Sprawa śmierci Małgorzaty jest "jak z powieści". Prokuratura przyjęła niedorzeczne wyjaśnienie

- Niezwykle intrygująca i tajemnicza sprawa. Rzadko się takie spotyka. Powiedziałbym, że jest wręcz jak z powieści - mówił o śmierci Małgorzaty Śnieguły adwokat rodziny Olewników mecenas Ireneusz Wilk. W tej historii jest wiele znaków zapytania, ale wyjaśnienie zagadki, które przyjęła prokuratura, wydaje się wręcz absurdalne. Czy Gosia rzeczywiście mogła popełnić samobójstwo, bo miała bolesne miesiączki i "pesymistycznie zapatrywała się na możliwość wyleczenia kontuzji ścięgna Achillesa"? Policjanci z łódzkiego Archiwum X w to nie wierzą.
Małgorzata Śnieguła
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl // Facebook / Państwo w Państwie

Małgorzata Śnieguła była niezwykle ambitna. Pochodziła z niewielkiej wsi Święte Nowaki, ale mierzyła wysoko. Skończyła studia, uczyła się języków obcych, w końcu została naczelnikiem działu w PKP Cargo w Warszawie. Była też wykładowcą na Uniwersytecie Łódzkim. 

Zobacz wideo Czy można oszukać wariograf? Biegły sądowy rozwiewa wątpliwości [Oskarżam. Kryminalny cykl Gazeta.pl]

Małgorzata kupiła niewielkie mieszkanie na trzecim piętrze bloku przy ulicy Mireckiego 9 w Skierniewicach. Wzięła na nie kredyt. Przez dwa lata spotykała się z Sylwestrem W. Para pobrała się 22 września 2007 roku i po ślubie ze sobą zamieszkała. Trzy miesiące później doszło do tragedii.

Więcej podobnych artykułów przeczytasz na stronie głównej Gazeta.pl

Gdy Sylwester wrócił do domu, drzwi były zamknięte na klucz. "Kochanie, co się dzieje?"

Grudniowy weekend Małgosia spędziła sama. Jej mąż wyjechał na działkę, żeby budować dom, w którym mieli zamieszkać. Miał nocować u swoich rodziców w Żyrardowie. W sobotę Gosia zadzwoniła do siostry. Mówiła jej, że była na zakupach, że robi pranie, że będzie gotować obiad. Zwyczajna rozmowa. Umówiły się, że Gosia przyjedzie do rodziny w niedzielę.

Małgosia również w sobotę kontaktowała się z mamą, opowiadała, że dopiero wstała. Gdy mama zapytała dlaczego, powiedziała, że była potężna awantura z Sylwkiem. Miała opowiedzieć mamie wszystko w niedzielę, jak przyjedzie

- opowiedziała Joanna, siostra Małgorzaty Śnieguły, w rozmowie z portalem gazetasledcza.pl.

Sylwester W. wrócił do domu w niedzielę 9 grudnia. Chciał dostać się do mieszkania, ale drzwi były zamknięte na klucz. Wysłał do żony SMS-a. "Kochanie, co się dzieje? Nie odbierasz telefonu. Stoję pod drzwiami i nie mogę wejść do środka" - napisał. Chwilę później nacisnął dzwonek do sąsiadów z naprzeciwka.

Otworzyłam. Sylwester zapytał lekko poirytowanym tonem, czy nie widziałam jego żony i dodał, że nie może się dostać do mieszkania. Otworzył górny zamek swoim kluczem, ale w dolnym klucz tkwi od wewnątrz. Pamiętam, że był bardzo elegancko ubrany. Miał garnitur i walizkę

- powiedziała sąsiadka Małgorzaty w rozmowie z dziennikarką "Dużego Formatu

 Kobieta nie widziała Gosi, dlatego Sylwester zadzwonił do jej rodziców, żeby zapytać, czy wiedzą, co się z nią dzieje. Wybrał też numer swojego brata. Powiedział mu, że nie może dostać się do mieszkania. Rafał W. postanowił przyjechać, razem z nim przed drzwiami Małgorzaty pojawiła się jego żona, Katarzyna.

Tamtej niedzieli wkurzałam się, że dwóch facetów stoi pod drzwiami i nie umie podjąć decyzji. Bo najpierw próbowali te drzwi otworzyć, potem rozważali ślusarza, ale ja krzyknęłam, że jaki ślusarz przyjedzie do nich w niedzielę! Żeby wezwali jakąś pomoc, straż czy coś takiego

- opowiedziała. 

Zaskakujące decyzje śledczych. "Słyszeliśmy, że naoglądaliśmy się hollywoodzkich filmów"

Bliscy Małgosi postanowili wezwać policję. Funkcjonariusze próbowali otworzyć drzwi, ale bez skutku. Poprosili o pomoc strażaków, którzy postanowili, że dostaną się do mieszkania oknem. Jeden z nich wybił szybę i wszedł do środka. Dwa kroki za nim był jeden z policjantów. Wówczas na podłodze zauważyli ciało kobiety. Leżało na równo rozpostartej kołdrze.

Wchodząc do mieszkania, mundurowi zrzucili stojące na parapecie doniczki. Na podłogę wysypała się ziemia, ale poza tym mieszkanie wyglądało tak, jakby ktoś je wysprzątał. Na stole stał obiad, w lodówce - ciasto z kremem. W koszu na śmieci policjanci znaleźli przedartą receptę wystawioną przez lekarza rodzinnego. 

Na ścianie plama wymiocin, jakby starta, choć nie zauważyłem żadnej ścierki. W pokoju ani w kuchni nie stały żadne opakowania po lekach ani płynach. Pamiętam, że szukaliśmy jakichś butelek po alkoholu, ale nie było nic, co zwróciłoby naszą uwagę

- opowiedział w "Dużym Formacie" Artur Nowakowski, technik kryminalistyki.

Kiedy znaleziono Małgorzatę, leżała na brzuchu. Była w zwiniętej pozycji, a dłonie miała kurczowo zaciśnięte. Gdy funkcjonariusze obrócili jej ciało na plecy, ukazał im się straszny widok - rozcięta warga, siniaki, plamy opadowe, naderwane ucho. 

Policjanci otworzyli drzwi do mieszkania, które było zamknięte od środka. Klucz wciąż tkwił w zamku. Ze względu na to uznali, że Małgorzata popełniła samobójstwo. Biegli stwierdzili też, że "co najmniej część obrażeń" mogła powstać na skutek silnych, niekontrolowanych ruchów ciała po spożyciu cyjanku. Jeżeli Małgorzata sama zraniła się, umierając w konwulsjach, jak wyjaśnić fakt, że leżała na równo rozłożonej kołdrze?

"Rzeczpospolita" pisze, że w protokole sekcji zwłok Małgorzaty zapisano, że zmarła na "niewydolność krążeniową z przyczyn nieznanych". Co ciekawe, nie przeprowadzono analizy treści żołądkowej otrutej kobiety. Nie pobrano też próbek zza paznokci Gosi, nie zbadano włosów, które trzymała w zaciśniętych dłoniach, choć na pierwszy rzut oka różniły się one od jej własnych włosów. 

 Prosiliśmy o wykonanie pewnych czynności, składaliśmy wnioski dowodowe. Wyśmiewano nas. Słyszeliśmy, że naoglądaliśmy się za dużo hollywoodzkich filmów

- powiedział ojciec Małgorzaty Kazimierz Śnieguła w rozmowie z dziennikiem.

Zaskakujące ustalenia dotyczące wesela Małgorzaty. "To zupełnie niesamowita intryga"

Gdy śledczy zaczęli przyglądać się sprawie, na jaw zaczęły wychodzić zadziwiające fakty. Okazało się m.in., że Małgorzata i Sylwester mieli problemy z organizacją wesela. 

To zupełnie niesamowita intryga, misternie wyreżyserowana i aktorsko rozegrana. Najpierw do domu weselnego zadzwonił ktoś, przedstawiając się jako Sylwester W., i odwołał wesele. Potem zjawili się młodzi ludzie - rzekomo para narzeczeńska i świadkowie - którzy zarezerwowali dom weselny na ten właśnie termin, płacąc zaliczkę. Okazało się, że rolę panny młodej odegrała Agnieszka S., była dziewczyna Sylwestra

- powiedział jeden z informatorów "Rzeczpospolitej".

Sylwester W. i Agnieszka S. rozstali się w 2000 roku. Podczas przesłuchania zeznali zgodnie, że ich związek od dawna należy do przeszłości. Dowody wskazują jednak na to, że spotykali się nawet po ślubie Sylwestra. Agnieszka S. twierdziła, że nie znała Małgorzaty, że spotkała ją tylko raz. Wydaje się to podejrzane, ponieważ w telefonie Gosi znaleziono numer telefonu do Agnieszki S. Małgosia miała też numery pozostałych uczestników intrygi, a ci kontaktowali się ze sobą bardzo często, także w godzinach nocnych w feralny grudniowy weekend.

Z akt sprawy wiem również, że była dziewczyna Sylwka prosiła jednego ze swoich kolegów, by pokazał jej gdzie mieszka moja siostra. Ta kobieta była pod blokiem Małgosi. Być może moja siostra poznała ją, ale nie wiedziała z kim ma do czynienia? Po śmierci Gosi okazało się, że Agnieszka S. jest w ciąży, oraz że spotyka się z jakimś młodszym od siebie mężczyzną. Jest z nim w ciąży, jednak owy mężczyzna miał się okazać bezpłodnym. Prosiliśmy sąd i prokuraturę o sprawdzenie tego faktu. Podejrzewaliśmy, że być może Sylwester jest ojcem

- powiedziała siostra Małgorzaty w rozmowie z portalem gazetasledcza.pl.

Wiele wskazuje na to, że Małgorzata i Sylwester nie byli dobranym małżeństwem. Do ślubu dążyła ona. Żartowała nawet gorzko, że "Sylwek pójdzie do ołtarza chyba tylko po to, by napić się wina mszalnego". Matka Małgorzaty odradzała jej ślub z Sylwestrem, twierdziła, że nie pasują do siebie, podobnie jak ich rodziny. 

Mówiłam: Gosiu, ty masz wyższe wykształcenie, a ten chłopak nie. A poza tym my nie pasujemy do tej rodziny. Jesteśmy zwykłymi ludźmi, żyjemy ze swojej pracy i gospodarstwa rolnego. A rodzina W. jest bogata, sprzedała ziemię pod autostradę. Chwali się swymi znajomościami i wpływami 

- powiedziała Irena Śnieguła, której słowa cytuje "Rzeczpospolita". 

"Strategia Lwa". Małgorzata miała dwie polisy ubezpieczeniowe na życie

W czasie śledztwa odkryto jeszcze jedną zdumiewającą rzecz. Okazało się, że kilka dni przed śmiercią Małgorzata podpisała polisę ubezpieczeniową na życie.

Data wystawienia: 27 listopada 2007 roku. Data otrzymania: 7 grudnia. Wcześniej, jak mówią dokumenty, rozwiązała inną umowę ubezpieczenia (w której uposażoną osobą była jej matka). Oświadczyła, że została poinformowana przez agenta o konsekwencjach i kosztach związanych z odstąpieniem. Podstawowym celem ubezpieczenia 'Strategia Lwa' jest ochrona na wypadek śmierci. W jej wypadku uposażony otrzyma 100 tys. zł, a gdyby zginęła tragicznie – dwukrotność tej kwoty. 210 zł pierwszej składki wypisane jest na kwicie ręką Małgorzaty. W rubryce 'uposażony' figuruje Sylwester W., mąż. Prokuratura sprawdza niemal 30 innych towarzystw ubezpieczeniowych. Małgorzata miała jeszcze jedną umowę ubezpieczenia na życie, zawartą 9 lipca 2007 roku. Również w niej osobą upoważnioną do odbioru świadczenia był Sylwester W.

- czytamy w "Dużym Formacie".

Kilka dni po śmierci Gosi jej mąż wystąpił do towarzystwa ubezpieczeniowego z wnioskiem o wypłatę odszkodowania. Pieniędzy jednak nie otrzymał.

Sylwester W. szybko wrócił do mieszkania Małgosi. Prokuratura szukała piżamy

Po tym, jak Małgosia zmarła, Sylwester W. przestał się kontaktować z jej rodziną. Jej bliscy twierdzą, że nie interesował się jej pogrzebem, nie chciał kupić jej nowych ubrań do trumny i nie miał zamiaru ponosić kosztów związanych z postawieniem nagrobka. 

Trzy dni po śmierci Małgorzaty Sylwester W. otrzymał klucze do jej mieszkania. Wręczyła mu je prowadząca dochodzenie prokurator. 

Spotkaliśmy się na pogrzebie. Kilka dni później przejeżdżałam z mężem koło mieszkania Gosi. Zobaczyliśmy, że jakiś mężczyzna wymienia w nim okno. W mieszkaniu zastaliśmy Sylwestra i jego matkę. Zdziwiło nas, że poznikały różne rzeczy, a mieszkanie jest gruntownie wysprzątane i wyczyszczony. Spytałam, co stało się z kołdrą, na której leżała Gosia, kiedy ją znaleziono. Usłyszałam, że została już uprana

- opowiadała Irena Śnieguła.

W czasie śledztwa nie zabezpieczono też piżamy, którą Małgosia miała na sobie w chwili śmierci. Po pewnym czasie prokuratura skontaktowała się z rodzicami zmarłej, myśląc, że może oni wiedzą, gdzie jest to ubranie. Okazało się, że rodzina W. spaliła je miesiąc po śmierci Gosi.

Choć można podejrzewać, że ze śmiercią Małgorzaty mógł mieć związek jej mąż lub jego była partnerka, śledczy szukali winnego gdzie indziej. Istniało podejrzenie, że w zabójstwo może być zamieszany recydywista z Sochaczewa Tomasz M. Mężczyzna ten skontaktował się z ojcem Gosi. Zaproponował mu wymianę - wiedza za pieniądze.

Twierdził, że ma kluczowe dla sprawy informacje. To, o czym mówił przez telefon, zaskoczyło mnie. Widać było, że ma dużą wiedzę o tej sprawie. Mówił o rzeczach, o których ja nie wiedziałem. Umówiliśmy się przy czołgu w Skierniewicach, ale nie przyszedł na spotkanie

- powiedział Kazimierz Śnieguła, którego słowa cytuje portal crime.com.pl.

Niedorzeczne przyczyny rzekomego samobójstwa. "Sprawa opiera się o jeden szczegół"

Ostatecznie śledztwo w sprawie śmierci Małgorzaty zostało umorzone. W swojej decyzji prokuratura stwierdziła, że zmarła popełniła samobójstwo ze względu na… bóle menstruacyjne, brak koleżanek i  pesymistyczne zapatrywania na możliwość wyleczenia kontuzji ścięgna Achillesa. 

Nie wyjaśniono, w jaki sposób Gosia przyjęła cyjanek. Nie znaleziono opakowania po truciźnie. Nie stwierdzono, gdzie Małgorzata ją kupiła i dlaczego odebrała sobie życie w sposób, który wiązał się z bolesną agonią. Kluczowe dla śledczych okazało się to, że drzwi do jej mieszkania były zamknięte od środka.

Generalnie sprawa opiera się o jeden szczegół, który nie został wyjaśniony przez śledczych. I na nim została zbudowana cała koncepcja. Śledczy uznali, że skoro w zamku od wewnątrz mieszkania znajduje się klucz i jest przekręcony, to nikt nie mógł wejść i wyjść z mieszkania, zamykając w ten sposób drzwi. Zdaniem prokuratury nie da się zostawić tkwiącego od środka klucza w zamku Gerda i zamknąć drzwi od zewnątrz. Co nie jest prawdą. Do tego mieszkania było pięć kluczy, a policja sprawdziła jedynie dwa. Nie wykluczam, że któreś z pozostałych trzech kluczy mogły być odpowiednio spiłowane. Jeśli te klucze gdzieś jeszcze są, to może warto byłoby je sprawdzić, zbadać. To obala teorię, że nie można było wejść, czy też wyjść z mieszkania. Można było. Wystarczyło odpowiednio spreparować dwa klucze

- powiedział Janusz Bartkiewicz, były policjant, którego słowa cytuje portal crime.com.pl.

 Po latach sprawa ta trafiła do policjantów z łódzkiego Archiwum X. Wciąż szukają osoby, która zabiła Małgorzatę. Dziś jest to jednak trudne, bo wiele dowodów zostało zniszczonych. 

Niezwykle intrygująca i tajemnicza sprawa. Rzadko się takie spotyka. Powiedziałbym, że jest wręcz jak z powieści. Takie są zarówno okoliczności tej śmierci, jak i to, co dzieje się potem. Nieznani sprawcy dwukrotnie zbezcześcili grób. Kto tak nienawidził tej dziewczyny, że nawet po śmierci nie daje jej spokoju? Wiele pytań, na które nie ma odpowiedzi. Ale co gorsze, ci, którzy powinni zadać pewne pytania, wcale tego nie zrobili

- powiedział mecenas Ireneusz Wilk w rozmowie z "Rzeczpospolitą". 

Siostra zmarłej opowiedziała, że obok grobu Gosi ktoś wyrył napis: "Wisła Pan", a po drugiej stronie narysował na ziemi cztery groby - dwa duże i dwa małe. Jest przekonana, że była to wiadomość dla jej rodziny.

Więcej o: