Myła podłogę w kuchni, gdy zobaczyła dziwną plamę. Skuła posadzkę, ale "twarze" i tak wróciły

Wszystko zaczęło się od zwykłej plamy na podłodze domu Marii Gomez. To, co początkowo wydawało się przypadkowym zabrudzeniem, szybko przekształciło się w coś, co fascynowało nie tylko zwykłych ludzi, ale też media, pseudonaukowców i badaczy. "Twarze z Belmez" okrzyknięto "najbardziej znaczącym parapsychologicznym wydarzeniem stulecia". Do dziś nie wiadomo, w jaki sposób powstały.
Jedna z twarzy w domu Marii Gomez
Fot. Wikimedia Commons / Cesar Tort (licencja CC BY-SA 3.0)

Maria Gomez była gospodynią domową. Mieszkała w skromnym budynku. 23 sierpnia 1971 roku sprzątała po obiedzie, gdy nagle zauważyła coś niezwykłego. Na kuchennej podłodze ukazała się plama, która przypominała ludzką twarz. Początkowo kobieta uznała to za przypadkowe zabrudzenie, ale plamy nie dało się usunąć. Po pewnym czasie kobieta zdecydowała się na radykalne środki. Poleciła rodzinie wykucie posadzki, a następnie zalanie dziury betonem. Jej plan się nie powiódł - niedługo po remoncie na nowej posadzce znów pojawiła się dziwna twarz, a po niej kolejne.

Zobacz wideo Polskie Blair Witch Project, czyli przerażający las w Witkowicach

Dziwne zjawisko zaczęło przyciągać uwagę mieszkańców, a informacje o tajemniczych twarzach na podłodze Marii szybko rozchodziły się po okolicy. Do domu rodziny Gomez przychodzili sąsiedzi, którzy chcieli zobaczyć kształtne plamy. Ludzie dostrzegali w nich różne postaci - część odwiedzających twierdziła, że na podłodze widzi twarz Jezusa, inni uważali, że twarz przedstawia diabła. Z czasem tajemniczych plam pojawiało się coraz więcej, zarówno na kuchennej podłodze, jak i w korytarzu domu rodziny Gomez. Po pewnym czasie pojawiały się one także w nowej kuchni Marii, wybudowanej obok domu.

Maria zarobiła na "twarzach" niezłą sumkę. Wszystko dzięki napiwkom

Niecodzienne zjawisko zaczęła opisywać prasa. Kolejne artykuły na temat domu rodziny Gomez sprawiły, że do drzwi Marii pukało coraz więcej osób, w tym także spoza miasteczka. Ludzie zaczęli się dzielić na tych, którzy wierzyli, że "twarze z Belmez" to zjawisko paranormalne i na tych, którzy twierdzili, że cała sprawa to oszustwo, na którym rodzina Gomez chciała się wzbogacić. Początkowo Maria nie pobierała opłaty za wizytę w jej domu, ale odwiedzający sami zaczęli dawać jej pieniądze. Z czasem kobieta zaczęła dostawać coraz większe kwoty. 

Przychodziła z małą torbą monet, aby wymienić je na banknoty tysiącdolarowe. Musiała zarabiać z napiwków pięć lub sześć tysięcy peset dziennie

- mówił sklepikarz z miasteczka, którego słowa cytuje portal ABC. Gazeta "Diario de Sevilla" szacuje, że rodzina Gomez mogła zarobić nawet pół miliona peset. 

 

Maria i jej bliscy zaczęli fotografować niezwykłe twarze, a następnie wywoływać zdjęcia i je sprzedawać. Tajemnicze plamy były sensacją, dlatego chętnych do zakupu "pamiątek" nie brakowało. Medialny rozgłos sprawił, że z czasem sprawą zainteresowali się także badacze parapsychologii, którzy pojawili się w Belmez, aby przyjrzeć się niezwykłym twarzom.

Wyciągnęli mikrofon i usłyszeli, że "to brama do piekła". Zaczęli kopać

Do miasteczka przyjechali parapsychologowie German de Argumos i Hans Bender, którzy chcieli się przyjrzeć zagadkowym plamom. Aby wyniki ich badań były wiarygodne, rodzina Gomezów została poproszona o opuszczenie domu, a posadzkę z twarzami zakryto plastikową folią. Ten zabieg miał pokazać, czy po odizolowaniu rodziny i zabezpieczeniu podłogi plamy nadal będą się pojawiać. Podejrzewano, że Maria i jej krewni mogli sami tworzyć na posadzce obrazy, aby wzbudzić sensację. Okazało się jednak, że podczas ich nieobecności na posadzce domu wciąż pojawiały się kolejne podobizny. 

To najbardziej znaczące parapsychologiczne wydarzenie stulecia

- mówił o "twarzach z Belmez" Hans Bender, którego słowa przypomina portal ABC.

Badacze przywieźli ze sobą specjalistyczny sprzęt do rejestracji dźwięku. Początkowo nagrali jedynie trzaski i szumy, jednak z czasem zarejestrowali także inne, zdecydowanie bardziej niepokojące dźwięki, które przypominały zawodzenie i jęki. To jednak nie wszystko. Badacze nagrali coś, co zmroziło im krew w żyłach. Na jednym z nagrań usłyszeli słowa: "To brama do piekła" i "German, kop na podwórzu". 

Ta dziwna wiadomość sprawiła, że zaczęto kopać pod "cudowną" kuchnią. Dzięki temu dokonano zaskakującego odkrycia. Okazało się, że dom został zbudowany na dawnym cmentarzu. Pod budynkiem znaleziono szczątki wielu osób, które zostały wydobyte, a następnie należycie pochowane. 

Badaniom poddano także próbki betonu, na którym pojawiały się twarze. Wyniki były zaskakujące. W próbkach znaleziono m.in. ołów, chrom, cynk, a także barwnik. Te substancje wskazywały na użycie farby, co podważało autentyczność zjawisk. Niektórzy wskazywali jednak, że mogły one wchodzić w skład betonu, którego użyto do wylania posadzki. 

W jaki sposób powstały "twarze z Belmez"? Teorii jest kilka

Czy "twarze z Belmez" powstawały samoczynnie, czy zostały stworzone ludzką ręką? Istnieje kilka teorii na ten temat. Pierwsza z nich zakłada, że "cud" został spreparowany przez jakiegoś człowieka. Interia pisze, że w powstanie twarzy mógł być zamieszany fotograf, który za pomocą azotanu srebra malował obrazy na podłodze. Ta substancja jest początkowo niewidoczna i dopiero po wpływem światła utlenia się, tworząc obraz. Scenariusz ten tłumaczyłby fakt, że twarze z czasem stawały się coraz bardziej wyraźne. Stwierdzono jednak, że ten związek chemiczny nie mogłyby wywołać tak długotrwałych skutków. 

Niektórzy podejrzewali, że sama Maria wykonała liczne malunki twarzy na podłodze swojego domu, aby zyskać rozgłos. Kobieta została poddana badaniom, które miały wykazać, czy kłamała, mówiąc, że nie stworzyła obrazów. Wykazały one, że Maria mówiła prawdę. 

Kolejna teoria zakładała, że Maria malowała twarze siłą swojego umysłu. Teoria parapsychologów zakładała, że kobieta robiła to nieświadomie i była jedynie pośrednikiem w przekazywaniu treści od siły wyższej. Za tym tłumaczeniem miały przemawiać niezwykłe zdolności Marii, które rzekomo wykazywała już od wczesnych lat życia. Twarze na posadzce jej domu miały przypominać krewnych kobiety, którzy zostali zamordowani podczas wojny domowej w Hiszpanii w latach 30. 

Następny scenariusz tłumaczący niespotykane zjawisko brał pod uwagę tendencję ludzi do odnajdywania znajomych kształtów w przypadkowych szczegółach. Zjawisko to nazywamy pareidolią. Jeżeli ta teoria jest prawdziwa, oznaczałoby to, że "twarze z Belmez" to zbiór zacieków powstałych w sposób naturalny, w których ludzie dopatrzyli się ludzkich głów. 

 

Ostatnia hipoteza zakłada, że "twarze z Belmez" to zjawisko paranormalne. Podejrzewano, że po śmierci Marii Gomez plamy na podłodze jej domu znikną razem z nią. Tak się jednak nie stało. Maria zmarła w 2004 roku, ale dziwne plamy na posadzce wciąż się pojawiały. Na miejscu ponownie pojawili się badacze, którzy stwierdzili, że portrety mają inny styl niż te, które widziano podczas pierwszej fali "objawień". Interia podaje, że kobieta powiedziała przed śmiercią:

Możecie zamknąć mnie w trumnie, zabrać z domu, ale moje twarze pozostaną

W 2014 roku ponownie zbadano próbki z Belmez. Wykazano wówczas, że twarze nie zostały namalowane farbą. Doktor nauk chemicznych Jose Javier Gracenea stwierdził:

Zgodnie z wiedzą i technikami stosowanymi w dochodzeniu, nie pojawiły się tu żadne manipulacje ani elementy zewnętrzne

Sprawa "twarzy z Belmez" do dziś pozostaje tajemnicą. Nie udało się jednoznacznie określić, co stało za pojawieniem się portretów w domu Marii. 

Więcej o: