Syn spotkał ją w nocy, gdy paliła papierosa. Nigdy więcej nie widział Mieczysławy

Zaginięcie Mieczysławy Pawlicy do dziś budzi wiele pytań. Schorowana kobieta w ciągu jednej nocy dosłownie rozpłynęła się w powietrzu. Choć znaleziono ogromną ilość krwi, ciała nigdy nie odnaleziono. Podejrzewano rodzinę, brano pod uwagę samobójstwo. Do poszukiwań wykorzystano nawet drony. Nikt jednak nie wie, co stało się z Mieczysławą i czy w ogóle jeszcze żyje.
Mieczysława Pawlica
Fot. Świętokrzyska Policja/ sandomierz.policja.gov.pl

Mieczysława Pawlica mieszkała we wsi Romanówka z mężem Andrzejem, synem Jackiem oraz jego żoną i wnukami. Choć dom był pełny, między członkami rodziny nie było zgrzytów, wszyscy dobrze się dogadywali. Rodzina hodowała krowy i kury i z tego się utrzymywała. Mieczysława cierpiała jednak na wiele chorób i była po kilku operacjach. Na co dzień poruszała się o kulach. Czasem nawet wstanie z łóżka sprawiało jej ogromny problem. Rodzina musiała jej pomagać. Mimo problemów zdrowotnych była kochającą żoną, matką i babcią, która dbała na co dzień o swoich bliskich.

Zobacz wideo Dr Marcin Gołaszewski obala mity dotyczące wariografu i przytacza historię zwłok, znalezionych dzięki poligrafowi. [Oskarżam. Kryminalny cykl Gazeta.pl]

17 sierpnia 2015 roku był ostatnim dniem, w którym ją widziano. Wszystko było jak zwykle. Kobieta zajmowała się codziennymi obowiązkami - zrobiła zakupy, wieczorem przygotowała kolację dla rodziny.  Około godziny 21 Mieczysława położyła się do łóżka. Portal zaginieniprzedlaty.com pisze, że jeszcze około godziny 23 Jacek widział, jak mama pali papierosa na balkonie. Nie był to osobliwy widok. Mieczysława uwielbiała papierosy i często je paliła. Nawet słaby stan zdrowia nie powstrzymał jej przed korzystaniem z ulubionej używki. Jacek nie przejął się więc zbytnio widokiem matki na balkonie. Był ostatnią osobą, która ją widziała. 

Portal detektywonline.pl donosi, że 18 sierpnia 2015 roku około godziny 7 Andrzej poszedł do pokoju żony. Mieczysławy tam jednak nie było. Co więcej, łóżko było pościelone, zupełnie tak jakby nikt w nim nie spał. Początkowo mężczyzna pomyślał, że partnerka poszła po prostu nakarmić zwierzęta. Okazało się jednak, że zrobił to już syn, którego Andrzej spotkał na dworze. Po krótkiej rozmowie na temat Mieczysławy obaj zdali sobie sprawę, że w domu zostały jej kule. Co więcej, w pokoju kobiety były także jej okulary, dokumenty i leki. Nie było więc możliwości, aby kobieta gdziekolwiek wyjechała, czy nawet poszła na chwilę. Dla Jacka i Andrzeja stało się jasne, że pora zgłosić zaginięcie. 

Krew, noże i koszula przy studni. Co się stało w dniu zaginięcia Mieczysławy?

Nie tylko pozostawione przedmioty kobiety wprawiły jej bliskich w przerażenie. Onet informuje, że na pościeli Mieczysławy zauważyli ogromną plamę krwi. Bez chwili zwłoki zawiadomili policję. Śledczy ustalili, że krew była nie tylko na pościeli. Znaleziono ją także na nożach, które leżały w altanie oraz na koszuli, która znajdowała się obok od dawna nieużywanej studni. Oszacowano, że krwi było aż 1,5 litra.

Rodzina myślała, że Mieczysławie stało się coś bardzo złego. Zakrwawiona koszula sprawiła, że byli właściwie pewni, że ciało kobiety będzie w studni. Choć od dawna jej nie używano, a górna część była zabezpieczona, to jednak tego dnia zrozpaczona rodzina spostrzegła, że ktoś oderwał dwie deski. Kiedy policja sprawdziła dno, okazało się jednak, że były tam tylko śmieci. 

Podczas śledztwa zabezpieczono również żyletkę ze śladami krwi oraz ręcznik. Rzeczy znajdowały się w pokoju zaginionej. Choć krwi było bardzo dużo, lekarz stwierdził, że nawet schorowana kobieta nie powinna stracić przytomności w wyniku jej straty, a tym bardziej umrzeć. Funkcjonariusze potwierdzili także, że tej nocy do domu nikt się nie włamał. 

Z ustaleń i z rozmów z domownikami wiemy, że dom był zamykany na noc. Tak też było tej nocy, kiedy zgłoszono zaginięcie kobiety. Nie ujawniliśmy śladów świadczących o włamaniu

- powiedział w rozmowie z mediami nadkom. Kamil Tokarski, rzecznik prasowy Komendanta Wojewódzkiego Policji w Kielcach. Łącznie przeszukano teren o powierzchni 800 hektarów. W poszukiwaniach uczestniczyły nawet drony, które w 2015 roku nie były jeszcze powszechne. Nigdzie nie było śladu po Mieczysławie. 

Podejrzewano rodzinę. Domowników przebadano wariografem

Mieczysława przepadła jak kamień w wodę. Funkcjonariusze mieli coraz mniej możliwości do sprawdzenia. Podejrzewano nawet bliskich kobiety. Wielokrotnie badano ich wariografem. Za każdym razem ich wersje zdarzeń były ze sobą zgodne. Jednak dokładnych wyników badań nigdy nie ujawniono. 

Z zebranego materiału wynikało, że wszystko wydarzyło się w domu, w czterech ścianach. Przy każdej sprawie musimy brać pod uwagę różne scenariusze, także taki, że doszło np. do nieporozumienia rodzinnego. Badając tę sprawę, chcieliśmy mieć jak największą wiedzę o tym, co wydarzyło się przed zaginięciem. Przy tego typu sprawach trzeba brać pod uwagę nawet te najbardziej absurdalne warianty. To badanie wariografem, jako badanie pomocnicze, wykluczyło udział rodziny w zdarzeniu

- skomentował nadkom. Kamil Tokarski.

Śledczy wysnuli również hipotezę, że być może Mieczysława popełniła samobójstwo, nigdy jednak nie znaleziono jej ciała. Jeżeli kobieta wyszła z domu, nie mogła odejść daleko, bo na co dzień poruszała się o kulach, które w dniu zaginięcia zostawiła w swoim pokoju. Podejrzewano również morderstwo, jednak nie znaleziono żadnych dowodów na to, by ktoś odebrał Mieczysławie życie. Kobieta nie miała też żadnych wrogów, o których wiedziałaby rodzina. Sprawa do dzisiaj pozostaje nierozwiązana.

Potrzebujesz pomocy?

Jeśli przeżywasz trudności i myślisz o odebraniu sobie życia lub chcesz pomóc osobie zagrożonej samobójstwem, pamiętaj, że możesz skorzystać z bezpłatnych numerów pomocowych:

  • Centrum Wsparcia dla osób dorosłych w kryzysie psychicznym: 800-70-2222
  • Telefon zaufania dla Dzieci i Młodzieży: 116 111
  • Telefon wsparcia emocjonalnego dla dorosłych: 116 123

Pod tym linkiem znajdziesz więcej informacji, jak pomóc sobie lub innym, oraz kontakty do organizacji pomagających osobom w kryzysie i ich bliskim.

Jeśli w związku z myślami samobójczymi lub próbą samobójczą występuje zagrożenie życia, w celu natychmiastowej interwencji kryzysowej, zadzwoń na policję pod numer 112 lub udaj się na oddział pogotowia do miejscowego szpitala psychiatrycznego.

Więcej o: