Tajemnicze zniknięcie braci. Mariusz i Andrzej bawili się przed domem, przepadli bez wieści

43 lata temu nieopodal granicy polsko-czeskiej, w Stroniu Śląskim doszło do jednego z najbardziej tajemniczych zaginięć w czasach PRL-u. W niewyjaśnionych okolicznościach zniknęło dwóch braci - zaledwie 7-letni Mariusz i 9-letni Andrzej. Co się z nimi stało? Do dziś niewiadomo.

Spokojna, kochająca się, niezbyt zamożna rodzina ze Stronia Śląskiego pewnego dnia musiała zmierzyć się z jednym z największych możliwych wyzwań. W tajemniczych okolicznościach zniknęli zaledwie kilkuletni bracia. Mimo upływu wielu lat i nowych metod śledczych, sprawa w dalszym ciągu nie została wyjaśniona.

Zobacz wideo Śląscy kryminalni rozwiązali sprawę zaginięcia 42-letniej Moniki

Policja w czasie czynności operacyjnych / Zdjęcie ilustracyjneDom wyglądał tak, jakby wyszli tylko na chwilę. Minęło 19 lat, a po rodzinie Bogdańskich nie ma nawet śladu

Mariusz i Andrzej Palasik. Zniknięcie sprzed domu

Do zdarzenia doszło 29 kwietnia 1979 roku w Stroniu Śląskim, w Kotlinie Kłodzkiej. Właśnie wtedy 5-letnia siostra chłopców widziała 7-letniego Mariusza Palasika i jego o dwa lata starszego brata Andrzeja po raz ostatni. W niedzielny wieczór cała trójka bawiła się na znajdującym się przed ich domem placu zabaw.

Ich mama, pani Czesława zawołała do domu najmłodszą Dorotkę. Chłopcy jeszcze zostal na podwórku. Po wielu latach dziewczynka pamiętała jedynie tyle, że nie chciała iść do domu, skoro jej bracia w dalszym ciągu mogli się bawić. Mama nie ustępowała i powiedziała, że dziewczynka ma wrócić, a chłopcy mogą się jeszcze trochę pobawić na huśtawkach. Po 20-30 minutach pani Czesława zawołała również synów, ale ich już wtedy nie było.

Na początku rodzice wypytywali sąsiadów, czy nie widzieli ich synów. Nikt nie miał żadnej wiedzy na ich temat. Jedyną, która podała jakiekolwiek informacje była niepełnosprawna intelektualnie starsza kobieta, która opowiedziała rodzicom, że podjechał "jakiś samochód", do którego chłopcy wsiedli. Z uwagi na jej dolegliwości nikt nie brał jej słów na poważnie.

Rodzina pani Czesławy po latach wspominała, że gdy mama chłopców udała się na milicję w celu zgłoszenia zaginięcia, w odpowiedzi usłyszała, że z pewnością sprzedała chłopców, a zgłoszenia dokonuje "z przyzwoitości". Tego typu plotki spowodowane były faktem, że rodzina miała szóstkę dzieci i niespecjalnie się jej przelewało. Scenariusz, zgodnie z którym 7-latek i 9-latek zostali sprzedani był dla ludzi najłatwiejszy do obrania.

Jane, Grant i Arnna Beaumont na zdjęciu z 1965 roku podczas wakacji.Trójka dzieci wyszła na plażę. Minęło 50 lat i nadal nie wiadomo, co się stało

Hipotezy i nieustające nadzieje

Przez wiele lat najbardziej prawdopodobna hipoteza zakładała, że zaledwie kilkuletni chłopcy postanowili uciec z domu. Ponadto pojawił się świadek, który zeznał, że Mariuszek i Andrzejek mogli mieć coś wspólnego z pożarem huty szkła - rzekomo widziano ich uciekających z miejsca zdarzenia w brudnych ubraniach i zapałkami w ręku. Następnie mieli bać się wrócić do domu, aby nie dostać kary. Milicja uznała to wyjaśnienie za prawdopodobne i nie wracała już do sprawy. Od tamtych zdarzeń minęło ponad 40 lat, a bracia wciąż się nie znaleźli.

Bliscy Mariusza i Andrzeja nie ustają w wysiłkach, aby ich odnaleźć. Wierzą, że bracia żyją, ale gdzieś się ukrywają. Znajomi rodziny wyznali, że z żalu i tęsknotą za dziećmi ich matka bardzo szybko osiwiała, a po kilku latach zmarła. Jak wspomina Dorota Palasik w rozmowie z Tomaszem Ławnickim w podcaście "Morderstwo (nie)doskonałe", do ostatnich chwil matka wierzyła, że jej synowie żyją. Ojciec rodzeństwa zmarł z kolei w 2007 roku. Podobnie jak matka wierzył, że Mariusz i Andrzej kiedyś wrócą do domu. Rodzina nigdy nie wnioskowała o uznanie chłopców za zmarłych. Do dziś nie ma żadnych śladów, które mogłyby wskazać choćby częściowe informacje na temat przebiegu wydarzeń.

Na stronie zaginieni.pl Mariusz i Andrzej Palasikowie dalej figurują jako osoby zaginione. Wszyscy posiadający informacje w tej sprawie proszeni są o kontakt z policją lub Fundacją ITAKA.  

Więcej o: