Restrykcyjne prawo aborcyjne w Polsce budzi wiele kontrowersji. Dyskusja dotycząca możliwości przerwania ciąży ciągnie się od wielu lat. Alicja Tysiąc była pierwszą osobą, która postanowiła opowiedzieć głośno swoją historię. Przez to wyznanie znalazła się na językach aktywistów pro-life i duchownych Kościoła katolickiego. Trudności spotkały również jej dzieci, zwłaszcza Julię, której miało nie być.
W 2000 roku Alicja Tysiąc miała już dwójkę dzieci. Mieszkała z rodziną w 29-metrowym mieszkaniu, którego stan pozostawiał wiele do życzenia. Brak centralnego ogrzewania czy grzyb na ścianach to tylko niektóre z wielu bolączek, z którymi musiała się borykać. Oprócz złej sytuacji mieszkaniowej w życiu kobiety był jeszcze jeden problem - ogromna i postępująca wada wzroku. Mowa o retinopatii, czyli zwyrodnieniu siatkówki, przez które Alicja miała minus 20 dioptrii w każdym oku. Na dodatek kobieta dowiedziała się, że zaszła w kolejną ciążę, która mogła pogorszyć jej stan zdrowia. Dwa poprzednie porody odbywały się przez cesarskie cięcie z powodu komplikacji.
Konsultacje z kilkoma okulistami nie pozostawiły złudzeń. Alicja Tysiąc usłyszała, że jeśli donosi ciążę i urodzi, to najpewniej doprowadzi to do całkowitej utraty wzroku. Mimo to lekarze nie zgodzili się na wystawienie zaświadczenia, które umożliwiłoby kobiecie poddanie się legalnej aborcji.
Kilku okulistów bało się wystawić zaświadczenie o wskazaniach do aborcji, choć w bezpośrednich rozmowach potwierdzili, że poród jest dla mnie poważnym zagrożeniem
- mówiła Alicja Tysiąc w wywiadzie dla "Wysokich Obcasów".
Z ciążą wiązała się jeszcze jedna niepokojąca wizja. Podczas jednego z badań internistka stwierdziła, że trzecie cesarskie cięcie może doprowadzić do pęknięcia macicy Alicji. Lekarka zgodziła się na wystawienie dokumentu, który potwierdzał, że życie i zdrowie pacjentki są zagrożone, co było przesłanką do legalnego przerwania ciąży.
Ja się bałam, bo miałam już dwójkę dzieci. A być niewidomą i wychowywać dzieci? Co innego, gdy jest się osobą niewidomą od początku, to człowiek uczy się z tym żyć
- wyznała Alicja Tysiąc, której słowa przywołuje portal Dziennik.pl.
Alicja Tysiąc udała się do warszawskiego szpitala na konsultację, aby umówić się na zabieg. Na miejscu okazało się jednak, że lekarz Romuald Dębski nie zgadza się na aborcję. Zaświadczenie od internistki zostało przez niego zniszczone, a pacjentka zmuszona do porodu.
Wanda Nowicka, obecna wicemarszałek Sejmu, zadzwoniła do mnie i poprosiła, żebym przyjął panią Tysiąc, która ma skierowanie na usunięcie ciąży. Miopia, czyli krótkowzroczność, duża wada wzroku i stan po dwóch cięciach cesarskich - to nie kwalifikowało jej do przerwania ciąży
- mówił Romuald Dębski, ówczesny kierownik Kliniki Położnictwa i Ginekologii Szpitala Bielańskiego w Warszawie, w rozmowie z "Wprost".
Dr Dębski odbył ze mną pospieszną rozmowę, która zaczęła się na korytarzu. Dopiero kiedy zobaczył moje zdenerwowanie i płacz, zaprosił do gabinetu. Rozmowa jednak była krótka. Powiedział: 'Alu, możesz mieć jeszcze ośmioro dzieci'
- wspominała Alicja Tysiąc w wywiadzie dla "Wysokich Obcasów".
Kobieta nie planowała trzeciego dziecka, bo wiedziała, że kolejna ciąża może pogorszyć jej stan zdrowia. Przy retinopatii niemożliwa była jednak antykoncepcja hormonalna. Rozwiązaniem miało być podwiązanie jajowodów, jednak w Polsce nie ma możliwości wykonania takiego zabiegu. Kobieta mogła korzystać jedynie z prezerwatyw, które niestety zawiodły.
Po tym, jak doktor Dębski odmówił przerwania ciąży, Alicja zaczęła szukać nielegalnych miejsc, w których mogłaby się poddać aborcji. Okazało się jednak, że cena zabiegu przekracza możliwości finansowe Tysiąc.
W 2000 roku za zabieg w podziemiu musiałabym zapłacić 5 tys. złotych. Wtedy to była dla mnie ogromna kwota, która była nierealna do zebrania
- mówiła Alicja Tysiąc w wywiadzie dla Gazety.pl.
W 2001 roku na świat przyszła Julia, trzecie dziecko Alicji. Przewidywania okulistów okazały się prawdziwe - przez poród wada wzroku pogłębiła się o kolejne sześć dioptrii, przez co Tysiąc nie widziała już prawie nic. Lekarze zalecili Alicji, aby nie schylała się i nie dźwigała, bo mogłoby to negatywnie wpłynąć na jej wzrok. Polecili również naukę rozkładu mieszkania na pamięć.
Gdy urodziłam, to w ogóle nic nie widziałam. Po porodzie miałam wylewy, wzrok się pogorszył. Pojechałam wtedy do warszawskiego szpitala na Czerniakowskiej, tego samego, gdzie odmówiono mi aborcji. Okulista zaczął na mnie krzyczeć: 'Kto w ogóle zezwolił na tę ciążę?'
- opowiadała Alicja Tysiąc, cytowana przez portal "Dziennik.pl".
Wirtualna Polska pisze, że przez pogarszający się wzrok Alicji państwo przyznało jej I grupę inwalidzką. Kobieta dostała też rentę w wysokości zaledwie 400 zł. Razem z innym zasiłkiem mogła liczyć miesięcznie na 600 zł. Nie była w stanie podjąć pracy zarobkowej. Tysiąc postanowiła zgłosić sprawę do prokuratury z powodu odmówienia prawa do legalnej aborcji. Sąd rejonowy odrzucił jednak jej zażalenie. Całą sytuację przeanalizowała także Naczelna Izba Lekarska, która stwierdziła, że doktor Dębski nie popełnił żadnego błędu, odmawiając przerwania ciąży. Biegli powołani przez prokuraturę uznali z kolei, że ciąża i poród nie miały wpływu na pogorszenie się wzroku Alicji Tysiąc, dlatego sprawa została szybko umorzona.
Mimo to Alicja Tysiąc postanowiła walczyć o swoje prawa. Wystąpiła przeciwko Polsce w Europejskim Trybunale Praw Człowieka w Strasburgu. W skardze, którą złożyła, zarzuciła swojej ojczyźnie naruszenie artykułów Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, które mówią o prawie do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego, zakazie tortur, prawie do skutecznego środka odwoławczego i zakazie dyskryminacji.
Kobieta bała się procesu. "Polityka" pisze, że Alicja zapamiętała stojący przed nią kubek z wodą. Przez całą rozprawę zastanawiała się, czy może się z niego napić. Ostatecznie po niego nie sięgnęła, ponieważ bała się, że sąd uzna, że jej problem ze wzrokiem nie jest aż tak poważny.
Sprawa została zakończona na korzyść Alicji. W 2007 roku trybunał w Strasburgu orzekł, że Polska naruszyła zapisy Europejskiej Konwencji Praw Człowieka w kwestii prawa do poszanowania życia prywatnego i przyznał kobiecie 25 tys. euro odszkodowania oraz zwrot kosztów sądowych. Okazało się jednak, że piekło Alicji Tysiąc i jej rodziny się nie skończyło.
Odszkodowanie przyznane Alicji Tysiąc wywołało ogromne poruszenie wśród duchownych Kościoła katolickiego i kilkudziesięciu organizacji religijnych. Na łamach katolickich gazet i portali internetowych zaczęły pojawiać się artykuły, w których pisano, że Alicja dostała pieniądze za to, że "chciała zabić własne dziecko". Szykany ze strony księży i aktywistów pro-life uderzały nie tylko w samą Alicję, ale również w jej dzieci, zwłaszcza w Julię. Jeden z duchownych odmówił ochrzczenia dziewczynki i nawet interwencja kurii nie pomogła w dopełnieniu sakramentu.
Kiedy starsze dzieci Alicji miały przystąpić do komunii świętej, ksiądz wezwał kobietę na spotkanie. Duchowny powiedział, że nie udzieli dzieciom sakramentu, chyba że Alicja w telewizji publicznie oznajmi, że jest niedoszłą dzieciobójczynią i że się tego wstydzi. Tysiąc się na to nie zgodziła, ale na tym się nie skończyło.
Na Jasnej Górze wygłoszono homilię do kilkudziesięciu tysięcy zgromadzonych, podczas której prymas Józef Glemp powiedział, że jedyną konsekwencją urodzenia się Julii było dla Alicji kupno droższych okularów. Na łamach "Gościa Niedzielnego" ukazywały się artykuły, w których nazywano Alicję Tysiąc "niedoszłą morderczynią". Porównywano ją również do hitlerowskich zbrodniarzy odpowiedzialnych za zagładę Żydów w czasie II wojny światowej. Kobieta postanowiła pozwać redaktora naczelnego gazety za zniesławienie. W 2011 roku Sąd Okręgowy w Katowicach wydał wyrok na korzyść Alicji Tysiąc i nakazał katolickiej gazecie wypłatę odszkodowania oraz publikację przeprosin.
Odszkodowanie, które przyznano Alicji Tysiąc, katoliccy publicyści nazywali "judaszowymi srebrnikami". Kobieta wykorzystała te pieniądze m.in. na leczenie. Część z nich przeznaczyła z kolei na urządzenie mieszkania, które otrzymała od miasta. Rachunki za leki czy media bardzo szybko pochłonęły resztę odszkodowania.
Miesięczna kuracja, czyli lekarstwa, zastrzyki i ozonoterapia, to koszt około 10 tys. zł. Na NFZ nie mogę liczyć. Terminy są strasznie odległe, moje lekarstwa i zastrzyki nie są refundowane. Jedyne, co państwo częściowo refunduje, to szkła do okularów. Tyle że wyrobienie okularów przy mojej wadzie -27 dioptrii to koszt około 3,5-4 tys. zł. NFZ refunduje w sumie za jedno i drugie szkło 140 zł
- opowiadała kobieta w wywiadzie dla "Wysokich Obcasów".
Po trzeciej ciąży Alicja Tysiąc utrzymywała się głównie dzięki datkom ludzi dobrej woli oraz pomocy fundacji, które ją wspierały. Renta i zasiłek od państwa nie wystarczały na zaspokojenie podstawowych potrzeb wielodzietnej rodziny. Tysiąc starała się zarobić na życie - działała w zakładach pracy chronionej dla osób z niepełnosprawnościami, a z czasem została radną Warszawy. Została też aktywistką i pomagała kobietom w trudnych sytuacjach związanych z ciążą.
Nie potrafię wyrazić, jak jestem wdzięczna tym wszystkim dziewczynom, które były przy mnie na różnych etapach życia. I bardzo się cieszę, że działają dziś organizacje, które pomagają kobietom w niechcianej ciąży. Dzięki nim żadna kobieta nie zostanie bez pomocy, każda dostanie wsparcie finansowe, emocjonalne i logistyczne. Mam tu na myśli przede wszystkim Aborcyjny Dream Team i Aborcję bez Granic
- mówiła Alicja podczas wywiadu dla "Wysokich Obcasów".
Medialny rozgłos związany ze sprawą Alicji Tysiąc odbił się na jej najmłodszej córce. Julia była szykanowana w szkole nie tylko przez rówieśników, ale także przez katechetów. Podczas omawiania tematu aborcji nauczyciele religii przytaczali historię Julii i jej mamy. Krytyczne i nierzadko skandaliczne komentarze na temat Alicji Tysiąc pojawiały się także w internecie.
Nie chciałabym być jej córką. Kiedy patrzyłabym na jej oczy schowane za grubymi soczewkami, czułabym się winna, że żyję
- czytamy wśród komentarzy internautów, które przytacza "Polityka".
Julia starała się nie zwracać uwagi na to, co mówią ludzie. Matka stała się dla niej przyjaciółką, na którą zawsze mogła liczyć.
Nigdy też nie czułam się odrzucona, mniej kochana czy gorsza od rodzeństwa. Z tego co pamiętam, byłam dość rozpieszczonym dzieckiem. Zawsze miałam wsparcie
- wspominała Julia w wywiadzie dla portalu Ofeminin.pl.
Alicja Tysiąc do końca życia angażowała się społecznie. Zmarła 15 grudnia 2021 roku w warszawskim szpitalu z powodu COVID-19.