Szukasz więcej podobnych artykułów? Zajrzyj na stronę główną Gazeta.pl
5 maja 1980 roku znaleziono ciało 7-letniej Anne Bachmeier. Tego dnia dziewczynka pokłóciła się z matką i nie poszła do szkoły. Anne nie była jedynym dzieckiem Marianne. Dwoje pierwszych dzieci, które kobieta urodziła w bardzo młodym wieku, oddała do adopcji. Po narodzinach Anne Marianne poddała się sterylizacji. Dziewczynkę wychowywała sama.
Nie wiadomo, w jaki sposób Anne spotkała Klausa Grabowskiego. Wiadomo natomiast, że 35-letni pracownik ubojni zwabił ją do swojego domu i tam przetrzymywał przez kilka godzin. W końcu udusił jej własnymi rajstopami, a ciało ukrył w kartonowym pudle i wyrzucił do pobliskiego kanału. Grabowski był już oskarżony o molestowanie nieletnich i skazany za gwałt. Miał być również poddany kastracji chemicznej.
Mężczyzna został aresztowany jeszcze tego samego dnia, gdy jego narzeczona powiadomiła policję. Przyznał się do morderstwa, ze szczegółami opowiedział też, jak zabił i co zrobił z ciałem. Zaprzeczał jednak, że doszło do napaści seksualnej czy gwałtu. Zamiast tego przedstawił swoją wersję wydarzeń z tego dnia.
Jego zdaniem, dziewczynka sama próbowała go uwieść. Miała go też szantażować i grozić, że wszystko powie swojej matce, jeśli Grabowski nie da jej pieniędzy. Obrońcy w czasie rozprawy twierdzili, że działał pod wpływem wahań hormonów wywołanych kastracją chemiczną i odwróceniem tego procesu. Marianne była wstrząśnięta. Sama została dwukrotnie zgwałcona. Gdy miała 9 lat, zgwałcił ją sąsiad. Jej rodzice nie zgłosili sprawy na policję. Drugi raz została zgwałcona już jako dorosła. Sprawca otrzymał wyrok w zawieszeniu, bo sąd uznał, że Marianne sama go sprowokowała.
To prawdopodobnie dlatego 6 maja 1981 roku, trzeciego dnia procesu w sprawie morderstwa Anne, Marianne Bachmeier postanowiła samodzielnie wymierzyć sprawiedliwość. Niemal równo rok po odnalezieniu ciała córki, kobieta na sali sądowej wyciągnęła z torebki pistolet Beretta M1934 kaliber 22 mm i osiem razy wystrzeliła w kierunku Klausa Grabowskiego. Siedem strzałów okazało się celnych. Mężczyzna zginął na miejscu. Obecni na sali sądowej w Lubece sędziowie, prawnicy i świadkowie byli wstrząśnięci.
Według świadków Marianne po wszystkim powiedziała: "Chciałam go zabić". Dodała też: "Zabił moją córkę… Chciałam strzelić mu w twarz, ale strzeliłam w plecy… Mam nadzieję, że nie żyje". Obecni na sali sądowej policjanci twierdzili, że kobieta po oddaniu strzałów nazwała Klausa "świnią".
Opinia publiczna była podzielona. Choć żywo dyskutowano o motywach Marianne, większość Niemców uważała, że kobieta dobrze zrobiła, usprawiedliwiając jej zemstę rozpaczą po stracie dziecka. Ogłoszono nawet zbiórkę pieniędzy na obrońcę dla Bachmeier. Zebrano ponad 100 tysięcy marek. O sprawie rozpisywały się media na całym świecie. By opłacić adwokatów, kobieta sprzedała też swoją historię do niemieckiego brukowca.
Po latach znajomy Marianne w filmie dokumentalnym poświęconym tej sprawie wyznał, że był świadkiem, jak kobieta kilka dni przed zabójstwem Klausa Grabowskiego ćwiczyła strzelanie w piwnicy. Sama Marianne stwierdziła po latach, że nie mogła już słuchać kolejnych kłamstw Klausa Grabowskiego.
2 listopada 1982 roku Marianne stanęła przed sądem oskarżona o morderstwo. Podczas rozprawy twierdziła, że działała w półśnie i że tego dnia widziała na sali sądowej ducha swojej córki. Prokuratura zdecydowała się zmienić zarzuty. W marcu 1983 roku, po wielu tygodniach obrad i negocjacji, sąd wydał wyjątkowo łagodny wyrok. Marianne Bachmeier została skazana na 6 lat pozbawienia wolności za zabójstwo i nielegalne posiadanie broni. Więzienie opuściła już po 3 latach.
Wyszła za mąż i wyjechała do Nigerii. W 1990 roku już po rozwodzie, kobieta przeprowadziła się na Sycylię. Zmarła 17 września 1996 roku w szpitalu w Lubece, po ciężkiej walce z rakiem trzustki. Została pochowana w tym samym grobie, w którym spoczywała jej córka.