn udusił się w czasie porodu, to też zdarzyło się 31 maja, ale w 1982 roku

- opowiadała zrozpaczona Wanda Wnuk.

Więcej o: