Uwaga!

Ta strona zawiera treści przeznaczone wyłącznie dla osób dorosłych

"Weź trochę morfiny, kochanie. Będziemy się dobrze bawić". Była pielęgniarką, a przynosiła śmierć

Amelia Phinney była pacjentką szpitala w Cambridge. Pewnego dnia obudziła się i zanotowała w swoim dzienniku, że miała dziwny sen. W tym śnie widziała siostrę Jane, która daje jej gorzkie lekarstwo, a potem liże ją po twarzy. Po latach, gdy media nagłośniły historię pielęgniarki, która z uśmiechem zabiła 31 osób, zdała sobie sprawę, że to nie był koszmar.
Jane Toppan
Flickr.com / City of Boston Archives (licenca CC BY-SA 2.0)

Jane Toppan urodziła się 31 marca 1854 roku jako Honora Kelley. Pochodziła z ubogiej rodziny irlandzkich imigrantów. Jej matka, Bridget Kelley, zmarła, gdy Honora miała zaledwie kilka lat. Jej ojciec, Peter Kelley, był krawcem, ale i alkoholikiem. Nie dawał sobie rady z samodzielnym wychowaniem córek, dlatego Honora i jej siostry trafiły do azylu dla osieroconych dziewcząt w Bostonie. Plotki mówią, że osamotniony Peter oszalał i próbował zaszyć sobie powieki. Po tym incydencie został zamknięty w szpitalu psychiatrycznym.

Gdy Honora skończyła 10 lat, trafiła do domu pani Ann C. Toppan z Lowell. Dziewczynka była traktowana jak służąca. Jej irlandzkie pochodzenie nie podobało się angielskiej rodzinie, dlatego musiała zmienić nazwisko na Jane Toppan. New England Historical Society informuje, że Toppanowie przedstawiali Jane jako Włoszkę, której rodzice zginęli na morzu. Było to możliwe dzięki dość egzotycznej urodzie dziewczynki.

Jane skończyła naukę w Lowell High School, mając 18 lat. Toppanowie dali jej wówczas 50 dolarów i wybór - mogła zacząć żyć na własną rękę lub wciąż pracować u nich jako służąca. Jane postanowiła zostać.

Gdy pani Ann C. Toppan zmarła, najważniejszą kobietą w domu została jej córka, Elisabeth. Była dla Jane bardziej życzliwa, ale również traktowała ją jak służbę. Elisabeth poślubiła kościelnego diakona Oramela Brighama, który wprowadził się do domu rodziny Toppan. Nie jest jasne dlaczego, ale niedługo później Jane się wyprowadziła.

Myślała, że przyśniło jej się, jak siostra Jane liże ją po twarzy. Okazało się, że to nie był koszmar

Był rok 1887, gdy Jane Toppan postanowiła, że zostanie pielęgniarką. Zaczęła uczyć się w szpitalu w Cambridge, gdzie cieszyła się opinią bystrej i inteligentnej. Ze względu na swoją osobowość zyskała też przydomek "Jolly Jane", czyli "Wesoła Jane".

Jane była lubiana nie tylko przez inne pielęgniarki i lekarzy, ale także przez pacjentów. Szybko okazało się jednak, że jej towarzystwo stanowi dla nich poważne zagrożenie. Jane zaczęła eksperymentować na starszych osobach, podając im mieszankę morfiny i atropiny, do której czasem dodawała też strychninę. Obserwowała, jak ta substancja wpływa na pacjentów, a gdy tracili przytomność, kładła się obok nich na szpitalnym łóżku. Jedna z pacjentek, Amelia Phinney, była przekonana, że miała zły sen, w którym siostra Jane podaje jej gorzkie lekarstwo, a potem liże ją po twarzy. Po latach okazało się, że nie był to koszmar.

Po pewnym czasie Jane Toppan straciła pracę w szpitalu w Cambridge, ale nie jest jasne dlaczego. Niektóre źródła piszą, że wykradała szpitalne zapasy opiatów, od których była uzależniona, inne, że zbyt lekkomyślnie podawała je pacjentom. Pewne jest jednak, że w 1891 roku została prywatną pielęgniarką.

"Wesoła Jane" zamieszkała w domu Israela Dunhama i jego żony. Po pewnym czasie stwierdziła jednak, że mężczyzna zrobił się "zrzędliwy" i postanowiła go zabić, podając mu sprawdzoną w szpitalu mieszankę na bazie morfiny. Niedługo później zabiła też jego żonę Lovey.

"Trzymałam ją w ramionach i z zachwytem patrzyłam, jak dyszy z trudem"

"The Sun" podaje, że Jane wróciła do domu rodziny Toppan. Któregoś dnia wybrała się z Elisabeth na piknik i tam podała jej wodę mineralną ze strychniną. 

Trzymałam ją w ramionach i z zachwytem patrzyłam, jak dyszy z trudem

 - powiedziała później Jane.

Po śmierci Elisabeth pielęgniarka wciąż mieszkała w jej domu i pomagała jej mężowi. Chciała wziąć z nim ślub, dlatego otruła jego gosposię i próbowała mu pokazać, że sprawdza się w roli pani domu. Oramel Brigham nie był nią zainteresowany, dlatego sięgnęła po bardziej drastyczne środki. Podtruła mężczyznę, a następnie dbała o to, by wrócił do zdrowia. Wdzięczność Oramela nie była jednak wystarczająca, by ten zdecydował się na ślub. Jane po raz kolejny opuściła dom rodziny Toppan.

Po nieudanej próbie uwiedzenia wdowca Jane zamieszkała w domku w Bourne, który wynajęła od rodziny Davisów. Pielęgniarka nie miała jednak pieniędzy i nie płaciła czynszu. Gdy pani Mattie Davis przyjechała do niej, by domagać się zapłaty, Jane ją otruła. Niedługo później w niewyjaśnionych okolicznościach zmarł także mąż pani Mattie, Alden Davis, oraz ich dorosła córka, Geraldine Gordon. 

"The Sun" pisze, że po zabiciu Davisów Jane udała się do ich drugiej córki, Minnie Gibbs. Chciała, by kobieta podpisała dokument, w którym umarza dług pielęgniarki. Gibbs odmówiła, dlatego Jane podała jej śmiertelną dawkę morfiny. Gdy kobieta umierała, "Wesoła Jane" trzymała na rękach jej 10-letniego syna.

Teść Minnie Gibbs uważał, że nagła śmierć czterech osób nie może być przypadkiem. Skonsultował się z lekarzem i nakłonił sędziego, by zlecił sekcję zwłok Minnie. Badanie wykazało, że kobieta została otruta. Do drzwi Jane zapukała policja.

 "Będziemy się dobrze bawić, patrząc, jak umierają"

23 czerwca 1902 roku odbył się proces Jane Toppan. Kobieta przyznała się do zabicia 31 osób. Przyznała, że chciała zabić "więcej ludzi niż ktokolwiek wcześniej" i że obserwowanie umierających osób przynosiło jej seksualną satysfakcję.

Gdybym była zamężną kobietą, prawdopodobnie nie zabiłabym tych wszystkich ludzi. Chciałabym, żeby moje myśli zaprzątały mąż, dzieci i dom

- powiedziała.

Proces w sprawie "Wesołej Jane" trwał osiem godzin. Jury naradzało się 27 minut. Po tym czasie sąd uznał, że pielęgniarka jest niepoczytalna i zadecydował, że resztę życia spędzi w placówce dla psychicznie chorych. Jane Toppan została umieszczona w szpitalu stanowym w Taunton, gdzie zmarła 17 sierpnia 1938 roku w wieku 84 lat. Większość opiekunów zapamiętała ją jako "cichą starszą panią", ale niektórzy wspominali jej uśmiech, gdy zapraszała ich do swojego pokoju. 

Weź trochę morfiny, kochanie i wyjdziemy na oddział. Będziemy się dobrze bawić, patrząc, jak umierają

- mówiła.

Więcej o: