Arabscy turyści latem, jak donosiły media, uratowali turystyczny sezon pod Giewontem. Nie przeszkadzały im wysokie ceny noclegów, atrakcji i jedzenia. Górale byli zachwyceni. Sprzedawcy zachwalali szczególnie arabskich szejków. - Kupił krówki za 2,5 tysiąca złotych. Poprosił o zapakowanie cukierków do oddzielnych torebek i każdej z żon wręczył jedną - wspominał jeden z nich w rozmowie z Interią. Ale koniec sezonu letniego nie oznacza końca wizyt turystów z Bliskiego Wschodu. Wciąż wydają krocie, choć tym razem już nie na słodycze.
Po "arabskim lecie" w Zakopanem nadszedł czas na "arabską jesień". Choć liczba polskich turystów na Podhalu nieco spadła, ci z Bliskiego Wschodu, w tym ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich czy Arabii Saudyjskiej, wciąż chętnie odwiedzają Krupówki. Jak podaje "Gazeta Wyborcza", liczba Arabów w stosunku do sezonu letniego zmalała zaledwie o 20-30 procent. Możliwe, że przyczyną utrzymującego się zainteresowania są biura podróży z Bliskiego Wschodu, które postanowiły kontynuować ofertę. - Jesień to dla nich atrakcja turystyczna. Przez całe lato polskie dzieci w czasie deszczu się nudziły, natomiast dzieci z Bliskiego Wschodu szalały po Krupówkach. Dla nich jest nowością, że liście z drzew spadają. A podhalańskie kolory muszą być tym bardziej unikatowe dla nich - przyznał Karol Wagner z Tatrzańskiej Izby Gospodarczej w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".
Zachwyceni jesienią arabscy turyści, podobnie jak latem, chętnie robią zakupy w lokalnych sklepach i na stoiskach z pamiątkami. Szczególnym zainteresowaniem darzą towary wykonane ręcznie lub opatrzone dopiskiem "handmade", choć omijają tandetę. Przed wizytą na Krupówkach nie powstrzymuje ich nawet padający deszcz. A sprzedawcy nie kryją zachwytu. - Wbrew pozorom zwracają uwagę na ceny, jak coś jest dla nich za drogie, to się targują - podkreśla pan Andrzej, sprzedawca z Krupówek, w rozmowie z Interią.
Arabscy turyści szturmują stoiska, a handlarze to doceniają i podkreślają, że bardzo różnią się od tych z Polski. - Nie narzeka! Ani na padający deszcz, ani na wysokie ceny! - zachwyca się góral Janusz. Jedna ze sprzedawczyń z zakopiańskiego straganu przyznaje, że jesienią ich uwagę przykuwają już nie słodkości, lecz góralskie kapcie, czyli zakopianki. Podobnie jak królujące latem krówki, bambosze potrafią znikać całymi kartonami. - Biorą po kilka par, ostatnio zapłacili za nie 800 złotych - przyznała.