11 błędów, które doprowadziły do tragedii. "Gdy bilans ofiar doszedł do 30, wyłączyliśmy odbiornik"

15 kwietnia 1989 roku okazał się jednym z najczarniejszych w historii światowego futbolu. Tego dnia w ramach półfinału Pucharu Anglii Nottingham Forest zmierzył się z Liverpoolem. Spotkanie potrwało zaledwie sześć minut, ponieważ na trybunach zaczął się dramat. Tragedia na Hillsborough pochłonęła życie 96 kibiców. Prawie 800 osób zostało rannych.
Transparent z nazwiskami zmarłych rozwinięty w 20. rocznicę katastrofy
Fot. Linksfuss (licencja CC BY-SA 3.0)

Mecz był rozgrywany na neutralnym stadionie w Sheffield. Starcie z Nottingham Forest, jednego z najsilniejszych zespołów tamtych lat, z Liverpoolem, czyli potęgą lat 80., budziło ogromną ekscytację. Na to spotkanie sprzedano wszystkie bilety, których było łącznie 54 tys. Zainteresowanie było jednak znacznie większe, czego organizatorom nie udało się przewidzieć. To, że wejściówek było za mało, było widoczne głównie po stronie fanów Liverpoolu, którzy otrzymali 24 tys. miejsc przy 29 tys. dla fanów Nottingham. Na dodatek sympatycy ekipy z miasta Beatelsów mieli wejść na trybuny przez bramki ulokowane przy mniejszej z trybun - Leppings Lane. To głównie te dwa błędy doprowadziły do dramatu znanego dziś jako "Tragedia na Hillsborough".

Zobacz wideo Robert Karaś na dopingu. Wrzosek ujawnia: Parę rzeczy mi się nie zgadzało

Tragedia na Hillsborough. Już przed wejściem na stadion zanosiło się na katastrofę

Gdy kibice Liverpoolu zaczęli gromadzić się pod obiektem, od razu można było przewidzieć, że sytuacja wymknie się spod kontroli. Dość powiedzieć, że mecz był rozgrywany na stadionie, który wcześniej był objęty przez angielską federację zakazem możliwości organizowania meczów piłkarskich przez sześć lat. Było to pokłosiem incydentu z 1981 roku, kiedy to 38 kibiców zostało rannych podczas spotkania Tottenhamu z Wolverhampton. Stało się to przez niewłaściwy przydział trybun. Przez okres, w którym obiekt był objęty zakazem, mimo modernizacji nie zrobiono nic, aby zwiększyć bezpieczeństwo kibiców. To musiało skończyć się kolejnym incydentem, ale zapewne nikt nie przewidział, że dojdzie do aż tak wielkiej tragedii. 

Więcej podobnych treści znajdziesz też na Gazeta.pl

W 1989 roku po raz kolejny powtórzono błąd z nieodpowiednim przydziałem miejsc. Ponad 10 tys. kibiców, którzy mieli zająć pozycję na trybunie z miejscami stojącymi, wchodziło na stadion przez zaledwie siedem otwartych z 25 możliwych do otwarcia bramek. Początek spotkania zaplanowano na 15. Godzinę przed pierwszym gwizdkiem na obiekt weszło trochę ponad 2 tys. fanów Liverpoolu. W ciągu następnych kilkunastu minut tłum przed bramkami zaczął gęstnieć. O 14.30 na trybuny weszło zaledwie 4383 kibiców, a na bramki napierała kilkakrotnie większa grupa. Równomierny napływ fanów utrudniły też korki, wielu kibiców pojawiło się przed kasami dopiero wtedy, gdy mecz się rozpoczął. Na dodatek każdy z sektorów na tej samej trybunie był przedzielony ogrodzeniem. Prośby spikera o rozproszenie na niewiele się zdały, a fani wypełnili po brzegi oba sektory za bramkami, co doprowadziło do ich przepełnienia. 

Kilkanaście minut przed planowanym rozpoczęciem spotkania zdecydowano się na otwarcie prowadzącej na stadion bramy C. Wejścia na oba sektory nie zostały zamknięte, a na przepełnione miejsca próbowali się przedostać kolejni nieświadomi zagrożenia kibice. Nie zdawali sobie jeszcze wtedy sprawy, że znaleźli się w śmiertelnej pułapce, z której nie było ucieczki.

Pod wpływem napierającej masy ludzi runęła jedna z barier odgradzających trybunę od boiska. Niektórym udało się wydostać z pułapki, przejść przez ogrodzenie i uciec na murawę. Większość ofiar została jednak zaduszona lub zadeptana. Mecz został zatrzymany po sześciu minutach pierwszej połowy.

Kazali nam zejść z boiska. Do szatni wbiegł jeden z naszych kibiców. Znaliśmy go. Był roztrzęsiony i zapłakany. Mówił, że przy nim zginęło 10 osób. Zadeptano ich. Wciąż mnie to prześladuje. Wszystko wydarzyło się tuż za moją bramką

- opowiadał w wywiadzie dla BBC były bramkarz Liverpoolu Bruce Grobbelaar.

Od razu stało się jasne, że mecz nie zostanie wznowiony. Piłkarze opuścili stadion i wracali z Sheffield do Liverpoolu.

W autokarze nikt nie odezwał się ani słowem. Włączyliśmy radio. Co kilkanaście minut bilans ofiar się zmieniał. Kiedy doszedł do 30, wyłączyliśmy odbiornik. Nie mogliśmy tego słuchać

- mówił Grobbelaar.

 

Pierwsza karetka pojawiła się na stadionie o 15.14, ale dla wielu kibiców było już za późno. Do godziny 16.00 zwłoki ofiar ułożono w miejscu, które wcześniej służyło jako baza funkcjonariuszy policji. Od tamtego dnia Liverpool już nigdy nie rozegrał żadnego spotkania 15 kwietnia.

Zatrważający bilans tragedii na Hillsborough. Zginął 10-letni kuzyn Stevena Gerrarda

Napierający tłum zadeptał i zadusił 96 osób. 766 kibiców zostało rannych. Większość miała połamane żebra i inne urazy w obrębie klatki piersiowej. Wszyscy byli fanami Liverpoolu. Za przyczynę śmierci 94 ofiar uznano asfiksję, czyli stan niedoboru tlenowego w organizmie. John Alfred Anderson (lat 62) zmarł dwie minuty po przerwaniu meczu na skutek pęknięcia aorty brzusznej. Najmłodszą ofiarą był zaledwie 10-letni Jon-Paul Gilhooley, kuzyn wieloletniego kapitana "The Reds" Stevena Gerrarda, Najstarszą - Gerard Bertnard Patrick Baron, który miał 67 lat. 38 ofiar miało mniej niż 19 lat, a 40 było w wieku od 20 do 29 lat.

96-stą ofiarą tragedii był Tony Bland, który zmarł cztery lata po zdarzeniach na Hillsborough, w wyniku których doznał poważnego uszkodzenia mózgu. Przez ten czas przy życiu podtrzymywała go aparatura, którą lekarze odłączyli 3 marca 1993 roku na prośbę rodziny. Jego stan się nie poprawiał, a leczący go medycy stwierdzili, że nie ma uzasadnionych podstaw, aby wierzyć, że kiedykolwiek wyjdzie ze stanu wegetatywnego. Było mało prawdopodobne, by przeżył dłużej niż pięć lat. Ostatnią ofiarą tamtych wydarzeń jest Andrew Devine. W dniu meczu miał 22 lata, a w wyniku tragedii na stadionie w Sheffield doznał zmiażdżenia mózgu i w stanie wegetatywnym przeżył kolejne 32 lata. Zmarł w lipcu 2021 roku.

Śledztwo, przyczyny tragedii i wskazanie winnych

Efektem tragedii na Hillsborough oraz Heysel (wydarzenia z 29 maja 1985, na stadionie Heysel w Brukseli, kiedy to przed finałowym meczem Pucharu Europy pomiędzy Juventusem a Liverpoolem doszło do starć między angielskimi i włoskimi kibicami, w wyniku których śmierć poniosło 39 osób) był Raport Taylora, ministra sprawiedliwości Zjednoczonego Królestwa. Przedstawiono w nim pomysły rozwiązań koniecznych do poprawy bezpieczeństwa na angielskich stadionach. Dokument ten nakazywał m.in. wprowadzenie numerowanych krzesełek w każdym sektorze, a także zakazywał udostępniania miejsc stojących. Kluby zdemontowały również metalowe ogrodzenia, dzięki czemu stadiony stały się bezpieczniejszymi i bardziej przyjaznymi dla kibiców miejscami. Do miejsc stojących powrócono dopiero ponad 30 lat po tych wydarzeniach, a dokładnie w 2022 roku, kiedy to angielska federacja umożliwiła wyznaczenie stref stojących na stadionach. Stało się to możliwie dzięki zmaksymalizowaniu zasad bezpieczeństwa na obiektach, które są dziś na zdecydowanie wyższym poziomie niż pod koniec ubiegłego wieku. 

Tragedia od początku wywołała wielkie poruszenie na świecie. Natychmiast rozpoczęła się jednak fala kłamstw ze strony policjantów brytyjskich polityków, którzy próbowali zrzucić winę na kibiców. Według najwyżej postawionych funkcjonariuszy to fani mieli wyważyć bramę przy trybunie Leppings Lane, wielu miało przybyć bez biletów i być pod wpływem alkoholu. Ofiary zostały bezpodstawnie obarczone winą. Przez lata rodziny zmarłych i poszkodowanych walczyły o sprawiedliwość, ale nikt nie został pociągnięty do odpowiedzialności ani za niewłaściwą organizację meczu, ani za kampanię kłamstw. W 1991 roku sąd uznał tragedię za "przypadkową śmierć", a winą obarczył niewłaściwie zachowujących się fanów. 

W kwietniu 2014 roku rozpoczął się drugi proces. Ponad dwuletnie dochodzenie sądowe było najdłuższym w historii brytyjskiego sądownictwa. Sąd w Warrington jednogłośnie stwierdził, że kibice nie są odpowiedzialni za wydarzenia. Wskazano przy tym na "poważne" zaniedbania po stronie policji, służb ratunkowych, projektantów stadionu i zarządzających obiektem władz Sheffield Wednesday. Ławnicy uznali sytuację za nieumyślne spowodowanie śmierci 96 kibiców. W styczniu 2019 roku rozpoczął się kolejny proces w tej sprawie. W listopadzie tego samego roku David Duckenfield, dowódca odpowiadający za biezpieczeństwo w trakcie meczu Nottingham z Liverpoolem (który swoje stanowisko w policji hrabstwa South Yorkshire dostał zaledwie kilkanaście dni przed spotkaniem i nie miał żadnego doświadczenia w kierowaniu pracą grupy zapezpieczającej imprezy masowe) został uznany za niewinnego spowodowania śmierci 95 osób (z postępowania wyłączono ofiarę, która zmarła cztery lata po tragedii).

W toku prowadzonych od 1989 roku analiz ustalono, że do tragedii i śmierci ofiar doprowadziły następujące błędy:

  1. stadion nie posiadał certyfikatu bezpieczeństwa, a jego konstrukcja była wadliwa
  2. na trybunie Leppings Lane znajdowało się zbyt wiele osób
  3. nie dostosowano liczby bramek do przewidywanej liczby kibiców
  4. decyzja o otwarciu bramy C była błędna, jeśli jednocześnie nie zamknięto tunelu prowadzącego do przepełnionych sektorów i nie kierowano ludzi tam, gdzie mogli swobodnie zająć miejsca, bez narażenia innych na niebezpieczeństwo
  5. nie cofnięto ludzi z tunelu, aby nie napierali na przepełnione sektory 3 i 4
  6. start meczu powinien zostać opóźniony, aby kibice mogli swobodnie znaleźć się na trybunach
  7. komunikacja pomiędzy policjantami a ich dowódcą nie przebiegała prawidłowo
  8. komunikacja pomiędzy policjantami, pracującymi w różnych częściach stadionu, również nie przebiegała prawidłowo
  9. wchodzenie do sektorów tak dużej grupy ludzi podczas trwającego meczu w ogóle nie powinno mieć miejsca, gdyż krzyki innych kibiców nie pozwoliły policji prawidłowo rozeznać się w sytuacji
  10. lekarze i pielęgniarki zostali wezwani przez system głośnomówiący dopiero po 30 minutach od wydarzenia, a pierwszej pomocy rannym udzielały w dużej mierze osoby przypadkowe, które akurat znalazły się w pobliżu, nie zaś wykwalifikowany personel medyczny
  11. tragedii można było uniknąć poprzez odpowiednie rozmieszczenie ludzi w poszczególnych częściach stadionu

Ku pamięci ofiar powstało kilka pomników. 15 kwietnia 1999 roku, w dziesiątą rocznice tragedii, odsłonięto pomnik ku czci ofiar na stadionie w Sheffield. W ratuszu w Liverpoolu znajduje się zegar wykonany przez Johna Cliftona, upamiętniający wypadek. Jego wskazówki zatrzymały się na godzinie 15.06. Co roku na wiosnę piłkarze FC Liverpool grają w koszulkach z numerem 96, symbolizującym ofiary tragedii.

Więcej o: