Pani w podeszłym wieku zakupiła w aptece lek przepisany przez lekarza na receptę. Lek na silny ból. Pani ledwo chodzi i to tylko z balkonikiem. W piątek była u lekarza, aptekę odwiedziła następnego dnia, w sobotę. Wróciła do domu z apteki i wkrótce otrzymała telefon. Rzekomo było coś nie tak z tą
Od pewnego czasu apteki nie chcą dzielić opakowań leków sprzedawanych bez recepty tylko wpychają całe opakowania, chociaz często w takich ilościach nie jest nam lek potrzebny. Jest to zgodne z jakimś rozporzadzeniem. Zgadzam sie, ze moze opakowania nie powinno się rozrywać ale dlaczego nie ma
O to mi chodzi. Dla apteki to zawsze strata. Więc jeśli apteka dzwoni, to jest to coś poważnego.
A czemu nie do apteki? Bo jeśli to np specjalista, nie pierwszego kontaktu, to moze byc problem z dodzwoniem sie. Ja bym zadzwoniła do apteki z pytaniem o co chodzi. Moze lek właściwy a np po terminie, albo partia wycofana, slowem wina po stronie apteki.
Zadzwoniłabym przede wszystkim do lekarza z pytaniem czy apteka wydała odpowiedni lek, zgodny z wystawioną receptą. A potem jeśli nie to do apteki żeby ktoś po ten lek przyszedł do domu i jednocześnie przyniósł właściwy.
Apteka powiedziała o co chodzi- o błąd w recepcie.
Apteka przecież nigdy nie przyjmie leku z powrotem od nikogo. Wystarczy, że zapłaciłaś, lek wzięłaś do ręki i jest on już niezwracalny. Jeśli zatem aptekarska dzwoni, to prawdopodobnie wydano niewłaściwy lek. Starsza pani, pomimo trudności z poruszaniem się powinna wrócić z lekiem do apteki.
Tak, ale zasuwanie do apteki bo coś tam z recepta to nie.
U mnie było tak ze mialam receptę na robiony lek z zawartością jakiejś substancji ściśle reglamentowanej. I lekarz na recepcie wskazał ją w wrawidlowych proporcjach tylko niezgodnie z rozporządzeniem oznaczył. Zadzwoniłam do przychodni, połączono mnie z lekarzem i przekazałam jakiego dopisku życzy
Nic niech apteka dzwoni do przychodni/lekarza i sobie wyjaśnia błędy przez nich popełnione. -- Sygnaturka się zgubiła....