Na zdjęciach, które znajdują się w artykule, sfotografowane zostało święto dzieci (Shichi-Go-San) obchodzone w Japonii 15 listopada. Tego dnia rodzice udają się do świątyń ze swoimi dziećmi, które zazwyczaj ubrane są w czerwone kimona (dziewczynki) lub hakamy (chłopcy) i modlą się o zdrowie i dobre życie dla swoich pociech. W świątyni Kanda Myojin w Tokio odbyła się też inna ceremonia - dla właścicieli robotycznych psów Aibo marki Sony. Na niej "rodzice" robo-psów modlili się o zdrowie tych urządzeń. Na poniższym zdjęciu widać robota Aibo o imieniu Cham podczas ceremonii, na którą przyszła kobieta wraz z córką.
Warto zaznaczyć, że święto Shichi-Go-San zostało ustanowione 15 listopada na skutek decyzji kontrowersyjnego przywódcy Tsunayoshi Tokugawy, który był wielkim miłośnikiem psów i znany jest głównie z uchwalenia surowych kar za znęcanie się nad zwierzętami, a zwłaszcza psami (za zabicie psa groziła nawet śmierć). Pewnego dnia podczas Shichi-Go-San Tsunayoshi miał modlić się nie tylko za zdrowie swoich dzieci (miał same córki, które nie mogły odziedziczyć po nim władzy), ale i za swoje psy. Niestety, dekrety zakazujące znęcania się nad zwierzętami zostały zniesione od razu po śmierci tego władcy.
Aibo to skrót od nazwy Artificial Intelligence RoBOt, ale odnosi się też do japońskiego słowa aibō, które oznacza kumpla, wspólnika czy partnera. Autonomiczny robot przypominający psa został stworzony przez firmę Sony i pojawił się na rynku po raz pierwszy w 1999 roku. Do tego czasu projekt był cały czas ulepszany i obecnie ma on bardzo zaawansowaną formę - Aibo nie tylko fizycznie wygląda jak pies (może nie żywy, tylko komiksowy), ale też potrafi się uczyć komend.
Aibo posiada wiele sensorów, które sprawiają, że robo-pies potrafi reagować na bodźce dotykowe (np. gdy są głaskane po głowie, plecach i podbródku, gdzie umieszczone są ultraczułe sensory), słuchowe (dzięki wbudowanym mikrofonom stereo) i wzrokowe (dzięki umieszczonej w głowie kamerze). Czujniki na podczerwień potrafią oszacować odległość i dopasować chód lub bieg robota.
W zależności od modelu, Aibo reaguje na komendy głosowe i wykonuje polecenia, jak na przykład szuka konkretnych osób czy przedmiotów. Najnowsze egzemplarze łączą się z internetem, mogą czytać maile i strony internetowe, a nawet prowadzić swój blog (nazywany reblogiem), gdzie zamieszczają zdjęcia i komentarze bez udziału swoich właścicieli.
Najnowsze modele Aibo potrafią też dobrze imitować zachowanie prawdziwych psów - gdy usłyszy, że jest "dobrym psem", to macha ogonem i podszczekuje. Podnosi uszy, gdy słyszy swoje imię. W sytuacjach, które mogą być stresujące, kładzie po sobie uszy i ogon. Na nagraniach w internecie widać, że robo-pies zaprogramowany jest tak, że nawet biega przez sen. Potrafi też wysyłać sygnały do zabawy z innymi robo-psami, a roboty nawet się "obwąchują".
Oparty na sztucznej inteligencji robot kosztuje od kilku do 12 tysięcy złotych. Do obsługi Aibo konieczne jest też pobranie dedykowanej aplikacji, której początkowa cena wynosi 99 tys. jenów, co daje kwotę nieco ponad 2600 złotych. Co miesiąc konieczne jest też ponoszenie opłaty w wysokości 89 złotych. Umowa obowiązuje na co najmniej trzy lata.
Koszt utrzymania Aibo jest więc podobny do utrzymania żywego, zdrowego psa (wiadomo, że w przypadku choroby koszty leczenia będą wyższe). Dla dzieci w Japonii jest to jednak na pewno dobry test przed tym, zanim rodzice zdecydują się na zakup prawdziwego zwierzaka (w kraju tym zdecydowanie przeważają psy rasowe. Niektóre organizacje prowadzą schroniska np. dla psów czy kotów pozostawionych po śmierci właściciela, ale jeśli zwierzę nie znajdzie opiekuna w wyznaczonym czasie, to jest usypiane).
Aibo jako robot może mieć wgrane zachowania prawdziwego psa, ale na pewno nie jest całkowitym odzwierciedleniem odpowiedzialności, jaką jest opieka nad zwierzęciem. Nie mówiąc o tym, że niektóre psy doświadczają problemów behawioralnych, na które robo-zwierzę nas w żaden sposób nie przygotuje. Na stronie Sony czytamy, że Aibo jest wykorzystywany przez organizacje pomocy społecznej np. w opiece nad osobami starszymi lub z niepełnosprawnościami. Robo-pies czuwa wtedy nad bezpieczeństwem takiej osoby.
Już w 2015 roku dr Jean-Loup Rault z University of Melbourne stwierdził, że robo-psy mogą być alternatywą dla żywych zwierząt, nad którymi opieka w przyszłości może być jeszcze bardziej kosztowna i zarezerwowana tylko dla zamożnych osób. Naukowiec zauważa jednak, że robotyczne zwierzęta domowe mogą być jak miecz obosieczny - z jednej strony będą dobrym rozwiązaniem dla osób uczulonych na sierść, właścicieli małych mieszkań, dla osób samotnych, chorych w szpitalach czy tych, którzy boją się prawdziwych zwierząt. Z drugiej strony roboty nie wymagają karmienia, wody ani spacerów, a więc nie spełnią one roli np. w przygotowaniu dziecka na obowiązek, jakim jest zajmowanie się prawdziwym, żywym psem.
Dla psychologii z kolei wyzwaniem może być badanie modeli emocjonalnego przywiązania właścicieli do robotów. A momentami jest ono niemal tak samo silne, jak w przypadku żywych zwierząt. - Już dziś możemy znaleźć ludzi z Japonii, którzy z psami-robotami tworzą bardzo silne emocjonalne więzi. W kraju tym ludzie zaczynają się tak przywiązywać do swoich psów-robotów, że kiedy podzespoły padną, organizują dla nich pogrzeby - dodaje Rault.