Był lipiec 2013 roku, a wakacyjna pogoda sprzyjała letnim wyjściom w plener. Feralnego dnia wolny czas spędzał tak m.in. student prawa Paweł T. Młody mężczyzna spotkał się z kolegą, z którym zatrzymał się na ul.Półwiejskiej. Siedzieli na ławce, gdy minęło ich dwóch innych mężczyzn. Jednym z nich był Bartosz J., który - według zeznań Pawła T. - "puścił bąka" i wypowiedział niemiłe słowa.
Smacznego, żryjcie gówno. Pedały
- miał powiedzieć Bartosz, którego rzekomą wypowiedź przytacza "Gazeta Wyborcza".
To nie spodobało się Pawłowi T., który ruszył za mężczyznami i żądał przeprosin. Chwilę później rozgorzała wulgarna i pełna emocji wymiana zdań. Z zeznań Pawła wynika, że jeden z mężczyzn chciał zaatakować go butelką, więc on też rozbił swoją o ziemię i chcąc się bronić, zamachnął się w kierunku Bartosza, a następnie uciekł.
Więcej podobnych artykułów przeczytasz na stronie głównej Gazeta.pl
Kolega Bartka złożył całkiem inne zeznania. Według niego to właśnie Paweł T. rozpoczął całą sprzeczkę, zaczepiając przechodzących obok ławki chłopaków. Później wywiązała się między nimi pyskówka, w czasie której to oskarżony miał rozbić butelkę, aby zadać cios Bartoszowi. Co na to wymiar sprawiedliwości?
Po zeznaniach świadków i opinii patologa student prawa został oskarżony o zabójstwo z zamiarem bezpośrednim. Sprawą zajmował się prokurator Artur Karczmarczyk. Podczas mowy końcowej wspominał, że szklana butelka to bardzo niebezpieczne narzędzie, o czym młody mężczyzna z pewnością wiedział.
Oskarżony musiał to wiedzieć. Fakt, że był studentem prawa, obciąża go dodatkowo, bo zdawał sobie sprawę z prawnych konsekwencji swojego zachowania. (...) Zaczął przejawiać agresję z zupełnie błahego powodu. Oskarżony jest wysoce zdemoralizowany, ma skłonność do nadużywania alkoholu, zaburzenia osobowości, ponadprzeciętną agresję
- mówił Karczmarczyk na sali rozpraw. Dodał również, że "uwolnienie gazów jelitowych" nie jest żadnym usprawiedliwieniem, ponieważ czynność ta dość często jest mimowolna. Paweł T. na sali rozpraw stwierdził, że nie chciał zabić Bartosza J., a całe zdarzenie było wypadkiem.
Ta śmierć była tragicznym skutkiem sprzeczki. Też miałem plany na życie. Nie miałem zamiaru zabić
- mówił oskarżony, którego słowa cytuje "Gazeta Wyborcza".
Małgorzata Heller-Kaczmarska, adwokatka reprezentująca rodzinę zabitego, przekonywała, że nie ma czym usprawiedliwiać zachowania studenta trzeciego roku prawa. Chłopak miał mieć spokojne dzieciństwo, a fakt, że został dwukrotnie skazany za prowadzenie samochodu pod wpływem alkoholu, nie świadczył o nim dobrze. Według prawniczki Paweł T. mógł sądzić, że jest bezkarny i chciał się "zgrabnie wybronić". Obrońca oskarżonego próbował coś ugrać, lecz jego starania spełzły na niczym.
W czerwcu 2014 roku sąd okręgowy skazał Pawła T. na karę dożywocia, lecz pół roku później wszystko się zmieniło. Po apelacji wyrok został zmniejszony do 25 lat pozbawienia wolności.
Nie można przyjąć, że oskarżony Paweł T. działał w zamiarze bezpośredniego pozbawienia życia Bartosza J. (...) W tej sytuacji kara dożywotniego pozbawienia wolności byłaby nieadekwatna do popełnionego czyn
- wyjaśniał sędzia Mariusz Tomaszewski, którego słowa cytuje Wirtualna Polska. Sąd ocenił, że są szanse na skuteczną resocjalizację skazanego. Od wyroku przysługiwało prawo do kasacji, ale matka zamordowanego nie skorzystała z tej możliwości.
Nie będę walczyć o kasację wyroku, bo nie mam po prostu siły
- mówiła po ogłoszeniu wyroku. Jej słowa cytuje Głos Wielkopolski.
Warto wspomnieć, że śmierć Bartka wstrząsnęła mieszkańcami Poznania. Kilka dni po jego śmierci ulicą Półwiejską przeszli uczestnicy "Marszu przeciwko przemocy i agresji". W wydarzeniu tym wzięło udział około 500 osób.
- Mam nadzieję, że marsz coś zmieni. Chcemy zwrócić uwagę na bezmyślne zachowania, zwłaszcza po alkoholu. I jeśli chociaż jedna osoba się zastanowi nad sobą po tym marszu i nie zrobi czegoś głupiego, to to już będzie nasze zwycięstwo i będziemy szczęśliwi - mówił Krzysztof Wysocki, jeden z organizatorów marszu, w rozmowie z portalem codziennypoznan.pl.