Kinga Wrześniewska urodziła się w 1977 roku. Pierwsze lata życia spędziła w jednej z miejscowości w województwie świętokrzyskim. W 1995 roku, po ukończeniu szkoły średniej, wyjechała do Krakowa, żeby rozpocząć życie studentki, ale jeszcze przed pierwszą sesją egzaminacyjną zrezygnowała z dalszej nauki na uniwersytecie. Kinga była zamknięta w sobie, dlatego nie miała zbyt wielu znajomych. Krótko po rzuceniu studiów poznała Władysława, starszego o 17 lat mężczyznę, z którym się związała. Kilka lat później zniknęła bez śladu. Czy jej partner miał z tym jakiś związek?
Bliscy Kingi nie pochwalali jej związku z Władysławem. Duża różnica wieku budziła ich wątpliwości, jednak z czasem zaczęli tolerować tę relację. Władysław był z wykształcenia elektrykiem, ale pieniądze zarabiał w zupełnie inny sposób - zajmował się nielegalnym przerzutem ukraińskich papierosów do Wielkiej Brytanii. W "branży" nosił pseudonim "Waldi". Kinga niejednokrotnie pomagała mężczyźnie w interesach, mimo że oficjalnie wyjeżdżała za granicę do dorywczej pracy.
Zakochani bardzo szybko postanowili, że zamieszkają razem w Krakowie. Następnie przeprowadzili się do domu w Skawinie, który był własnością siostry Władysława. Z czasem jego nielegalna działalność, w której Kinga mu pomagała, pozwoliła im na zakup dwóch mieszkań w Krakowie. Mimo że nieruchomości były ich wspólną własnością, w aktach notarialnych widniało jedynie nazwisko kobiety. Lokale zostały przeznaczone na wynajem, który zapewniał parze dodatkowy dochód.
Sielankowe życie Kingi i "Waldiego" nie trwało jednak wiecznie. W 2004 roku Władysław został aresztowany i oskarżony o zabójstwo. Mężczyzna zapewniał funkcjonariuszy, że ma alibi, a w chwili śmierci ofiary był w zupełnie innym miejscu. "Angora" podaje, że jego wersję wydarzeń potwierdziła Kinga. W toku śledztwa odkryto jednak, że telefon "Waldiego" logował się w pobliżu miejsca zabójstwa. Mężczyzna został skazany na kilka lat więzienia za zlecenie pobicia ze skutkiem śmiertelnym, a Kinga usłyszała zarzut składania fałszywych zeznań.
Gdy Władysław trafił do więzienia, Kinga zaczęła mieć problemy finansowe. Aby zdobyć pieniądze, kobieta przejęła nielegalny biznes "Waldiego" i wysyłała ukraińskie papierosy do Wielkiej Brytanii. Dwa lata później stan zdrowia mężczyzny pogorszył się na tyle, że nie mógł już odbywać kary w więzieniu, dlatego został zwolniony do domu. Po tym, jak Władysław wyszedł na wolność, kłócił się z Kingą o pieniądze, ale mimo to się z nią nie rozstał.
Wszystko zmieniło się w 11. rocznicę ich związku. Para świętowała kolejny wspólny rok w kinie, a następnie wróciła do domu. Nad ranem Kinga została gwałtownie obudzona. Władysław zaciskał jej ręce na szyi, a ona nie mogła złapać oddechu. Kobiecie udało się jednak uwolnić z morderczego uścisku. Wybiegła z domu i zauważyła samochód mężczyzny, który wynajmował od pary pokój. Kinga zamknęła się w pojeździe, aby uniemożliwić "Waldiemu" kolejny atak.
Oszołomiona kobieta zadecydowała, że to koniec jej związku z Władysławem. Jeszcze tego samego dnia próbowała zabrać swoje rzeczy, ale Władysław oznajmił jej, że nie wpuści jej do domu. Kinga wezwała policję. Funkcjonariusze zatrzymali mężczyznę. Gdy "Waldi" trafił do aresztu, kobieta wyprowadziła się i zamieszkała w domu swojego starszego brata w Ściejowicach. Mężczyzna pracował w Anglii, dlatego mógł udostępnić Kindze pustą nieruchomość. Młoda kobieta chciała tam zacząć nowe życie.
Dom Kingi znajdował się na uboczu, w sporej odległości od innych zabudowań. Z tego powodu samotnie mieszkająca kobieta zdecydowała się na przygarnięcie dwóch psów. Liczyła na to, że dzięki obecności zwierząt poczuje się bezpieczniej. Nowe życie kobiety zostało jednak zaburzone, gdy Władysław po raz kolejny wyszedł z więzienia. Byli kochankowie spotkali się w styczniu 2008 roku. Wówczas wybuchła między nimi kłótnia, której przedmiotem były dwa mieszkania, które para kupiła kilka lat wcześniej. "Waldi" powiedział Kindze, że nieruchomości należą do niego, choć to jej nazwisko widniało w aktach notarialnych. Wymusił też na niej pokrycie kosztów jego leczenia. Kobieta przekazała mu na ten cel 10 tys. zł.
1 kwietnia 2008 roku byli partnerzy spotkali się po raz kolejny. Władysław pomógł wówczas Kindze w porządkach na posesji. Kobieta informowała o tym kilka osób, m.in. swojego ojca i brata.
Zostałam na parę godzin sama, więc mogę teraz spokojnie odpisać (...). Wczoraj byłam padnięta, a dziś rano przyjechał mój eks królewicz, żeby (co mu się stało) pomóc mi w porządkach na zewnątrz. Zresztą teraz pojechał na parę godzin do siebie i wróci na noc. Nie wiem w sumie, czy mam się z tego cieszyć
- brzmiała wiadomość, którą Kinga wysłała do kolegi. Jej treść przytacza Onet.
Portal Zaginieni przed laty informuje, że wieczorem tego samego dnia Kinga miała spotkać się ze znajomymi, jednak nigdy nie dotarła w umówione miejsce. Kolejnego dnia ojciec kobiety próbował się z nią skontaktować, ale bezskutecznie. Brak wiadomości od Kingi wzbudził podejrzliwość jej rodziny, która poleciła znajomemu z Krakowa sprawdzenie domu w Ściejowicach. Na miejscu okazało się, że nie ma ani Kingi, ani samochodu, ani jej dużych psów. Znajomy rodziny zauważył jednak ślad po ognisku.
Początkowo podejrzewano, że kobieta wyjechała. Rodzina doszła do takiego wniosku z uwagi na brak psów na posesji. Krótko później do Polski wrócił brat Kingi, który razem z drugą siostrą przeszukał dom. Dokonali wówczas szokującego odkrycia - z sypialni kobiety zniknęło łóżko, a na podłodze brakowało kawałka wykładziny, który ktoś wyciął. Odsłonięta posadzka została starannie umyta. Na dodatek ze ścian ktoś usunął farbę i tynk, prawdopodobnie używając szlifierki.
W resztkach po ognisku, które widział krakowski znajomy Kingi, jej rodzeństwo znalazło różaniec, kartę SIM, a także torebkę i dwie miski psów. Okazało się też, że z domu zniknęły akty notarialne kupna mieszkań, które Kinga kupiła z Władysławem. Rodzeństwo zawiadomiło policję, która rozpoczęła poszukiwania młodej kobiety. W sprawę zaangażowano wiele osób, które razem z mundurowymi przeszukiwały okoliczne lasy. Zaangażowano również specjalną grupę z Gdańska, która zajęła się przeczesywaniem dna Wisły, niedaleko której mieszkała kobieta. Nie natrafiono jednak na żadne ślady.
Śledczy przesłuchali rodzinę i znajomych kobiety, w tym Władysława. Mężczyzna utrzymywał, że nie widział się z byłą partnerką od pół roku, co nie było prawdą. Z czasem postanowił zmienić zeznania. Wówczas stwierdził, że ostatni raz spotkał się z Kingą 20 marca, co również było kłamstwem. Wynika to z zeznań kilku osób, którym kobieta mówiła o odwiedzinach "Waldiego" 1 kwietnia, dzień przed tym, jak urwał się z nią kontakt. Śledczy zwrócili również uwagę, że 2 kwietnia, a więc w dniu zaginięcia Kingi, telefon mężczyzny był wyłączony. Taki zabieg uniemożliwił funkcjonariuszom namierzenie lokalizacji "Waldiego". Na dodatek, jak podaje portal Niewyjaśnione zaginięcia, krótko po zniknięciu kobiety, jej były partner udał się do jednego z ich wspólnych mieszkań, aby wypowiedzieć umowę lokatorom. Niedługo później zamieszkał tam członek rodziny Władysława.
Dwa lata po zaginięciu Kingi udało się odnaleźć jej samochód. Porzucony pojazd stał na parkingu w pobliżu supermarketu. Był pokryty liśćmi, opony nie miały powietrza, drzwi były otwarte, a w środku leżały śmieci i ulotki. Zamknięty był tylko bagażnik, jednak jego wnętrze nie skrywało niczego niezwykłego. Samochód został przetransportowany i poddany szczegółowym badaniom. Odkryto w nim jedynie grudki ziemi, jednak ta wskazówka nie pomogła rozwiązać sprawy.
Po latach o zaginięciu Kingi Wrześniewskiej opowiedzieli funkcjonariusze krakowskiego Archiwum X.
W tej sprawie należy wziąć pod uwagę niestety, że były partner Kingi miał jakiś związek z tym zniknięciem
- powiedział Mariusz Nowak.
Mundurowy zwrócił uwagę, że "Waldi" wyłączył telefon w dniu zaginięcia Kingi, czego nie zrobił podczas popełniania poprzedniej zbrodni. Był to istotny dowód w jego sprawie i to m.in. dzięki temu został skazany. Nowak stwierdził też, że usunięcie wykładziny, łóżka i farby ze ścian z pewnością miało na celu usunięcie wszelkich śladów. Ocenił, że to w tym miejscu kobieta została zamordowana.
Nie można mówić tu o zaginięciu, bo nie mam żadnych wątpliwości, że mamy tutaj do czynienia z kolejnym przypadkiem ciemnej liczby zabójstw popełnianych w Polsce
- mówił Bogdan Michalec z Krakowskiego Archiwum X w filmie Polskiego Archiwum X na platformie YouTube.
Funkcjonariusze przedstawili teorię dotyczącą tego, co mogło się wydarzyć. Motywem zbrodni miały być pieniądze, a konkretnie akty notarialne kupna dwóch nieruchomości. Według policjantów z jednostki specjalnej kobieta została zamordowana przez znajomą osobę, ponieważ w domu nie było śladów włamania ani walki. Psie miski znalezione w ognisku przed domem mogą świadczyć o tym, że ktoś otruł czworonogi, aby nie zaalarmowały mieszkańców. Śledczy podejrzewali, że zwłoki kobiety i jej psów zostały wyrzucone do Wisły, jednak nie ma na to dowodów. Z czasem pojawiła się teoria o zakopaniu ciał we wcześniej przygotowanej mogile, na co mogą wskazywać grudki ziemi znalezione w porzuconym samochodzie Kingi. Tego domniemania nie można jednak dziś zweryfikować.
Nigdy nie postawiono zarzutów Władysławowi, ponieważ na jego winę nie było na to wystarczających dowodów. Przed sądem nie stanęła też żadna inna osoba. Przedstawiona oś wydarzeń jest tylko spekulacją śledczych. Kingę Wrześniewską do dzisiaj uważa się za osobę zaginioną. Żaden z prokuratorów nie wszczął śledztwa w sprawie jej zabójstwa.
Bliscy zaginionej i służby apelują, aby każdy, kto może mieć jakąkolwiek wiedzę na temat miejsca pobytu lub dalszych losów Kingi, skontaktował się z krakowską komendą pod numerem telefonu 12 615 55 10 lub mailowo, pisząc na adres dyzurnykwp@malopolska.policja.gov.pl.
Potrzebujesz pomocy?
Doświadczasz przemocy domowej? Szukasz pomocy? Możesz zgłosić się na przykład do Ogólnopolskiego Pogotowia dla Ofiar Przemocy w Rodzinie "Niebieska Linia". Bezpłatna infolinia czynna jest całodobowo pod numerem telefonu 800 12 00 02. Więcej informacji znajdziesz na tej stronie. Jeśli występuje zagrożenie życia - dzwoń na numer alarmowy 112.