Uwaga!

Ta strona zawiera treści przeznaczone wyłącznie dla osób dorosłych

Krwawe podróże Zbońskich. Bonnie i Clyde mogliby się od nich uczyć

Stanisław Zboński i Janina Szykowiczowa widzieli w swoich podróżach szansę na to, by kogoś okraść. Gdy tylko wsiadali do pociągu, zaczynali rozglądać się za potencjalną ofiarą. Udawali życzliwych, oferowali pomoc i w ten sposób wzbudzali zaufanie we współpasażerach. Wielu z nich w kontakcie ze Zbońskimi straciło coś więcej niż tylko pieniądze i bagaż.
Kobieta i mężczyzna z bronią palną w dłoniach (zdjęcie ilustracyjne)
Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Historia morderczej pary rozpoczęła się w 1919 roku w Wilnie. 28-letni szewc Stanisław Zboński pracował wówczas w wojskowej służbie kwatermistrzowskiej. Będąc w armii, wykorzystywał podrobione dokumenty, żeby nielegalnie pozyskiwać artykuły spożywcze oraz umundurowanie, które mógł później sprzedać za gotówkę. Po kilku miesiącach tych nieuczciwych działań władze zidentyfikowały sprawcę. Zboński dezerterował.

Zobacz wideo Fajbusiewicz o tematach, które musiał odpuścić przez pogróżki. "Sprawdzałem lusterkiem, czy mi nie podłożyli bomby"

"Gazeta Policyjna" pisze, że to właśnie wtedy zbliżył się do Janiny Szykowiczowej. Na początku para żyła z drobnych napadów i kradzieży. Ich apetyt jednak rósł. Przestępcy stwierdzili wówczas, że aby zdobyć więcej pieniędzy, muszą posunąć się dalej. Ich pierwszą ofiarą był rodzony brat Szykowiczowej. Mężczyzna wiedział o kryminalnej przeszłości siostry i jej partnera. Wielokrotnie prosił ich o to, żeby zaprzestali przestępczej działalności, ale nie posłuchali. Zbońscy martwili się, że brat Janiny wyda ich policji. "Gazeta Narodowa" pisała wówczas, że to Janina miała szczególne obawy i namawiała partnera do zabójstwa. Stanisław dał się namówić i wywiózł brata partnerki do lasu, a następnie przebił mu tętnicę szyjną, pozbawiając go życia.

Więcej podobnych artykułów przeczytasz na stronie głównej Gazeta.pl

Wykorzystali wojenny chaos, żeby wyjść z tarapatów. Gdy pojawiły się problemy, ruszyli w drogę

Podczas pobytu w Wilnie Zboński nosił mundur podchorążego i używał nazwiska Karol Krause. On i jego wspólniczka dokonywali kolejnych oszustw, fałszerstw i kradzieży. Ich działania zostały jednak ujawnione przez policję. Aresztowano ich tuż przed zajęciem Wilna przez bolszewików. Para zdołała uciec z więzienia, wykorzystując wojenny chaos. Zbońskiemu udało się podszyć pod jeńca Ilję Getmanowa. Bolszewikom wmawiał, że wraca z Niemiec do Łotwy. Udało mu się dzięki temu uzyskać dokumenty tożsamości czerwonoarmisty i wraz z partnerką kontynuować przestępstwa.

Kiedy w kwietniu 1919 roku Wilno ponownie stało się częścią Polski, Zbońscy poczuli, że tracą grunt pod nogami. Postanowili uciec z tego miasta i udać się do Warszawy. Nie mieli jednak zbyt dużych oszczędności, dlatego zaplanowali kolejne morderstwo. Postanowili zabić gospodynię, która wynajmowała im pokój i z zimną krwią ją udusili. Czekał ich jednak ogromny zawód, bo ofiara nie była zbyt majętna. Sprawcy ukryli zwłoki ofiary w piwnicy, po czym ruszyli w drogę.

W Warszawie Zboński używał fałszywego nazwiska Karasiński i pracował jako szewc. Nie trwało to jednak długo. Mężczyzna szybko zachorował na żółtaczkę i trafił do szpitala. Portal poranny.pl podaje, że to wtedy rozdzielił się ze Szykowiczową (nazywaną Zbońską). Kobieta utrzymywała się w tym czasie z drobnych kradzieży i pracy seksualnej. Poznała też pewnego mężczyznę z Poznania, z którym spędziła cały miesiąc. Okazało się, że jest on zamożny. Tą informacją szybko podzieliła się ze Zbońskim. Kiedy tylko Stanisław wyszedł ze szpitala, para zaplanowała kolejne morderstwo.

Przestępcy wymyślili, że wyjadą we trójkę do Sochaczewa. Przed nowo poznanym mężczyzną udawali, że zaplanowali odwiedziny u krewnych. Ze stacji szli przez jakiś czas przez las. W pewnej chwili Zbońska zaproponowała odpoczynek. Wówczas rozłożyła kocyk i wyciągnęła butelkę wódki. Przez chwilę cała trójka całkiem nieźle się bawiła, jednak gdy mężczyzna sięgnął po kieliszek, siedzący z boku Zboński zastrzelił go. Następnie para obrabowała zwłoki i przykryła je gałęziami. Po wszystkim zwyczajnie wrócili na stację.

Po sprzedaniu zdobyczy przenieśli się do Grodna. Brak gotówki skłonił ich jednak do podróży do Brześcia. Na stacji zauważyli potencjalną ofiarę - młodą nauczycielkę. Udając życzliwych, zaprosili ją do swojego domu na obrzeżach miasta. W parku, pod pretekstem skrótu, Zboński zaatakował kobietę młotkiem i zabrał jej rzeczy.

Wyposażeni w nowy łup przestępcy pojechali do Drohiczyna, udając bogatych reemigrantów z Ameryki. Po drodze uśmiercili furmana. W każdej podróży dopatrywali się kolejnej szansy na to, by się wzbogacić. Szukali potencjalnych ofiar, podszywając się pod życzliwych współpasażerów. W drodze do Drohiczyna wykorzystali ufność dwóch kobiet, które zaprosili do swojego domu, by później je zabić i okraść. Następnie, podając się za felczerkę i sanitariusza, zachęcili męża jednej z ofiar do podróży. Gdy przybył na miejsce, by spotkać się z żoną, Zboński bez wahania go zastrzelił i zabrał wszystko, co ten miał przy sobie.

We wrześniu 1921 roku Zbońscy udali się do Lwowa na prestiżowe Targi Wschodnie. Tam wyłapali polonusa, który przyjechał na to wydarzenie z USA. Mężczyzna ten obdarzył Zbońskich zaufanie i wyciągnął przy nich swój zasobny portfel. Zboński tylko czekał na właściwy moment, by zaatakować i zabić swoją ofiarę. Ponoć w portfelu znajdowała się fortuna - 5000 dolarów.

Koniec drogi Zbońskich. Byli wobec siebie lojalni, ale do czasu

Krwawa podróż Zbońskich trwała bardzo długo. W latach 1919-1924 dokonali ponad 50 morderstw na tle rabunkowym. Choć policja przez długi czas była bezradna, w końcu udało się im wpaść na trop Zbońskich. Warto jednak zaznaczyć, że aby tego dokonać, konieczna była współpraca sił z Brześcia, Grodna, Wilna, Białegostoku i Warszawy. Zboński został aresztowany w Baranowiczach pod zarzutem morderstwa chłopa i kradzieży konia, jego partnerka natomiast została zatrzymana w Wilnie za kradzież kieszonkową.

Proces w sprawie okrutnej pary zbrodniarzy trwał blisko dwa lata. W 1925 roku media regularnie donosiły o nowo odkrytych przestępstwach Stanisława Zbońskiego i Janiny Szykowiczowej (nigdy się nie pobrali, choć mówili, że są małżeństwem). W trakcie procesu w Wilnie Zboński oskarżał swoją partnerkę, że była mózgiem operacji i przekonywał, że był jedynie narzędziem w jej rękach. Szykowiczowa nie przyznawała się do winy, obarczając nią swojego partnera. Mimo desperackich prób oboje zostali skazani na karę śmierci. Stanisława Zbońskiego stracono przez rozstrzelanie 28 maja 1925 roku w Wilnie, a Janinę Szykowiczową powieszono na początku 1926 roku w więzieniu w Wołkowysku.

Więcej o: